Wolontariat misyjny
Odwiedziny
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >> |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Strona 1 z 16 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Do Biskupów,
do Kapłanów i Diakonów,
do Zakonników i Zakonnic
oraz wszystkich Wiernych
1. Zbliżające się trzecie tysiąclecie nowej ery kieruje naszą myśl ku słowom apostoła Pawła: „Gdy [...] nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty” (Ga 4,4). Pełnia czasu utożsamia się z tajemnicą Wcielenia Słowa, Syna współistotnego Ojcu, oraz z tajemnicą Odkupienia świata. Św. Paweł podkreśla tu, że Syn Boży, zrodzony z niewiasty, zrodzony pod Prawem, przyszedł na świat, aby wykupić tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. W dalszym ciągu zaś pisze: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!”, kończąc zaiste pocieszającym stwierdzeniem: „A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4,6-7).
To Pawłowe ujęcie tajemnicy Wcielenia zawiera w sobie równocześnie objawienie tajemnicy Trynitarnej i kontynuację misji Syna w misji Ducha Świętego. Wcielenie Syna Bożego, Jego poczęcie i narodzenie, stało się początkiem posłania Ducha Świętego. Można powiedzieć, że w tekście św. Pawła ujawnia się pełnia odkupieńczej tajemnicy Wcielenia.
I
„JEZUS CHRYSTUS WCZORAJ I DZIŚ” (Hbr 13,8)
2. Łukasz w swojej Ewangelii przekazał nam zwięzły opis okoliczności związanych z narodzeniem Jezusa: „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. [...] Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (2,1.3-7).
W ten sposób spełniło się to, co Archanioł Gabriel podczas Zwiastowania zapowiedział Dziewicy z Nazaretu, gdy Ją powitał słowami: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (1,28). Wobec tych słów Maryja zmieszała się. Dlatego Boży Zwiastun spieszy z wyjaśnieniem: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego [...]. Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (1,30-32.35). Odpowiedź Maryi na anielskie przesłanie była jednoznaczna: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (1,38). Nigdy w dziejach człowieka od ludzkiego przyzwolenia nie zależało tak wiele, jak wówczas.1
3. Całą głębię Tajemnicy Wcielenia streszcza w jednym zdaniu Jan w Prologu swej Ewangelii. Pisze: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (1,14). Dla Jana, w poczęciu i narodzeniu Jezusa, urzeczywistnia się Wcielenie Słowa Przedwiecznego, współistotnego Ojcu. Ewangelista odwołuje się do Słowa, które było na początku u Boga, przez które wszystko się stało, co się stało, w którym było życie, aby stać się światłością ludzi (por. 1,1-5). O Synu współistotnym Ojcu, Bogu z Boga, Paweł apostoł pisze, iż był „Pierworodnym wobec każego stworzenia” (Kol 1,15). Bóg stwarza świat poprzez Słowo. To Słowo jest odwieczną Mądrością, a jako Mądrość jest Myślą, a zarazem istotowym Obrazem Boga, „odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1,3). Słowo przedwiecznie zrodzone i przedwiecznie umiłowane przez Ojca, jako Bóg z Boga i Światłość ze Światłości, jest początkiem i pierwowzorem wszystkich rzeczy, które Bóg stworzył w czasie.
Fakt, że Słowo Przedwieczne przyjęło w pełni czasu kondycję stworzenia, nadaje wydarzeniu betlejemskiemu sprzed dwóch tysięcy lat szczególne znaczenie kosmiczne. Dzięki Słowu świat stworzeń jawi się jako kosmos, to znaczy jako wszechświat uporządkowany. I to Słowo wcielając się, odnawia kosmiczny ład stworzenia. List do Efezjan mówi o Bożym postanowieniu, które Bóg przedtem powziął w Chrystusie „dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi” (1,10).
4. Chrystus, Odkupiciel świata, jest jedynym Pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi i nie ma żadnego innego imienia pod niebem, w którym byśmy mogli być zbawieni (por. Dz 4,12). Czytamy w Liście do Efezjan: „W Nim mamy odkupienie przez Jego krew — odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, [...] według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów” (1,7-10). Chrystus jako współistotny Ojcu Syn jest więc Tym, który objawia zamysł Boży w stosunku do całego stworzenia, a w szczególności w stosunku do człowieka. Chrystus, jak trafnie mówi Sobór Watykański II, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie”.2 Okazuje mu to powołanie, objawiając tajemnicę Ojca i Jego miłości. Jako „obraz Boga niewidzialnego”, Chrystus jest człowiekiem doskonałym, który przywrócił synom Adama podobieństwo Boże zniekształcone przez grzech. W Jego ludzkiej naturze, wolnej od wszelkiego grzechu i wyniesionej w Boskiej Osobie Słowa, natura wspólna wszystkim istotom ludzkim zostaje wyniesiona do najwyższej godności: „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu”.3
5. To „stanie się jednym z nas” Syna Bożego dokonało się w tak wielkim upokorzeniu, że nie dziwi nas fakt, iż historiografia pogańska, zajmująca się doniosłymi wydarzeniami i wybitnymi postaciami, poświęciła mu początkowo zaledwie nikłe, chociaż znaczące wzmianki. Wiadomości o Chrystusie znajdują się na przykład w Dawnych dziejach Izraela, napisanych w Rzymie przez historyka Józefa Flawiusza, w latach 93 94,4 a przede wszystkim w Rocznikach Tacyta, zredagowanych w latach 115 120. Historyk ów pisząc o pożarze Rzymu w 64 roku, o wzniecenie którego Neron niesłusznie obwiniał chrześcijan, czyni wyraźną wzmiankę o Chrystusie, „który za panowania Tyberiusza był skazany na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata”.5 Także Swetoniusz w życiorysie cezara Klaudiusza, napisanym około 121 roku, informuje nas o wygnaniu Żydów z Rzymu, dlatego że „podburzeni przez niejakiego Chrestosa wzniecali często rozruchy”.6 Wśród komentatorów rozpowszechniło się przekonanie, że ten tekst odnosi się do Jezusa Chrystusa, który stał się przyczyną sporu w łonie żydowskiej wspólnoty w Rzymie. Na uwagę zasługuje, jako dowód szybkiego rozpowszechniania się chrześcijaństwa, także świadectwo Pliniusza Młodszego, rządcy Bitynii, który zawiadamia cezara Trajana, między rokiem 111 a 113, że wielka rzesza ludzi miała zwyczaj gromadzić się razem „w ustalonym dniu przed świtem i śpiewać hymn do Chrystusa jako do Boga”.7
To wielkie wydarzenie, o którym historycy niechrześcijańscy zaledwie wspominają, nabiera pełnego blasku dopiero w pismach Nowego Testamentu, które chociaż są dokumentami wiary, to jednak w całym swym przekazie posiadają wartość również jako świadectwa historyczne. Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Pan kosmosu, jest także Panem historii, jest jej „Alfą i Omegą”, „Początkiem i Końcem” (por. Ap 1,8; 21,6). W Nim wypowiedział Ojciec ostateczne słowo o człowieku i jego dziejach, co wyraża w trafnej syntezie List do Hebrajczyków: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (1,1-2).
6. Jezus narodził się z Ludu wybranego jako spełnienie obietnicy danej Abrahamowi i wciąż na nowo przypominanej przez proroków. Przemawiali oni w imieniu i w zastępstwie Boga. Ekonomia bowiem Starego Testamentu była istotnie nastawiona na to, aby przygotować i zapowiedzieć nadejście Chrystusa Odkupiciela wszechświata oraz Jego Królestwa mesjańskiego. Księgi Starego Przymierza są natomiast stałymi świadkami troskliwej Boskiej pedagogii.8 W Chrystusie ta pedagogia osiąga swój cel: nie ogranicza się On bowiem do przemawiania „w imieniu Boga”, jak prorocy, ale to sam Bóg przemawia w swoim odwiecznym Słowie, które stało się ciałem. I tutaj dotykamy punktu istotnego, odróżniającego chrześcijaństwo od innych religii, w których wyraża się od samego początku poszukiwanie Boga ze strony człowieka. W chrześcijaństwie ten początek dało Wcielenie Słowa. To już nie tylko człowiek szuka Boga, ale Bóg sam przychodzi, aby mówić o sobie do człowieka i wskazać mu drogę, którą może do Niego dojść. To właśnie wyraża Prolog Ewangelii Św. Jana: „Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył” (1,18). Słowo Wcielone, jest zatem spełnieniem tęsknoty obecnej we wszystkich religiach ludzkości. To spełnienie jest dziełem Boga samego i przewyższa wszelkie oczekiwania ludzkie. Jest tajemnicą łaski.
W Chrystusie religia przestaje być szukaniem Boga „niejako po omacku” (Dz 17,27), a staje się odpowiedzią wiary daną Bogu, który się objawia: jest to odpowiedź, w której człowiek mówi do Boga jako do swego Stwórcy i Ojca; odpowiedź możliwa dzięki temu jedynemu Człowiekowi, który jest równocześnie Słowem współistotnym Ojcu, a w którym Bóg mówi do każdego człowieka i każdy człowiek jest zdolny odpowiedzieć Bogu. Więcej jeszcze, w tym Człowieku odpowiada Bogu całe stworzenie. Jezus Chrystus jest nowym początkiem wszystkiego. Wszystko w Nim odnajduje siebie, zostaje przyjęte i oddane Stwórcy, od którego wzięło swój początek. W ten sposób Chrystus jest spełnieniem pragnień wszystkich religii świata i dlatego jest ich jedyną i ostateczną przystanią. Jeżeli z jednej strony w Chrystusie Bóg mówi ludzkości o sobie, to z drugiej strony, w tymże Chrystusie, ludzkość cała oraz całe stworzenie mówi o sobie do Boga — więcej, oddaje siebie Bogu. W ten sposób wszystko wraca do swego początku. Jezus Chrystus jest odnowieniem wszystkiego (por. Ef 1,10), a zarazem spełnieniem wszystkiego w Bogu: spełnieniem, które jest chwałą Bożą. Religia, która ma swój początek w Jezusie Chrystusie, jest religią chwały, jest istnieniem w nowości życia ku chwale majestatu Boga (por. Ef 1,12). Całe stworzenie, w szczególności zaś człowiek (vivens homo) jest epifanią chwały Bożej, powołanym do pełni życia w Bogu.
7. W Jezusie Chrystusie Bóg nie tylko mówi do człowieka — Bóg szuka człowieka. Wcielenie Syna Bożego świadczy o tym, że Bóg szuka człowieka. To poszukiwanie Jezus sam wielokrotnie przyrównywał do poszukiwania zgubionej owcy (por. Łk 15,1-7). Jest to poszukiwanie, które rodzi się we wnętrzu Boga i osiąga swój szczyt we Wcieleniu Słowa. Jeśli Bóg wychodzi na poszukiwanie człowieka stworzonego na swój obraz i podobieństwo, czyni to dlatego, że go miłuje odwiecznie w Słowie i pragnie go wynieść w Chrystusie do godności przybranego dziecka. Bóg więc wychodzi na poszukiwanie człowieka, który jest Jego szczególną własnością w sposób odmienny niż jakiekolwiek inne stworzenie. Jest własnością Boga na podstawie wyboru miłości: Bóg szuka człowieka z potrzeby swego ojcowskiego serca.
Dlaczego szuka? Dlatego, że człowiek oddalił się od Boga, ukrył się przed Bogiem, tak jak Adam pośród drzew rajskiego ogrodu (por. Rdz 3,8-10). Człowiek dał się sprowadzić na manowce przez nieprzyjaciela Boga (por. Rdz 3,13). Szatan okłamał go, starając się mu wmówić, że on sam jest bogiem, że może poznać tak jak Bóg dobro i zło, nie licząc się z Bożą wolą, że może po swojemu rządzić światem (por. Rdz 3,5). Jeżeli Bóg szuka człowieka przez swojego Syna, to dlatego, ażeby go wyprowadzić z tych manowców, na które coraz bardziej schodził. „Wyprowadzić”, to znaczy wytłumaczyć człowiekowi, że znajduje się na błędnych drogach, ale to znaczy także przezwyciężyć zło, które rozpanoszyło się w dziejach człowieka. Właśnie to przezwyciężenie zła nazywa się Odkupieniem. Dokonuje się ono za cenę Ofiary Chrystusa, dzięki której człowiek dostępuje darowania długu zaciągniętego przez grzech i łaski pojednania z Bogiem. Syn Boży stał się człowiekiem, przyjął ciało ludzkie w łonie Dziewicy po to, ażeby złożyć siebie w pełni na Ofiarę Odkupienia. Religia Wcielenia jest religią Odkupienia świata poprzez Ofiarę Chrystusa. W tej Ofierze zawiera się zwycięstwo nad złem, nad grzechem i nad samą śmiercią. Chrystus przyjmując śmierć na krzyżu, równocześnie objawia i daje życie, albowiem zmartwychwstaje. Śmierć nad Nim nie ma już mocy.
8. Religia, która ma początek w tajemnicy odkupieńczego Wcielenia, jest religią „trwania we wnętrzu Boga”, uczestniczenia w Jego własnym życiu. Mówi o tym św. Paweł w tekście przytoczonym na samym początku: „Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4,6). Człowiek woła tak na podobieństwo Chrystusa, który „z głośnym wołaniem i płaczem” (Hbr 5,7) zwracał się do Boga, zwłaszcza w Ogrojcu i na krzyżu: człowiek woła do Boga tak, jak wołał Chrystus, dając świadectwo, że uczestniczy w Jego synostwie za sprawą Ducha Świętego. Duch Święty, którego Ojciec posłał w imię Syna, sprawia, że człowiek uczestniczy w wewnętrznym życiu Boga, że jest na podobieństwo Chrystusa również synem, a także dziedzicem tych dóbr, które są udziałem Syna (por. Ga 4,7). Na tym właśnie polega owa religia „trwania w wewnętrznym życiu Boga”, któremu początek daje Wcielenie Syna Bożego. Duch Święty, który przenika głębokości Boże (por. 1 Kor 2,10), wprowadza nas, ludzi, w te głębokości za sprawą Ofiary Chrystusa.
II
JUBILEUSZ ROKU 2000
9. Św. Paweł mówiąc o narodzeniu Syna Bożego umieszcza je w „pełni czasu” (por. Ga 4,4). Czas istotnie wypełnił się przez to, że sam Bóg przez Wcielenie wszedł w dzieje człowieka. Wieczność wkroczyła w czas: jakież „wypełnienie” może być większe niż to? Jakież inne „wypełnienie” byłoby możliwe? Myślano na przykład o jakichś tajemniczych cyklach, w których wciąż się powtarza na nowo historia wszechświata, a zwłaszcza dzieje człowieka. Człowiek powstaje z ziemi i do ziemi powraca (por. Rdz 3,19): to jest fakt najbardziej oczywisty. Posiada on jednak nieprzeparte pragnienie nieustannego życia. Jak można sobie wyobrazić jego dalsze życie poza granicą śmierci? Niektórzy myśleli o różnych formach reinkarnacji. W zależności od tego, jak człowiek żył w pierwszym wcieleniu, doświadczyłby nowego istnienia o charakterze bardziej szlachetnym albo też zaniżającym aż do osiągnięcia pełnego oczyszczenia. To wierzenie, bardzo zakorzenione w niektórych religiach Wschodu, oznacza między innymi, że człowiek nie chce pogodzić się z nieodwołalnym charakterem śmierci. Jest przekonany, że jego własna natura jest z istoty swej duchowa i nieśmiertelna.
Objawienie chrześcijańskie wyklucza reinkarnację i mówi o spełnieniu, do którego człowiek jest powołany w czasie jedynego życia ziemskiego. Takie spełnienie własnego losu człowiek osiąga poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Taki bowiem dar jest możliwy dla człowieka tylko poprzez spotkanie z Bogiem. To doskonałe spełnienie człowiek znajduje w Bogu i tę prawdę objawia Chrystus. Człowiek się spełnia w Bogu dlatego, że Bóg sam do niego przyszedł w swoim Przedwiecznym Synu. Przez przyjście Boga na ziemię czas ludzki, mający początek w stworzeniu, znalazł swoją pełnię. „Pełnią czasu” jest bowiem tylko wieczność, więcej — Ten, który jest wieczny, czyli Bóg. Wejście w „pełnię czasu” oznacza równocześnie zakończenie czasu i wyjście z jego granic, aby odnaleźć spełnienie w wieczności Boga.
10. W chrześcijaństwie czas ma podstawowe znaczenie. W czasie zostaje stworzony świat, w czasie dokonuje się historia zbawienia, która osiąga swój szczyt w „pełni czasu” Wcielenia i swój kres w chwalebnym powrocie Syna Bożego na końcu czasów. Czas staje się, w Jezusie Chrystusie Słowie Wcielonym, wymiarem Boga, który jest wieczny sam w sobie. Z przyjściem Chrystusa rozpoczynają się „ostateczne dni” (por. Hbr 1,2), „ostatnia godzina” (1 J 2,18), zaczyna się czas Kościoła, który trwać będzie do Paruzji.
Z tego związku Boga z czasem rodzi się obowiązek uświęcania czasu. To uświęcenie czasu dokonuje się na przykład poprzez świętowanie poszczególnych okresów, dni czy tygodni, co miało miejsce już w religii Starego Przymierza, a także, chociaż w nowy sposób, praktykowane jest w chrześcijaństwie. W liturgii Wigilii Paschalnej celebrans, przy poświęceniu świecy, która symbolizuje Chrystusa zmartwychwstałego, mówi: „Chrystus wczoraj i dziś. Początek i Koniec. Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność. Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków”. Te słowa wypowiada, wypisując na świecy paschalnej cyfry bieżącego roku. Znaczenie tego obrzędu jest jasne: świadczy o tym, że Chrystus jest Panem czasu, jest jego początkiem i jego wypełnieniem; każdy rok i dzień, i każda chwila zostaje ogarnięta Jego Wcieleniem i Zmartwychwstaniem, ażeby w ten sposób odnaleźć się w „pełni czasu”. Dlatego też Kościół żyje i sprawuje liturgię w granicach każdego roku. Rok kalendarzowy zostaje przeniknięty rokiem liturgicznym, który odtwarza poniekąd całą tajemnicę Wcielenia i Odkupienia, rozpoczynając się w pierwszą Niedzielę Adwentu, a kończąc w Uroczystość Chrystusa Króla Pana wszechświata i Pana dziejów. Każda niedziela przypomina dzień Zmartwychwstania Pańskiego.
11. Na tym tle staje się zrozumiały zwyczaj Jubileuszów, który ma swój początek w Starym Testamencie, a odnajduje kontynuację w dziejach Kościoła. Kiedy Jezus z Nazaretu udał się do synagogi swego rodzinnego miasta, powstał, aby czytać (por. Łk 4,16-30). Podano Mu wtedy Księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, odczytał następujący tekst: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej” (61,1-2).
Słowa proroka odnosiły się do Mesjasza. „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21) powiedział Jezus, dając poznać, że to On jest tym zapowiedzianym przez proroka Mesjaszem, że wraz z Nim rozpoczął się „czas” szczególnie upragniony. Nadszedł dzień zbawienia, „pełnia czasu”. Wszystkie Jubileusze odnoszą się poniekąd do tego „czasu”, odnoszą się do mesjańskiej misji Chrystusa. To On przybył jako „namaszczony Duchem Świętym”, jako „posłany od Ojca”. To On głosi ubogim Dobrą Nowinę, przynosi wolność tym, którzy są jej pozbawieni, wyzwala uciśnionych, a niewidomym przywraca wzrok (por. Mt 11,4-5; Łk 7,22). W ten sposób Chrystus urzeczywistnia „rok łaski od Pana”, ogłaszając go nie tylko słowem, ale przede wszystkim swymi czynami. Jubileusz, czyli „rok łaski od Pana”, jest charakterystyczną cechą działalności Jezusa, a nie tylko chronologicznym określeniem trwania tej działalności.
12. Słowa i czyny Jezusa są wypełnieniem całej tradycji Jubileuszów, która istniała w Starym Testamencie. Wiadomo, że Jubileusz był czasem w szczególny sposób poświęcanym Bogu. Takim czasem był każdy siódmy rok, wedle Prawa Mojżeszowego, tak zwany „rok szabatowy”, w którym ziemia odpoczywała i w związku z tym zwalniano niewolników. Obowiązek wyzwalania niewolników był regulowany bardzo szczegółowymi przepisami w Księdze Wyjścia (23,10-13), w Księdze Kapłańskiej (25,1-28), w Księdze Powtórzonego Prawa (15,1-6), czyli praktycznie w całym prawodawstwie biblijnym, które w ten sposób otrzymuje ten charakterystyczny wymiar. Oprócz zwalniania niewolników w roku szabatowym Prawo przewidywało darowanie wszelkich długów, co było regulowane szczegółowymi przepisami. Wszystko to czyniono ku czci Boga. To, co dotyczyło roku szabatowego, odnosiło się również do „roku jubileuszowego”, który przypadał co pięćdziesiąt lat. W roku jubileuszowym jednakże zwyczaje roku szabatowego były rozszerzone i obchodzone jeszcze bardziej odświętnie. Czytamy w Księdze Kapłańskiej: „Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz — każdy z was powróci do swej własności i każdy powróci do swego rodu” (25,10). Jedną ze znamiennych konsekwencji roku jubileuszowego była powszechna „emancypacja” wszystkich potrzebujących wyzwolenia mieszkańców. Z tej okazji każdy Izraelita wchodził na nowo w posiadanie swej ojcowizny, jeśli ją sprzedał lub utracił popadając w niewolę. Ziemi nie można było definitywnie stracić, gdyż należała ona do Boga. Izraelici nie mogli więc na zawsze pozostawać niewolnikami, ponieważ Bóg ich sobie „wykupił” na wyłączną własność. Wykupił ich, wyprowadzając z niewoli egipskiej.
13. Nawet jeśli przepisy roku jubileuszowego pozostawały w dużej mierze idealną perspektywą, czyli bardziej nadzieją niż konkretną realizacją, stając się zresztą prophetia futuri jako zapowiedź prawdziwego wyzwolenia, którego dokona mający przyjść Mesjasz, to na podstawie normy prawnej zawartej w tych przepisach zarysowuje się już pewna nauka społeczna, która w pełni rozwinie się później, poczynając od Nowego Testamentu. Rok jubileuszowy przywracał równość między wszystkimi synami Izraela, otwierając nowe możliwości rodzinom zubożałym, które utraciły swe posiadłości, a nawet osobistą wolność. Bogatym natomiast rok jubileuszowy przypominał, że przyjdzie czas, gdy ich niewolnicy izraelscy znów będą im równi i będą mogli upomnieć się o swe prawa. Należało ogłosić rok jubileuszowy w czasie przewidzianym przez Prawo, przychodząc z pomocą wszystkim potrzebującym. To wymagało sprawiedliwych rządów. Sprawiedliwość, wedle Prawa Izraela, to nade wszystko ochrona słabych; król winien odznaczać się w sposób szczególny taką sprawiedliwością, jak mówi Psalmista: „Wyzwoli bowiem wołającego biedaka i ubogiego, i bezbronnego. Zmiłuje się nad nędzarzem i biedakiem i ocali życie ubogich” (Ps 72[71],12-13). Przesłanki tej tradycji były ściśle teologiczne. Wiązały się one przede wszystkim z teologią stworzenia i z teologią Bożej Opatrzności. Według powszechnego przekonania bowiem tylko Bogu, jako Stwórcy, przysługuje „dominium altum”, czyli władza nad wszystkim, co stworzył, a w szczególności nad ziemią (por. Kpł 25,23). Jeśli w swej Opatrzności Bóg oddał ziemię ludziom, oznaczało to, że oddał ją wszystkim. Dlatego bogactwa stworzenia są przede wszystkim wspólnym dobrem wszystkich ludzi. Ci, którzy dobra te posiadają na własność, są właściwie tylko ich zarządcami, czyli szafarzami, działającymi w imieniu Boga, który sam jest ich wyłącznym właścicielem w ścisłym tego słowa znaczeniu. Wolą Bożą jest, ażeby dobra stworzone służyły wszystkim w sposób sprawiedliwy. Rok jubileuszowy miał służyć odnowie tej właśnie sprawiedliwości społecznej. W tradycji roku jubileuszowego jest zakorzeniona w jakiś sposób doktryna społeczna Kościoła, która zawsze stanowiła część nauczania kościelnego i rozwinęła się szczególnie w ostatnim stuleciu, przede wszystkim poczynając od Encykliki Rerum novarum.
14. Należy jednakże podkreślić to, co wyraża Izajasz w słowach: „obwoływanie roku łaski od Pana”. Jubileusz jest dla Kościoła takim właśnie „rokiem łaski”, rokiem odpuszczenia grzechów, a także kar za grzechy, rokiem pojednania pomiędzy zwaśnionymi, rokiem wielorakich nawróceń, rokiem pokuty sakramentalnej i pozasakramentalnej. Tradycja lat jubileuszowych jest w szczególny sposób związana z udzielaniem odpustów i to bardziej szczodrych odpustów niż w innych latach. Obok Jubileuszów, które przypominają tajemnicę Wcielenia, jak każde stulecie, rok pięćdziesiąty, a także dwudziesty piąty, charakter jubileuszowy mają lata przypominające tajemnicę Odkupienia, a więc krzyż Chrystusa, Jego śmierć na Golgocie i Jego zmartwychwstanie. Kościół ogłasza wtedy „rok łaski od Pana” i stara się uczynić wszystko, aby z tej łaski mógł korzystać ogół wiernych. Dlatego Jubileusze bywają obchodzone nie tylko „in Urbe”, ale także „extra Urbem”. Zwykle Jubileusz „extra Urbem” obchodzi się w roku następnym po Jubileuszu „in Urbe”.
15. Jubileusze w życiu indywidualnych osób zwykle łączą się z datą urodzenia, ale obchodzone są także rocznice Chrztu, Bierzmowania, pierwszej Komunii św., Święceń kapłańskich czy też biskupich, zawarcia Sakramentu Małżeństwa. Niektóre z tych rocznic obchodzi się także na sposób świecki, ale chrześcijanie nadają im zawsze charakter religijny. W znaczeniu chrześcijańskim bowiem, każdy Jubileusz 25-lecia kapłaństwa czy małżeństwa nazywany srebrnym, 50-lecia natomiast złotym, a 60-lecia diamentowym — stanowi szczególny rok łaski, którą dana osoba otrzymała poprzez jeden z wymienionych Sakramentów. To, co powiedzieliśmy o indywidualnych Jubileuszach, odnosi się również do poszczególnych wspólnot czy instytucji. Tak więc obchodzimy stulecie czy tysiąclecie powstania jakiegoś miasta czy gminy. W życiu Kościoła podobnie świętujemy Jubileusze parafii czy diecezji. Te wszystkie Jubileusze osobiste czy wspólnotowe mają wielkie i szczególne znaczenie w życiu jednostek oraz w życiu odnośnych wspólnot.
Na tym tle dwutysięczny rok od narodzenia Chrystusa (pomijając dokładność obliczeń chronologicznych) jest prawdziwie Wielkim Jubileuszem i to nie tylko dla chrześcijan, ale pośrednio dla całej ludzkości ze względu na pierwszoplanową rolę, jaką chrześcijaństwo odegrało w ciągu tych dwóch tysiącleci. Godne uwagi jest to, że upływ lat oblicza się prawie wszędzie od przyjścia Chrystusa na świat, które staje się także punktem centralnym najbardziej dziś używanego kalendarza. Czyż nie jest to także znakiem nieporównywalnego wkładu chrześcijaństwa w historię powszechną, począwszy od narodzin Jezusa z Nazaretu?
16. Wyraz „Jubileusz” mówi o radości. Chodzi tu nie tylko o radość czysto wewnętrzną, ale o radość, która objawia się także na zewnątrz, albowiem przyjście Boga jest wydarzeniem także zewnętrznym. Jest ono widzialne, słyszalne i dotykalne, jak mówi św. Jan (por. 1 J 1,1). Słusznie zatem, że wszystkie przejawy radości związane z tym przyjściem są także przejawami zewnętrznymi: Kościół raduje się ze zbawienia. Do tej radości zaprasza wszystkich, stwarzając szczególne warunki po temu, ażeby zbawcze energie mogły stawać się udziałem każdego. Rok 2000 jest więc datą Wielkiego Jubileuszu.
Jeżeli chodzi o treść tego Wielkiego Jubileuszu, to będzie ona poniekąd taka sama jak ta, która się łączy z każdą inną datą jubileuszową. Jednakże będzie ona równocześnie odmienna, bogatsza od każdej innej. Kościół bowiem respektuje miary czasu: godziny, dni, lata, stulecia. Pod tym względem idzie on krok w krok z każdym człowiekiem, uświadamiając mu, jak każda z tych miar jest nasycona zbawczą obecnością Boga i zbawczym Jego działaniem. W tym też duchu Kościół raduje się, czyni dzięki, a także przeprasza i zanosi błagania do Pana historii i Pana ludzkich sumień.
Pośród najbardziej żarliwych błagań w tej nadzwyczajnej godzinie dziejów, kiedy zbliża się nowe tysiąclecie, Kościół prosi Pana, aby wzrastała jedność między wszystkimi chrześcijanami rozmaitych wyznań, aż do osiągnięcia pełnej komunii. Wyrażam gorące życzenie, aby Jubileusz stał się okazją do owocnej współpracy w celu odkrycia tego, co nas łączy, a co z pewnością jest większe od tego, co nas jeszcze dzieli. Jakże wielką byłoby korzyścią, gdyby w tej perspektywie — przy uszanowaniu programów poszczególnych Kościołów i Wspólnot — dało się osiągnąć porozumienie ekumeniczne co do przygotowania i realizacji Jubileuszu. W ten sposób Jubileusz zyskałby jeszcze większą siłę, dając wobec świata świadectwo zdecydowanej woli wszystkich uczniów Chrystusa osiągnięcia jak najszybciej pełnej jedności, w przekonaniu, iż „u Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).
III
PRZYGOTOWANIE WIELKIEGO JUBILEUSZU
17. Każdy Jubileusz jest przygotowany w dziejach Kościoła przez Opatrzność Bożą. Odnosi się to także do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Przekonani o tym, spoglądamy z wdzięcznością i w poczuciu odpowiedzialności na wszystko to, co się dokonało w dziejach ludzkości od narodzenia Chrystusa, a w szczególności na wszystko to, co się wydarzyło pomiędzy rokiem tysięcznym a dwutysięcznym. Jednak w sposób szczególny kierujemy spojrzenie wiary na nasze stulecie, starając się odnaleźć w nim to, co świadczy nie tylko o dziejach człowieka, ale także o działaniu Boga w tych dziejach.
18. W tym znaczeniu można stwierdzić, iż Sobór Watykański II był opatrznościowym wydarzeniem, poprzez które Kościół rozpoczął swoje bliższe przygotowanie do Jubileuszu drugiego milenium. Był to Sobór bardzo podobny do wszystkich poprzednich, a równocześnie tak bardzo od nich różny: Sobór skoncentrowany na tajemnicy Chrystusa i Jego Kościoła, a zarazem otwarty na świat. To otwarcie było ewangeliczną odpowiedzią na współczesne przemiany w świecie wraz ze wstrząsającymi doświadczeniami XX wieku, umęczonego przez pierwszą i drugą wojnę światową, obozy koncentracyjne i straszliwe eksterminacje. Wszystkie te wydarzenia ukazują, jak nigdy dotąd, że świat potrzebuje oczyszczenia, potrzebuje nawrócenia.
Często mniema się, że Sobór Watykański II oznacza nową epokę w życiu Kościoła. Jeżeli w pewnej mierze takie twierdzenie jest słuszne, to równocześnie trudno nie dostrzec, jak wiele ten Sobór czerpie z doświadczeń i przemyśleń okresu przedsoborowego, zwłaszcza z dorobku myśli Piusa XII. W dziejach Kościoła „stare” i „nowe” zawsze są ze sobą głęboko zespolone. To co „nowe” wyrasta ze „starego”, to co „stare” odnajduje w „nowym” swój pełniejszy wyraz. Odnosi się to także do Soboru Watykańskiego II oraz do działałności papieży z tym Soborem związanych, poczynając od Jana XXIII, poprzez Pawła VI, Jana Pawła I, aż do obecnego Papieża.
To, czego oni dokonali podczas Soboru i po jego zakończeniu — tak poprzez nauczanie jak również przez działalność każdego z nich — z pewnością wniosło znaczący wkład w przygotowanie tej nowej wiosny życia chrześcijańskiego, która powinna rozkwitnąć w Wielkim Jubileuszu, jeśli tylko chrześcijanie będą posłuszni działaniu Ducha Świętego.
19. Chociaż Sobór nie przybierał surowego stylu postępowania Jana Chrzciciela, który nad brzegami Jordanu nawoływał do pokuty i do nawrócenia (por. Łk 3,1-17), to jednak ujawnił w sobie coś z tego dawnego Proroka, ukazując z nową mocą współczesnemu człowiekowi Chrystusa, „Baranka Bożego, który gładzi grzech świata” (por. J 1,29), Odkupiciela człowieka, Pana historii. Podczas Zgromadzenia soborowego Kościół, aby być w pełni wierny swemu Mistrzowi, poszukiwał własnej tożsamości, na nowo odkrywając głębię swej tajemnicy jako Ciało Chrystusa i Jego Oblubienica. Wsłuchując się pilnie w słowo Boże, potwierdził powszechne powołanie do świętości, zatroszczył się o reformę liturgii, „źródło i szczyt” swego życia; zainicjował odnowę wielu dziedzin swej egzystencji w wymiarze powszechnym i Kościołów lokalnych; zajął się sprawą budzenia różnych powołań chrześcijańskich, zarówno świeckich jak i zakonnych, posługą diakonów, kapłanów i biskupów; odkrył na nowo w sposób szczególny kolegialność biskupów, uprzywilejowaną formę posługi pasterskiej sprawowanej przez nich w łączności z Następcą św. Piotra. Sobór, w oparciu o tę gruntowną odnowę, otworzył się na chrześcijan innych wyznań, na członków innych religii, na wszystkich ludzi naszych czasów. Podczas żadnego innego Soboru nie mówiło się tak wyraźnie o jedności chrześcijan, o dialogu z religiami niechrześcijańskimi, o szczególnym znaczeniu Starego Przymierza oraz Izraela, o godności sumienia, o zasadzie wolności religijnej, o różnych tradycjach kulturowych, wśród których Kościół spełnia swoją misję, o środkach społecznego przekazu.
20. Ogromne bogactwo treści, a także nowy, nieznany przedtem sposób podania ich przez Sobór, są jakby zapowiedzią nowych czasów. Ojcowie soborowi mówili językiem Ewangelii, językiem Kazania na Górze i Ośmiu Błogosławieństw. Bóg jest przedstawiony w przesłaniu soborowym jako całkowicie suwerenny Pan wszystkich rzeczy, ale także jako zabezpieczający autentyczną autonomię rzeczywistości doczesnych.
Najlepsze przygotowanie do Jubileuszu roku dwutysięcznego nie jest niczym innym, jak tylko możliwie wiernym wcielaniem nauki Vaticanum II w życie każdego człowieka i całego Kościoła. Wraz z Soborem bezpośrednie przygotowanie do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 zostało niejako zainaugurowane w najszerszym tego słowa znaczeniu. Jeśli szukamy jakiegoś odpowiednika w liturgii, to chyba coroczna liturgia adwentowa jest czasem najbliższym duchowi Soboru. Adwent przygotowuje nas do spotkania z Tym, „Który był i Który jest, i Który przychodzi” (Ap 4,8).
21. W przygotowanie do spotkania Roku 2000 włącza się seria Synodów rozpoczęta po Soborze Watykańskim II. Były to Synody ogólne, a z kolei także Synody kontynentalne, regionalne, krajowe czy diecezjalne. Głównym ich tematem była ewangelizacja, a w szczególności nowa ewangelizacja. Podwaliny dla tego tematu położyła Adhortacja Apostolska Evangelii nuntiandi Pawła VI, opublikowana w 1975 r., po trzecim Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów. Wszystkie te Synody same w sobie są już tą nową ewangelizacją. Wyrastają z soborowej wizji Kościoła, otwierają szeroką przestrzeń dla uczestnictwa świeckich, proklamują i inaugurują ich specyficzną odpowiedzialność w Kościele, są wyrazem siły, jaką Chrystus obdarzył cały Lud Boży, dając mu uczestnictwo w swojej mesjańskiej misji: misji prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. Bardzo jasno mówi o tym drugi rozdział Konstytucji dogmatycznej Lumen gentium. W ten sposób przygotowanie do Jubiluszu Roku 2000 dokonuje się w wymiarze zarówno uniwersalnym, jak i lokalnym w całym Kościele, ożywionym nową świadomością misji zbawczej, jaką otrzymał od Chrystusa. Świadomość tej misji głoszą w szczególny sposób Adhortacje posynodalne poświęcone posłannictwu świeckich, formacji kapłanów, katechezie, rodzinie, znaczeniu pokuty i pojednania w życiu Kościoła i ludzkości, a w najbliższym czasie życiu konsekrowanemu.
22. Szczególne zadania i odpowiedzialność w związku z Wielkim Jubileuszem Roku 2000 wiążą się z posługą Biskupa Rzymu. W jakiś sposób działali w tym duchu wszyscy papieże naszego kończącego się stulecia. Poprzez program odnowy wszystkiego w Chrystusie św. Pius X starał się stawić czoło tragicznemu rozwojowi wydarzeń, jakie zaciążyły na sytuacji międzynarodowej na początku naszego stulecia. Kościół był świadom, że wobec narastania dążności przeciwnych pokojowi i sprawiedliwości w świecie współczesnym musi stawać się w sposób zdecydowany rzecznikiem i obrońcą tych podstawowych wartości. Papieże okresu przedsoborowego podejmowali te zadania z wielkim zaangażowaniem, każdy na swój sposób: Benedykt XV stanął w obliczu tragedii pierwszej wojny światowej, Pius XI musiał zmierzyć się z zagrożeniami systemów totalitarnych czy też systemów nie szanujących wolności osoby ludzkiej w Niemczech, w Rosji, we Włoszech, w Hiszpanii, a przedtem jeszcze w Meksyku. Pius XII interweniował w związku z apogeum niesprawiedliwości i podeptania godności ludzkiej, jakim stała się druga wojna światowa. Dał również jasne wskazania co do budowania nowego ładu światowego po upadku dotychczasowych systemów politycznych.
W tym stuleciu, ponadto, papieże w ślad za Leonem XIII podejmowali systematycznie problemy katolickiej nauki społecznej, dotyczące sprawiedliwego ustroju społecznego w dziedzinie stosunków pomiędzy pracą i kapitałem. Znalazło to wyraz w Encyklice Quadragesimo anno Piusa XI, również w licznych wypowiedziach Piusa XII, z kolei w Mater et Magistra i w Pacem in terris Jana XXIII oraz w Populorum progressio i w Liście apostolskim Octogesima adveniens Pawła VI. Do tego tematu nawiązywałem ja sam wielokrotnie: Encyklikę Laborem exercens poświęciłem w szczególny sposób znaczeniu ludzkiej pracy, podczas gdy w Centesimus annus potwierdziłem aktualność, po stu latach, nauki Rerum novarum. Wreszcie Encyklika Sollicitudo rei socialis była poniekąd systematycznym przypomnieniem całej społecznej nauki Kościoła na tle konfrontacji dwóch bloków Wschód — Zachód i zagrożenia wojną nuklearną. Te dwa wątki społecznej nauki Kościoła — obrona godności i praw osoby ludzkiej w obrębie sprawiedliwej relacji pomiędzy pracą a kapitałem oraz troska o pokój — spotkały się i połączyły w tekście tej Encykliki. Sprawie pokoju służą także wydawane od roku 1968, za pontyfikatu Pawła VI, papieskie Orędzia noworoczne.
23. Obecny pontyfikat już od pierwszego dokumentu mówi o tym Wielkim Jubileuszu w sposób wyraźny, zachęcając do przeżycia tego czasu przygotowania jako „nowego adwentu”9 Do tego tematu powraca jeszcze wiele razy, omawiając go obszerniej w Encyklice Dominum et Vivificantem.10 Istotnie, przygotowanie do Roku 2000 staje się jak gdyby jego kluczem hermeneutycznym. Nie oznacza to z pewnością jakiegoś nowego milenaryzmu, o jakim mówiło się w związku z pierwszym tysiącleciem, oznacza natomiast szczególną wrażliwość na wszystko, co Duch mówi Kościołowi i Kościołom (por. Ap 2,7 nn.), na wszystko, co mówi poszczególnym osobom poprzez dary, które służą całej wspólnocie oraz na wszystko, co mówi do różnych wspólnot, poczynając od najmniejszych, jak rodzina, a kończąc na większych, takich jak narody i organizacje międzynarodowe, nie pomijając kultur, cywilizacji i zdrowych tradycji. Ludzkość, wbrew wszystkim pozorom, wciąż oczekuje objawienia się synów Bożych i żyje nadzieją, jakby w bólach rodzenia, co kiedyś tak wymownie przedstawił św. Paweł w Liście do Rzymian (por. 8,19-22).
24. Ważnym czynnikiem w realizacji Soboru Watykańskiego II stało się papieskie pielgrzymowanie. Zapoczątkował je Jan XXIII w przeddzień otwarcia Soboru, symboliczną pielgrzymką do Loreto i do Asyżu (1962). Rozszerzył ten program Paweł VI, który udał się w pielgrzymce przede wszystkim do Ziemi Świętej (1964) i odbył dziewięć innych wielkich podróży apostolskich, nawiązując dzięki nim bezpośredni kontakt z ludami różnych kontynentów.
Obecny pontyfikat program ten jeszcze bardziej rozszerzył, poczynając od Meksyku, w związku z III Konferencją Ogólną Episkopatu Ameryki Południowej w Puebli w 1979 roku; z kolei, w tym samym roku, nastąpiła pielgrzymka do Polski, w związku z Jubileuszem 900-lecia śmierci św. Stanisława Biskupa i Męczennika.
Dalsze etapy tego pielgrzymowania są znane. Pielgrzymki stały się systematyczne, docierając do Kościołów lokalnych na wszystkich kontynentach, ze szczególną troską o rozwój relacji ekumenicznych z chrześcijanami różnych wyznań. Z tego punktu widzenia nabierają szczególnego znaczenia odwiedziny w Turcji (1979), w Niemczech (1980), w Anglii, Walii i Szkocji (1982), Szwajcarii (1984), krajach skandynawskich (1989), a ostatnio w krajach bałtyckich (1993).
W tej chwili celem pielgrzymowania najbardziej upragnionym staje się oprócz Sarajewa w Bośni-Hercegowinie, Bliski Wschód, poczynając od Libanu, z kolei Jerozolima i Ziemia Święta. Byłoby rzeczą bardzo wymowną, gdyby w perspektywie Roku 2000 udało się nawiedzić te wszystkie miejsca, które leżą na drodze wędrówki Ludu Bożego Starego Przymierza, poczynając od miejsc związanych z Abrahamem i Mojżeszem, poprzez Egipt i górę Synaj, aż do Damaszku, miasta, które było świadkiem nawrócenia św. Pawła.
25. W przygotowaniu Roku 2000 mają swój udział poszczególne Kościoły poprzez swoje własne Jubileusze, obchodzone jako doniosłe etapy dziejów zbawienia danych ludów. Wśród tych Jubileuszów lokalnych czy regionalnych, wydarzeniami największej miary były: tysiąclecie Chrztu Rusi w 1988 roku,11 a także pięćsetlecie zapoczątkowania ewangelizacji na kontynencie amerykańskim (1492). Jednakże oprócz tych wydarzeń o szerokim, choć nie uniwersalnym zasięgu, trzeba także pamiętać o innych, nie mniej znaczących. Należy tu wymienić na przykład tysiąclecie Chrztu Polski w 1966 roku i Chrztu Węgier w 1968 roku oraz sześćsetlecie Chrztu Litwy w 1987 roku. W najbliższym czasie będzie obchodzone 1500-lecie Chrztu króla Franków Klodwiga (496) i 1400-lecie misji św. Augustyna z Canterbury (597), który zapoczątkował ewangelizację świata anglosaskiego.
W Azji Jubileusz zwróci szczególną uwagę na postać apostoła Tomasza, który już na początku ery chrześcijańskiej, według tradycji, przyniósł orędzie ewangeliczne do Indii, dokąd później, około 1500 roku mieli przybyć misjonarze z Portugalii. W tym roku przypada siedemsetlecie ewangelizacji Chin (1294) i przygotowujemy się do przypomnienia rozwoju działalności misyjnej na Filipinach wraz z ustanowieniem stolicy metropolitalnej w Manili (1595), jak również czterechsetnej rocznicy śmierci pierwszych męczenników w Japonii (1597).
W Afryce, gdzie także początki ewangelizacji sięgają epoki apostolskiej — wraz z 1650-tą rocznicą konsekracji biskupiej św. Frumencjusza (ok. 340), pierwszego biskupa Etiopii i z pięćsetną rocznicą ewangelizacji Angoli, w dawnym królestwie Kongo (1491) — stulecie przybycia pierwszych misjonarzy obchodzą takie kraje jak: Kamerun, Wybrzeże Kości Słoniowej, Republika Środkowoafrykańska, Burundi i Burkina Faso. Inne kraje afrykańskie już wcześniej obchodziły ten Jubileusz.
Czyż można wreszcie przemilczeć Kościoły Wschodu, których starożytne Patriarchaty przypominają tak żywo dziedzictwo apostolskie, a ich czcigodne tradycje teologiczne, liturgiczne i duchowe stanowią ogromne bogactwo będące wspólną własnością całego chrześcijaństwa? Liczne rocznice jubileuszowe tych Kościołów i Wspólnot, które w nich odnajdują swe apostolskie pochodzenie, przypominają drogę Chrystusa poprzez stulecia i włączają je również w Wielki Jubileusz końca drugiego tysiąclecia.
W tym świetle cała historia chrześcijaństwa jawi się nam jako jedna rzeka, do której kierują swe wody liczne dopływy. Rok 2000 każe nam spotkać się w duchu odnowionej wierności i pogłębionej komunii nad brzegami tej wielkiej rzeki: rzeki Objawienia, chrześcijaństwa i Kościoła, płynącej przez dzieje ludzkości, poczynając od wydarzenia, które miało miejsce w Nazarecie, a potem w Betlejem przed dwoma tysiącami lat. Jest to prawdziwie „rzeka”, która ze swoimi „dopływami” według słów Psalmu „rozwesela miasto Boże” (por. 46[45],5).
26. W perspektywę przygotowań do Roku 2000 wpisują się także Lata Święte, obchodzone w ostatnim okresie obecnego stulecia. Żywa jest jeszcze pamięć Roku Świętego ogłoszonego przez papieża Pawła VI w roku 1975, a z kolei roku 1983 obchodzonego jako Rok Odkupienia. Być może jeszcze silniejszy oddźwięk zyskał Rok Maryjny 1987/8, bardzo oczekiwany i głęboko przeżywany w poszczególnych Kościołach lokalnych, a zwłaszcza w sanktuariach maryjnych na całym świecie. Encyklika Redemptoris Mater, wówczas opublikowana, przypomniała soborową naukę o obecności Bogarodzicy w tajemnicy Chrystusa i Kościoła: Syn Boży, dwa tysiące lat temu, stał się człowiekiem za sprawą Ducha Świętego i narodził się z Niepokalanej Dziewicy Maryi. Rok Maryjny był jak gdyby szczególną antycypacją Jubileuszu, zawierając w sobie bardzo wiele z tego; co w Roku 2000 ma się wyrazić w całej pełni.
27. Trudno nie zauważyć, że Rok Maryjny bezpośrednio poprzedzał wydarzenia roku 1989. Wydarzenia te nie mogły nie zaskoczyć swym zasięgiem, a zwłaszcza swym szybkim przebiegiem. O ile lata osiemdziesiąte były naładowane rosnącym wciąż zagrożeniem, dalszym ciągiem „zimnej wojny”, to rok 1989 przyniósł rozwiązanie pokojowe, które miało postać jakby „organicznego” rozwoju. W świetle tego rozwiązania, można było dostrzec wręcz profetyczne znaczenie Encykliki Rerum novarum. Potwierdziło się to, co papież Leon XIII napisał tam na temat komunizmu, a co podkreśliłem w Encyklice Centesimus annus.12 Można było zresztą odczuć, że we wszystkich tych wydarzeniach działa jak gdyby niewidzialna ręka Opatrzności, która jest ręką macierzyńską: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu?” (Iz 49,15).
Po roku 1989 pojawiły się jednak nowe niebezpieczeństwa i zagrożenia. W krajach byłego bloku wschodniego, po upadku komunizmu, pojawiło się groźne niebezpieczeństwo nacjonalizmów, jak o tym świadczą, niestety, wydarzenia na Bałkanach i na innych pobliskich terytoriach. Zmusza to narody europejskie do poważnego rachunku sumienia w celu uznania dziejowych błędów i przewinień na polu ekonomicznym i politycznym w stosunku do narodów, których prawa były systematycznie gwałcone przez imperializmy zarówno wieku XIX, jak też obecnego stulecia.
28. Obecnie, na przedłużeniu Roku Maryjnego, przeżywamy w podobnym znaczeniu Rok Rodziny, którego treść ściśle łączy się z tajemnicą Wcielenia, a także z dziejami człowieka. Można więc żywić nadzieję, że Rok Rodziny zainaugurowany w Nazarecie stanie się podobnie jak Rok Maryjny jednym jeszcze znaczącym etapem przygotowania do Wielkiego Jubileuszu.
W tym celu napisałem specjalny List do Rodzin, w którym przypomniałem istotę nauczania Kościoła o rodzinie, kierując je niejako do wnętrza każdego ogniska domowego. Na Soborze Watykańskim II Kościół jako jedno ze swoich zadań określił popieranie godności małżeństwa i rodziny.13 Rok Rodziny ma służyć realizacji Soboru w tym wymiarze. Dlatego trzeba, ażeby przygotowanie do Wielkiego Jubileuszu przeszło poniekąd przez każdą ludzką rodzinę. Czyż Bóg nie zechciał wejść w dzieje człowieka właśnie poprzez rodzinę — Rodzinę Nazaretańską?
IV
PRZYGOTOWANIE BEZPOŚREDNIE
29. Na tle tej rozległej panoramy pojawia się pytanie: czy możliwe jest opracowanie konkretnego programu przedsięwzięć, które przygotują nas bezpośrednio na Wielki Jubileusz? W tym, co powiedzieliśmy powyżej, już można właściwie znaleźć kilka elementów takiego programu.
Bardziej szczegółowy projekt doraźnych inicjatyw — jeśli nie ma być sztuczny i trudny do realizacji dla poszczególnych Kościołów, żyjących w bardzo różnorodnych warunkach — musi powstać jako wynik szerszej konsultacji. Świadom tego, postanowiłem zwrócić się z tą sprawą do Przewodniczących Konferencji Episkopatów, a zwłaszcza do Kardynałów.
Jestem wdzięczny czcigodnym Członkom Kolegium Kardynalskiego, którzy zgromadziwszy się na Nadzwyczajnym Konsystorzu w dniach 13 i 14 czerwca 1994 r., sformułowali liczne propozycje i pożyteczne wskazania. Dziękuję również Braciom w Biskupstwie za cenne sugestie, przekazywane mi na różne sposoby, których nie omieszkałem uwzględnić, pisząc niniejszy List apostolski.
30. Pierwsza konkretna sugestia, jaka wyłoniła się z przeprowadzonych konsultacji, dotyczy harmonogramu przygotowań. Do roku 2000 brakuje już tylko kilku lat: wydało się zatem stosowne podzielenie tego okresu na dwie fazy, tak aby faza bezpośrednich przygotowań przypadła na ostatnie trzy lata. Powstała bowiem obawa, że przedłużenie tego okresu doprowadziłoby do nagromadzenia w nim zbyt wielu różnych treści, co osłabiłoby jego intensywność duchową.
Uznano zatem, że w miarę zbliżania się tej historycznej daty należy w pierwszej fazie zapoznawać wiernych z problemami szerszej natury, by następnie skoncentrować bezpośrednie przygotowania w drugiej fazie, trwającej właśnie trzy lata i w całości poświęconej celebracji tajemnicy Chrystusa Zbawiciela.
A. Faza pierwsza
31. Pierwsza faza będzie miała zatem charakter wstępny: jej celem będzie głębsze uświadomienie chrześcijańskiemu ludowi wartości i znaczenia Jubileuszu Roku 2000 w dziejach człowieka. Zawiera on w sobie pamiątkę narodzin Chrystusa i stąd ma głęboką wymowę chrystologiczną.
Zgodnie ze strukturą wiary chrześcijańskiej, na którą składa się słowo i sakrament, także w obchodach tej szczególnej rocznicy ważne wydaje się połączenie elementu pamiątki i celebracji, tak by nie ograniczyły się one do pojęciowego tylko wspomnienia historycznego faktu, ale uobecniły jego zbawczą wartość poprzez sakramentalne urzeczywistnienie. Jubileusz powinien utwierdzić w dzisiejszych chrześcijanach wiarę w Boga, który objawił się w Chrystusie, umocnić nadzieję wyrażającą się w oczekiwaniu na życie wieczne, ożywić miłość, czynnie służącą braciom.
W pierwszej fazie przygotowań (to jest w latach 1994 1996) Stolica Apostolska — między innymi za pośrednictwem powołanego specjalnie w tym celu Komitetu — będzie się starała sformułować pewne sugestie dotyczące kierunków refleksji i działania w skali Kościoła powszechnego, jednocześnie zaś to samo zadanie budzenia świadomości będą spełniały w Kościołach lokalnych podobne Komisje, działające w ściślejszym powiązaniu z konkretną rzeczywistością. Ich celem będzie kontynuowanie w pewien sposób tego, co uczyniono już we wczesnym okresie przygotowań, a jednocześnie pogłębienie najbardziej znamiennych aspektów Jubileuszu.
32. Jubileusz jest zawsze szczególnym czasem łaski, „dniem błogosławionym przez Pana”: jako taki ma on jak już powiedziano charakter radosnego święta. Jubileusz Roku 2000 ma być wielką modlitwą uwielbienia i dziękczynienia, zwłaszcza za dar Wcielenia Syna Bożego oraz za dar Odkupienia dokonanego przez Niego. W roku jubileuszowym chrześcijanie raz jeszcze uświadomią sobie z wiarą i zdumieniem miłość Ojca, który Syna swojego dał, „aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Z głębi serca zanosić też będą dziękczynienie za dar założonego przez Chrystusa Kościoła, który jest „sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”.14 Będą dziękować także za owoce świętości, jakie dojrzały w życiu tak wielu mężczyzn i kobiet, którzy we wszystkich pokoleniach i w każdej epoce umieli w pełni przyjąć dar Odkupienia.
Jednakże radość każdego Jubileuszu jest w szczególny sposób radością z odpuszczenia win, radością nawrócenia. Wydaje się, że na plan pierwszy powinno się wysunąć to, co stanowiło temat Synodu Biskupów w 1983 r., to znaczy pokutę i pojednanie.15 Synod ten był wydarzeniem ogromnie znamiennym w dziejach Kościoła posoborowego. Podjął on zawsze aktualną sprawę nawrócenia (metanoia), które jest wstępnym warunkiem pojednania z Bogiem zarówno pojedynczych osób, jak i wspólnot.
33. Gdy zatem zbliża się ku końcowi drugie tysiąclecie chrześcijaństwa, jest rzeczą słuszną, aby Kościół w sposób bardziej świadomy wziął na siebie ciężar grzechu swoich synów, pamiętając o wszystkich tych sytuacjach z przeszłości, w których oddalili się oni od ducha Chrystusa i od Jego Ewangelii i zamiast dać świadectwo życia inspirowanego wartościami wiary ukazali światu przykłady myślenia i działania, będące w istocie źródłem antyświadectwa i zgorszenia.
Kościół, choć jest święty dzięki swemu włączeniu w Chrystusa, niestrudzenie czyni pokutę: zawsze przyznaje się przed Bogiem i przed ludźmi do grzesznych swoich dzieci. Mówi o tym Konstytucja Lumen gentium: „Kościół obejmujący w łonie swoim grzeszników, święty i zarazem ciągle potrzebujący oczyszczenia, podejmuje ustawicznie pokutę i odnowienie swoje”.16
Drzwi Święte Jubileuszu Roku 2000 powinny być symbolicznie większe niż poprzednio, ponieważ ludzkość, gdy dotrze do tej przełomowej daty, pozostawi za sobą nie tylko kolejny wiek, ale tysiąclecie. Jest zatem rzeczą słuszną, by Kościół przeszedł przez nie z jasną świadomością tego, co przeżył w ciągu ostatnich dziesięciu wieków. Nie może on przekroczyć progu nowego tysiąclecia, nie przynaglając swoich synów do oczyszczenia się przez pokutę z błędów, niewierności, niekonsekwencji i zaniedbań. Uznanie słabości dnia wczorajszego to akt lojalności i odwagi, który pomaga nam umocnić naszą wiarę, pobudza czujność i gotowość do stawienia czoła dzisiejszym pokusom i trudnościom.
34. Wśród grzechów domagających się szczególnego wysiłku pokuty i nawrócenia trzeba z pewnością wymienić te, które zaszkodziły jedności, jakiej Bóg pragnął dla swego Ludu. W tysiącleciu dobiegającym końca, jeszcze bardziej aniżeli w pierwszym milenium, wspólnota Kościoła „często nie bez winy ludzi z jednej i drugiej strony”17 doświadczyła bólu podziałów, które są zdecydowanie przeciwne woli Chrystusa i stanowią dla świata okazję do zgorszenia.18 Nadal niestety, odczuwamy brzemię tych grzechów przeszłości, które przetrwały do dziś jako wciąż aktualne pokusy. Trzeba koniecznie naprawić ich skutki, prosząc usilnie Chrystusa o przebaczenie.
U schyłku obecnego tysiąclecia Kościół powinien zwrócić się z jeszcze żarliwszym błaganiem do Ducha Świętego, prosząc Go o łaskę zjednoczenia chrześcijan. Jest to problem kluczowy dla ewangelicznego świadectwa w świecie. Po Soborze Watykańskim II podjęto szczególnie wiele inicjatyw ekumenicznych, dając świadectwo wielkoduszności i zaangażowania: można powiedzieć, że cała działalność Kościołów lokalnych i Stolicy Apostolskiej zyskała w ostatnich latach wymiar ekumeniczny. Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan stała się jednym z głównych ośrodków pobudzających dążenie do pełnego zjednoczenia. Wszyscy jednak jesteśmy świadomi, że osiągnięcie tego celu nie może być owocem wyłącznie ludzkich wysiłków, choć są one nieodzowne. Jedność jest w ostateczności darem Ducha Świętego. Od nas oczekuje się, byśmy troszczyli się o ten dar, nie pozwalając sobie na zaniedbania czy przemilczenia w naszym świadectwie prawdzie, ale realizując śmiało wskazania sformułowane przez Sobór i późniejsze dokumenty Stolicy Apostolskiej, cenione także przez wielu spośród chrześcijan, którzy nie są w pełnej jedności z Kościołem katolickim.
Jest to zatem jedno z zadań dla chrześcijan, zbliżających się do roku dwutysięcznego. Koniec drugiego milenium wzywa nas wszystkich do rachunku sumienia, a także do stosownych poczynań ekumenicznych, tak abyśmy wobec Wielkiego Jubileuszu mogli stanąć jeśli nie całkowicie pojednani, to przynajmniej o wiele bliżsi przezwyciężenia podziałów powstałych w drugim tysiącleciu. Zdajemy sobie sprawę, że jest tu potrzebny olbrzymi wysiłek, nie tylko dialogu doktrynalnego, ale przede wszystkim modlitwy ekumenicznej, która stała się znacznie żywsza po Soborze; winna ona jednak nadal przybierać na sile, obejmując swym zasięgiem coraz więcej chrześcijan, zgodnie z wielkim błaganiem, jakie Chrystus zanosił do Ojca przed męką: „Ojcze [...], aby i oni stanowili w Nas jedno” (J 17,21).
35. Innym bolesnym zjawiskiem, nad którym synowie Kościoła muszą się pochylić z sercem pełnym skruchy, jest przyzwolenie — okazywane zwłaszcza w niektórych stuleciach — na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą.
To prawda, że aby prawidłowo ocenić przeszłość, trzeba wziąć pod uwagę kontekst kulturowy danej epoki, jako że pod jego wpływem wielu mogło w dobrej wierze sądzić, iż autentyczne świadectwo o prawdzie wymaga zagłuszenia innych opinii, a przynajmniej wykluczenia ich z dyskusji. Często wiele różnych czynników współdziałało w kształtowaniu przesłanek nietolerancji, podsycając namiętności, którym w pewnej mierze nie ulegali tylko ludzie wielkiego ducha, naprawdę wolni i pełni Boga. Jednakże te okoliczności łagodzące nie zwalniają Kościoła od obowiązku wyrażenia głębokiego ubolewania z powodu słabości licznych swoich synów, którzy zniekształcili jego oblicze i nie pozwolili mu być doskonałym odzwierciedleniem wizerunku jego ukrzyżowanego Pana, niezrównanego świadka cierpliwej miłości i pokornej łagodności. Te bolesne doświadczenia przeszłości stają się lekcją na przyszłość, która winna skłonić każdego chrześcijanina do ścisłego przestrzegania złotej zasady sformułowanej przez Sobór: „Prawda nie inaczej się narzuca, jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie”.19
36. Zgodnie z postulatem wielu Kardynałów i Biskupów poważny rachunek sumienia powinien objąć przede wszystkim Kościół chwili obecnej: U progu nowego milenium chrześcijanie winni stanąć w pokorze przed Panem, aby zastanowić się nad odpowiedzialnością, jaką i oni ponoszą za różne przejawy zła w dzisiejszym świecie. W naszej epoce bowiem, choć rozjaśnionej licznymi światłami, nie brak również cieni.
Czy można na przykład przemilczeć zjawisko obojętności religijnej; która sprawia, że wielu współczesnych ludzi żyje dziś tak, jak gdyby Bóg nie istniał, albo zadowala się mglistą religijnością, niezdolną sprostać problemowi prawdy ani obowiązkowi zachowania spójności między życiem i wiarą? Należy do tego dodać także powszechną utratę poczucia transcendentnego sensu ludzkiej egzystencji oraz zagubienie na polu etyki, obejmujące nawet tak fundamentalne wartości, jak szacunek dla życia i dla rodziny. Także synowie Kościoła muszą zadać sobie pytania: w jakiej mierze i oni ulegli atmosferze sekularyzmu i relatywizmu etycznego? Jaką część odpowiedzialności za szerzącą się coraz bardziej niewiarę winni wziąć na siebie, ponieważ nie umieli ukazywać prawdziwego oblicza Boga na skutek „braków w ich własnym życiu religijnym, moralnym i społecznym”?20
Nie sposób przecież zaprzeczyć, że wielu chrześcijan przechodzi w swoim życiu duchowym chwilę niepewności, która obejmuje nie tylko życie moralne, ale także modlitwę, a nawet samą teologalną poprawność wiary. Wiara, i tak już wystawiona na próbę przez konfrontację z naszą epoką, zostaje czasem sprowadzona na manowce przez błędne kierunki teologiczne, które szerzą się między innymi na skutek kryzysu posłuszeństwa wobec Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.
Co zaś tyczy się świadectwa Kościoła w naszej epoce, to czyż nie musimy z bólem stwierdzić, że wobec łamania podstawowych praw człowieka przez reżimy totalitarne niemało chrześcijan, niestety, wykazało brak rozeznania, który czasem przeradzał się nawet w przyzwolenie? I czy nie powinniśmy ubolewać, patrząc na ciemne strony współczesności, nad współodpowiedzialnością licznych chrześcijan za przejawy głębokiej niesprawiedliwości i nierówności społecznej? Wypadałoby zapytać, jak wielu z nich naprawdę zna i konsekwentnie realizuje wskazania nauki społecznej Kościoła.
Rachunek sumienia nie może pominąć także przyjęcia nauki Soboru — tego wielkiego daru Ducha, ofiarowanego Kościołowi u schyłku drugiego tysiąclecia. W jakiej mierze słowo Boże stało się, w pełniejszy sposób, duszą teologii i natchnieniem całego chrześcijańskiego życia, jak tego żądała Konstytucja Dei verbum? Czy liturgia jest przeżywana jako „źródło i szczyt” życia Kościoła, zgodnie z nauczaniem Konstytucji Sacrosanctum Concilium? Czy w Kościele powszechnym i w Kościołach partykularnych umacnia się eklezjologia komunii, sformułowana w Konstytucji Lumen gentium, stwarzająca przestrzeń dla charyzmatów, posług, różnych form uczestnictwa Ludu Bożego, ale nie ulegająca demokratyzmowi ani socjologizmowi, które nie odzwierciedlają katolickiej wizji Kościoła i autentycznego ducha Vaticanum II? Żywotne znaczenie ma też pytanie, które należy zadać o styl relacji między Kościołem a światem. Zalecenia Soboru, zawarte w Konstytucji Gaudium et spes i w innych dokumentach, dotyczące dialogu otwartego, opartego na wzajemnym szacunku i życzliwości, któremu wszakże ma towarzyszyć staranne rozeznanie i odważne świadectwo o prawdzie, pozostają w mocy i wzywają nas do dalszych wysiłków.
37. Kościół pierwszego tysiąclecia zrodził się z krwi męczenników: „Sanguis martyrum — semen christianorum”.21 Historyczne wydarzenia związane z postacią Konstantyna Wielkiego nigdy nie potrafiłyby zapewnić takiego rozwoju Kościoła, jakiego byliśmy świadkami w pierwszym tysiącleciu, gdyby nie ów posiew męczeński oraz wielkie dziedzictwo świętości pierwszych pokoleń chrześcijan. U kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników. Prześladowania ludzi wierzących — kapłanów, zakonników i świeckich — zaowocowały wielkim posiewem męczenników w różnych częściach świata. Świadectwo dawane Chrystusowi aż do przelania krwi, stało się wspólnym dziedzictwem zarówno katolików, jak prawosławnych, anglikanów i protestantów, co podkreślił już Paweł VI w homilii wygłoszonej z okazji kanonizacji męczenników ugandyjskich.22
To świadectwo nie może zostać zapomniane. Kościół pierwszych wieków, chociaż natrafiał na tyle trudności organizacyjnych, bardzo zabiegał o to, ażeby utrwalić świadectwo męczenników w specjalnych martyrologiach. Poprzez wieki martyrologie te stale były uzupełniane, a w poczet świętych i błogosławionych Kościoła wchodzili już nie tylko ci, którzy przelali krew dla Chrystusa, ale także nauczyciele wiary, misjonarze, wyznawcy, biskupi, kapłani, dziewice, małżonkowie, wdowy, dzieci.
W naszym stuleciu wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze” wielkiej sprawy Bożej. Jeśli to możliwe ich świadectwa nie powinny zostać zapomniane w Kościele. Zgodnie z sugestią Konsystorza trzeba, ażeby Kościoły lokalne, zbierając konieczną dokumentację, uczyniły wszystko dla zachowania pamięci tych, którzy ponieśli męczeństwo. Będzie to miało niewątpliwie charakter i wymowę ekumeniczną. Chyba najbardziej przekonujący jest ten ekumenizm świętych, męczenników. Communio sanctorum mówi głośniej aniżeli podziały. Martyrologium pierwszych wieków stanowiło podstawę kultu świętych. Głosząc i wielbiąc świętość swoich synów i córek, Kościół oddawał najwyższą cześć Bogu samemu. Czcił w męczennikach Chrystusa, który obdarzył ich łaską męczeństwa i świętości. Z czasem rozwinęła się praktyka kanonizacji, która do dziś trwa w Kościele katolickim i w Kościołach prawosławnych. Kanonizacje i beatyfikacje bardzo się pomnożyły w dzisiejszych czasach. Świadczą one o żywotności Kościołów lokalnych, których jest dziś na świecie o wiele więcej, aniżeli w pierwszych wiekach i w pierwszym tysiącleciu. Największym hołdem dla Chrystusa ze strony wszystkich Kościołów na progu trzeciego tysiąclecia będzie ukazanie przemożnej obecności Odkupiciela w owocach wiary, nadziei i miłości złożonych poprzez ludzi tylu języków i ras, którzy poszli za Chrystusem różnymi drogami chrześcijańskiego powołania.
Tak więc zadaniem Stolicy Apostolskiej w perspektywie trzeciego tysiąclecia będzie uzupełnienie martyrologiów Kościoła powszechnego, ze szczególnym uwzględnieniem świętości tych, którzy żyli Chrystusową prawdą także w naszych czasach. Należy popierać uznanie heroiczności cnót zwłaszcza świątobliwych wiernych świeckich, którzy realizowali swe powołanie chrześcijańskie w małżeństwie. Żywiąc przeświadczenie, że w rzeczywistości nie brak owoców świętości również w tym stanie, czujemy potrzebę znalezienia odpowiednich sposobów, ażeby świętość ta była przez Kościół stwierdzana i stawiana za wzór dla innych chrześcijańskich małżonków.
38. Kardynałowie i Biskupi zwracają też uwagę na potrzebę innych jeszcze Synodów o charakterze kontynentalnym na wzór tych, jakie odbyły się już dla Europy i Afryki. Ostatnia Konferencja Biskupów Ameryki Łacińskiej podjęła wspólnie z Episkopatem Ameryki Północnej propozycję Synodu dla obu Ameryk, poświęconego problemom nowej ewangelizacji w tych dwóch tak bardzo różniących się między sobą — ze względu na początek i na historię — częściach tego samego kontynentu oraz problematyce sprawiedliwości i międzynarodowych stosunków ekonomicznych z uwzględnieniem wielkich różnic, jakie dzielą Północ i Południe.
Inny projekt Synodu o charakterze kontynentalnym dotyczy Azji, gdzie w szczególny sposób uwydatnia się problem spotkania chrześcijaństwa z prastarymi kulturami i religiami lokalnymi. Jest to wielkie wyzwanie dla ewangelizacji, jako że systemy religijne takie jak buddyzm czy hinduizm mają wyraźny charakter soteriologiczny. Istnieje zatem paląca potrzeba, aby z okazji Wielkiego Jubileuszu ukazać jasno i głęboko prawdę o Chrystusie jako o jedynym Pośredniku między Bogiem a ludźmi i jedynym Odkupicielu świata, odróżniając Go wyraźnie od założycieli innych wielkich religii, choć i one zawierają elementy prawdy, na co Kościół patrzy ze szczerym szacunkiem, widząc w nich odblask tej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi.23 W Roku 2000 z nową mocą musi zabrzmieć orędzie: Ecce natus est nobis Salvator mundi.
Celowe mogłoby też być zwołanie regionalnego Synodu dla Oceanii. Na tym Kontynencie istnieje, między innymi, problem ludności pierwotnej, w szczególny sposób powiązany z niektórymi aspektami prehistorii rodzaju ludzkiego. Z tego względu Synod powinien by podjąć — obok innych problemów tego Kontynentu — właśnie temat spotkania chrześcijaństwa z owymi prastarymi formami religijności, które wyraźnie cechuje orientacja monoteistyczna.
B. Faza druga
39. Na fundamencie tej rozległej akcji budzenia świadomości będzie można następnie przeprowadzić fazę drugą — fazę przygotowawczą we właściwym sensie tego słowa. Obejmie ona okres trzech lat, od 1997 do 1999 roku. Struktura ideowa tego trzylecia, skupiona wokół Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem, musi mieć charakter teologiczny, a ściślej trynitarny.
Rok I: Jezus Chrystus
40. W pierwszym roku, 1997, tematem refleksji będzie zatem Chrystus, Słowo Ojca, które stało się człowiekiem za sprawą Ducha Świętego. Należy bowiem zwrócić uwagę na wybitnie chrystologiczny charakter Jubileuszu, podczas którego będziemy świętować Wcielenie Syna Bożego, tajemnicę zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. Ogólny temat tego roku, proponowany przez wielu Kardynałów i Biskupów, brzmi: „Jezus Chrystus, jedyny Zbawiciel Świata, wczoraj, dziś i na wieki” (por. Hbr 13,8).
Wśród zagadnień chrystologicznych, proponowanych przez Konsystorz, na pierwszy plan wysuwają się następujące: ponowne odkrycie Chrystusa Zbawiciela i Ewangelizatora, ze szczególnym nawiązaniem do czwartego rozdziału Ewangelii św. Łukasza, gdzie temat Chrystusa posłanego, aby głosić Ewangelię, przeplata się z wątkiem Jubileuszu; głębsze rozważenie tajemnicy Jego Wcielenia i Jego narodzin z dziewiczego łona Maryi; wiara w Niego jako konieczny warunek zbawienia. Aby poznać prawdziwą tożsamość Chrystusa, chrześcijanie powinni — szczególnie w tym roku — powrócić z odnowionym zapałem do Biblii, „czy to przez świętą Liturgię, przepełnioną Bożymi słowami, czy przez pobożną lekturę, czy przez odpowiednie do tego instytucje i inne pomoce”.24 W tekście objawionym sam Ojciec niebieski wychodzi nam bowiem z miłością na spotkanie i rozmawia z nami, ukazując nam naturę Jednorodzonego Syna oraz swój plan zbawienia ludzkości.25
41. Wspomniane wyżej dążenie do sakramentalnego przeżycia rzeczywistości Jubileuszu będzie mogło odwołać się w ciągu tego roku do ponownego odkrycia Chrztu jako fundamentu chrześcijańskiego życia, zgodnie ze słowami Apostoła: „wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa” (Ga 3,27). Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina ze swej strony, że Chrzest stanowi „fundament komunii między wszystkimi chrześcijanami, także z tymi, którzy nie osiągnęli jeszcze pełnej komunii z Kościołem katolickim”.26 Właśnie z punktu widzenia ekumenicznego rok ten będzie szczególnie ważną sposobnością, aby wspólnie skierować wzrok ku Chrystusowi jedynemu Panu, podejmując próbę stania się jednym w Nim — zgodnie z Jego modlitwą do Ojca. Uwypuklenie centralnego miejsca Chrystusa, słowa Bożego i wiary z pewnością spotka się z zainteresowaniem i życzliwym przyjęciem ze strony chrześcijan innych wyznań.
42. Wszystko powinno zmierzać ku pierwszoplanowemu celowi Jubileuszu, jakim jest ożywienie wiary i świadectwa chrześcijan. Aby to świadectwo było skuteczne, trzeba rozbudzić w każdym wierzącym prawdziwą tęsknotę za świętością mocne pragnienie nawrócenia i osobistej odnowy w klimacie coraz żarliwszej modlitwy i solidarności z bliźnimi, zwłaszcza z tymi najbardziej potrzebującymi.
Pierwszy rok będzie zatem czasem sprzyjającym ponownemu odkryciu katechezy — jej pierwotnego sensu i wartości jako „nauki Apostołów” (por. Dz 2,42) o osobie Jezusa Chrystusa i o Jego tajemnicy zbawienia. Bardzo przydatne będzie tu pogłębione studium Katechizmu Kościoła Katolickiego, który przedstawia „wiernie i w sposób uporządkowany [...] naukę Pisma Świętego, Tradycji żyjącej w Kościele i autentycznego Magisterium, a także duchowe dziedzictwo Ojców i świętych Kościoła, aby umożliwiać lepsze poznanie chrześcijańskiego misterium i ożywienie wiary Ludu Bożego”.27 Realizm wymaga, by nie zaniedbać także pouczenia wiernych o błędnych poglądach na temat osoby Chrystusa i właściwie naświetlić różne formy sprzeciwu wobec Niego i wobec Kościoła.
43. Najświętszą Maryję Pannę, obecną poprzez całą fazę przygotowawczą, w pierwszym roku będziemy kontemplować w tajemnicy Jej Boskiego Macierzyństwa. To w Jej łonie Słowo stało się ciałem. Potwierdzenie centralnej pozycji Chrystusa nie może być odłączone od uznania roli, jaką spełniła Jego Najświętsza Matka. Jej kult, jeśli jest właściwie rozumiany, nie może niczego ująć „godności i skuteczności działania Chrystusa, jedynego Pośrednika”.28 Maryja bowiem zawsze wskazuje na swego Bożego Syna i staje się dla wszystkich wierzących wzorem wiary autentycznie przeżytej. „Rozmyślając o Niej zbożnie i przypatrując się Jej w świetle Słowa, które stało się człowiekiem, Kościół ze czcią głębiej wnika w najwyższą tajemnicę Wcielenia i coraz bardziej upodabnia się do swego Oblubieńca”.29
Rok II: Duch Święty
44. Rok 1998, drugi rok fazy przygotowawczej, będzie w szczególny sposób poświęcony Duchowi Świętemu i Jego uświęcającej obecności wewnątrz Wspólnoty uczniów Chrystusa. „Wielki Jubileusz zakończenia drugiego tysiąclecia [...] ma — jak napisałem w Encyklice Dominum et Vivificantem — [...] profil pneumatologiczny, albowiem tajemnica Wcielenia dokonała się «za sprawą Ducha Świętego». «Sprawił» ją Duch Święty, który — jako współistotny Ojcu i Synowi — jest w absolutnej tajemnicy Trójjedynego Boga: Osobą — Miłością, Darem nie stworzonym, a zarazem bezpośrednim źródłem wszelkiego obdarowania, jakie pochodzi od Boga — w porządku stworzenia; jest też bezpośrednią zasadą i jakby podmiotem samoudzielania się Boga w porządku łaski. Tajemnica Wcielenia stanowi zenit owego obdarowania, stanowi zenit samoudzielania się Boga w porządku łaski”.30
Kościół nie może się przygotować do obchodów roku dwutysięcznego „w inny sposób, jak «w pełni czasów» tylko w Duchu Świętym. To, co dokonało się za Jego sprawą, może też tylko za Jego sprawą wyłonić się z pamięci Kościoła”.31
Duch bowiem uobecnia w Kościele wszystkich epok i na każdym miejscu jedyne Objawienie przyniesione ludziom przez Chrystusa, czyniąc je żywym i skutecznym w duszy każdego człowieka: „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26).
45. Do najważniejszych zadań związanych z przygotowaniem Jubileuszu należy zatem ponowne odkrycie obecności Ducha Świętego, który działa w Kościele zarówno na sposób sakramentalny, zwłaszcza poprzez Bierzmowanie, jak i za pośrednictwem licznych charyzmatów, zadań i posług przez Niego wzbudzonych dla dobra Kościoła: „Jeden jest Duch, który rozmaite swe dary rozdziela stosownie do bogactwa swego i do potrzeb posługiwania, ku pożytkowi Kościoła (por. 1 Kor 12,1-11). Wśród darów tych góruje łaska Apostołów, których powadze sam Duch poddaje nawet charyzmatyków (por. 1 Kor 14). Tenże Duch, sam przez się, mocą swoją i wewnętrznym spojeniem członków jednocząc ciało, tworzy i nakazuje miłość wzajemną między wiernymi”.32
Także w naszej epoce Duch Święty jest głównym sprawcą nowej ewangelizacji. Ważnym celem będzie zatem ponowne odkrycie Ducha jako Tego, który w toku dziejów buduje królestwo Boże i przygotowuje jego ostateczne objawienie w Jezusie Chrystusie, działając ożywczo we wnętrzu człowieka i sprawiając, że w codziennym ludzkim doświadczeniu kiełkują już ziarna ostatecznego zbawienia, które nastąpi na końcu czasów.
46. W tej eschatologicznej perspektywie zadaniem wierzących będzie ponowne odkrycie teologalnej cnoty nadziei; o której „już przedtem usłyszeli dzięki głoszeniu prawdy — Ewangelii” (por. Kol 1,5). Fundamentalna postawa nadziei z jednej strony nie pozwala chrześcijaninowi stracić z oczu ostatecznego celu, który nadaje sens i wartość całej jego egzystencji, z drugiej zaś dostarcza mu trwałych i głębokich uzasadnień dla codziennego wysiłku przekształcania rzeczywistości zgodnie z Bożym zamysłem.
Jak przypomina nam apostoł Paweł: „Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując [przybrania za synów] — odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni” (Rz 8,22-24). Chrześcijanie mają się przygotować do Wielkiego Jubileuszu, początku trzeciego tysiąclecia, odnawiając swą nadzieję na ostateczne nadejście królestwa Bożego, przygotowując je dzień po dniu we własnym wnętrzu, w chrześcijańskiej Wspólnocie, do której należą, w środowisku społecznym, którego część stanowią, jak również w historii świata.
Konieczne jest także podkreślenie i głębsze rozeznanie znaków nadziei; dostrzegalnych u schyłku obecnego stulecia mimo cieni, które często je zakrywają przed naszym wzrokiem. W dziedzinie życia społecznego są to na przykład osiągnięcia nauki, techniki, a nade wszystko medycyny w służbie życia ludzkiego, żywsze poczucie odpowiedzialności za środowisko naturalne, dążenie do przywrócenia pokoju i sprawiedliwości, gdziekolwiek zostały naruszone, wola pojednania i solidarnego współżycia między różnymi narodami, zwłaszcza w kontekście złożonych relacji między Północą i Południem świata. W życiu Kościoła zaś tymi znakami są: uważniejsze nasłuchiwanie głosu Ducha Świętego, czego wyrazem jest przyjęcie charyzmatów i promocja laikatu, intensywna działalność na rzecz jedności wszystkich chrześcijan, znaczenie przypisywane dialogowi z religiami i ze współczesną kulturą.
47. W drugim roku przygotowania przedmiotem szczególnie wnikliwej refleksji wiernych powinna się stać wartość jedności wewnątrz Kościoła, ku której zmierzają różne dary i charyzmaty wzbudzone w nim przez Ducha. Wskazane tu będzie pogłębienie eklezjologicznego nauczania Soboru Watykańskiego II, zawartego zwłaszcza w Konstytucji dogmatycznej Lumen gentium. Ten ważny dokument jednoznacznie podkreśla, że jedność Ciała Chrystusa jest oparta na działaniu Ducha, jest zagwarantowana przez posługę apostolską i podtrzymywana przez wzajemną miłość (por. 1 Kor 13,1-8). Takie katechetyczne pogłębienie wiary z pewnością doprowadzi członków Ludu Bożego do dojrzalszej świadomości własnych obowiązków, a także do żywszego poczucia wartości kościelnego posłuszeństwa.33
48. Maryję, która poczęła Słowo Wcielone za sprawą Ducha Świętego i która potem w całym swoim życiu pozwoliła się prowadzić przez Jego wewnętrzne działanie, będziemy kontemplować i naśladować w ciągu tego roku przede wszystkim jako niewiastę posłuszną głosowi Ducha Świętego, jako niewiastę, która milczy i słucha, niewiastę nadziei, która potrafiła, jak Abraham, przyjąć wolę Bożą, wierząc nadziei wbrew nadziei (por. Rz 4,18). Maryja dała pełny wyraz pragnieniu ubogich Jahwe, jaśniejąc jako wzór dla tych wszystkich, którzy całym sercem powierzają się Bożym obietnicom.
Rok III: Bóg Ojciec
49. Celem roku 1999, trzeciego i ostatniego roku przygotowań, będzie rozszerzenie horyzontów człowieka wierzącego zgodnie z perspektywą samego Chrystusa: perspektywą prawdy o „Ojcu, który jest w niebie” (por. Mt 5,45), przez którego On został posłany i do którego powrócił (por. J 16,28).
„A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17,3). Całe życie chrześcijańskie jest jakby wielkim pielgrzymowaniem do domu Ojca, którego bezwarunkową miłość do każdego człowieka, a zwłaszcza do „syna marnotrawnego” (por. Łk 15,11-32), odkrywamy na nowo każdego dnia. To pielgrzymowanie angażuje wnętrze osoby, rozszerza się na wspólnotę wierzących, aby ostatecznie ogarnąć całą ludzkość.
Jubileusz skupiony wokół postaci Chrystusa staje się w ten sposób wielkim aktem uwielbienia Ojca: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich — w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,3-4).
50. W tym trzecim roku, według programu „drogi do Ojca”, wszyscy są wezwani do prawdziwego nawrócenia, w łączności z Chrystusem Odkupicielem człowieka. Nawrócenie to obejmuje zarówno aspekt „negatywny”, czyli wyzwolenie od grzechu, jak i aspekt „pozytywny”, to znaczy wybór dobra wyrażonego w wartościach etycznych zawartych w prawie naturalnym, potwierdzonym i pogłębionym przez Ewangelię. Stanowi to właściwy kontekst dla ponownego odkrycia i głębokiego przeżycia Sakramentu Pokuty w jego najgłębszym sensie. Głoszenie nawrócenia jako nieodzowmego wymogu chrześcijańskiej miłości jest szczególnie ważne we współczesnym społeczeństwie, które często, jak się wydaje, zatraca same podstawy etycznej wizji ludzkiej egzystencji.
Należy, zwłaszcza w tym roku, uwypuklić teologalną cnotę miłości; nawiązując do zwięzłego określenia św. Jana z jego Pierwszego Listu: „Bóg jest miłością” (4,8.16). Miłość w swym podwójnym wymiarze umiłowania Boga i braci jest syntezą życia moralnego człowieka wierzącego. Posiada w Bogu swoje źródło i cel.
51. W tej perspektywie i w świetle słów Jezusa, który przyszedł, aby „głosić ubogim Ewangelię” (por. Mt 11,5; Łk 7,22), jakże nie potwierdzić bardziej zdecydowanie opcji preferencyjnej Kościoła na rzecz ubogich i odepchniętych? Należy wręcz stwierdzić, że działalność na rzecz sprawiedliwości i pokoju w świecie takim jak nasz, naznaczonym przez liczne konflikty i niedopuszczalne nierówności społeczne i ekonomiczne, jest kluczowym aspektem przygotowań i obchodów Jubileuszu. Dlatego chrześcijanie, nawiązując do zasad zapisanych w Księdze Kapłańskiej (25,8-28), powinni stać się rzecznikami wszystkich ubogich świata, proponując, aby Jubileusz dał, między innymi, sposobność do przemyślenia sprawy redukcji, jeśli nie całkowitej likwidacji zadłużenia międzynarodowego, które ciąży na losach wielu narodów. Jubileusz dostarczy także okazji do zastanowienia się nad innymi wyzwaniami chwili obecnej, takimi na przykład, jak trudności w dialogu między różnymi kulturami oraz problemy związane z poszanowaniem praw kobiety i z działaniem na rzecz rodziny i małżeństwa.
52. Pamiętając ponadto, że „Chrystus [...] już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie”,34 należy w trzecim roku przygotowań podjąć działania zwłaszcza w dwóch kierunkach: konfrontacji z sekularyzmem i dialogu z wielkimi religiami.
Jeżeli chodzi o pierwsze z tych zadań, to wymaga ono podjęcia szerokiej problematyki kryzysu cywilizacji; którego przejawy występują przede wszystkim na Zachodzie, technicznie bardziej rozwiniętym, ale wewnętrznie zubożonym na skutek zapomnienia o Bogu, czy też zepchnięcia Go na ubocze. Na kryzys cywilizacji trzeba odpowiedzieć cywilizacją miłości, opartą na uniwersalnych wartościach pokoju, solidarności, sprawiedliwości i wolności, które znajdują pełne urzeczywistnienie w Chrystusie.
53. Natomiast w sferze świadomości religijnej wigilia roku dwutysięcznego stanie się znakomitą sposobnością — także w świetle wydarzeń ostatnich dziesięcioleci — do dialogu międzyreligijnego, zgodnie z jednoznacznymi wskazaniami, zawartymi w Deklaracji Soboru Watykańskiego II Nostra aetate o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich.
W tym dialogu szczególne miejsce przysługuje żydom i muzułmanom. Oby Bóg pozwolił, by dla potwierdzenia tych zamysłów możliwe stało się zorganizowanie wspólnych spotkań w miejscach o symbolicznym znaczeniu dla wielkich religii monoteistycznych.
Z myślą o tym poszukuje się już właściwych metod przygotowania zarówno historycznych spotkań w miejscach o wielkiej wymowie symbolicznej — w Betlejem, Jerozolimie i na Synaju — które mają pogłębić dialog z żydami i z wyznawcami islamu, jak i spotkań z przedstawicielami wielkich religii świata w innych miejscach. We wszystkich tych przedsięwzięciach należy jednak zważać, by nie prowadziły one do niebezpiecznych nieporozumień, i zachowywać czujność wobec ryzyka synkretyzmu oraz łatwego i zwodniczego irenizmu.
54. Na tym rozległym tle zadań Najświętsza Maryja Panna, wybrana córka Ojca, jawi się oczom wierzących jako doskonały przykład miłości Boga i bliźniego. Jak sama wyznaje w kantyku Magnificat, wielkie rzeczy uczynił dla Niej Wszechmocny, którego imię jest święte (por. Łk 1,49). Ojciec powierzył Maryi jedyną w swoim rodzaju misję w dziejach zbawienia: misję Matki oczekiwanego Zbawiciela. Dziewica odpowiedziała na Boże powołanie całkowitą uległością: „Oto ja służebnica Pańska” (Łk 1,38). Jej macierzyńska misja, podjęta w Nazarecie i przeżyta w pełni w Jerozolimie u stóp krzyża, staje się w tym roku serdecznym przynagleniem skierowanym do wszystkich dzieci Bożych, aby wróciły do domu Ojca, wsłuchane w Jej matczyny głos: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5).
C. W perspektywie obchodów jubileuszu
55. Osobne zagadnienie stanowią same obchody Wielkiego Jubileuszu, które odbędą się jednocześnie w Ziemi Świętej, w Rzymie i w Kościołach lokalnych całego świata. Zwłaszcza w tej fazie — fazie celebracji — celem będzie uwielbienie Trójcy Świętej, od której wszystko pochodzi i ku której wszystko w świecie i w dziejach jest skierowane. W perspektywie tej tajemnicy mieszczą się kolejne trzy lata bezpośredniego przygotowania: od Chrystusa i przez Chrystusa, w Duchu Świętym, ku Ojcu. W tym sensie obchody Jubileuszu uobecniają i zarazem zapowiadają cel i wypełnienie życia chrześcijanina i Kościoła w Bogu Trójjedynym.
Ponieważ jednak Chrystus jest jedyną drogą dostępu do Ojca, z okazji Wielkiego Jubileuszu odbędzie się w Rzymie Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny, który podkreśli Jego żywą i zbawczą obecność w Kościele i w świecie. Rok dwutysięczny będzie rokiem głęboko eucharystycznym: w Sakramencie Eucharystii Zbawiciel, który dwadzieścia wieków temu przyjął ciało w łonie Maryi, nadal ofiarowuje się ludzkości jako źródło Boskiego życia.
Stosownym podkreśleniem ekumenicznego i uniwersalnego wymiaru Świętego Jubileuszu będzie natomiast doniosłe spotkanie panchrześcijańskie. Ma to być wydarzenie o wielkim znaczeniu i dlatego, aby uniknąć nieporozumień, trzeba je właściwie zaplanować i starannie przygotować w duchu braterskiej współpracy z chrześcijanami innych wyznań i tradycji oraz życzliwego otwarcia się na te religie, których przedstawiciele zechcą uczestniczyć we wspólnej radości wszystkich uczniów Chrystusa.
Jedno jest pewne: winniśmy uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby nie pozostało bez odzewu wielkie wyzwanie roku dwutysięcznego, z którym niewątpliwie związana jest szczególna łaska Chrystusa dla Kościoła i dla całej ludzkości.
V
„JEZUS CHRYSTUS TEN SAM NA WIEKI” (por. Hbr 13,8)
56. Kościół trwa nieprzerwanie od 2000 lat. Niczym ewangeliczne ziarno gorczycy rośnie i staje się potężnym drzewem, które ogarnia swoimi konarami całą ludzkość (por. Mt 13,31-32). Sobór Watykański II, rozważając w Konstytucji dogmatycznej Lumen gentium sprawę przynależności do Kościoła i przyporządkowania do Ludu Bożego, tak się wypowiada: „Do tej zatem katolickiej jedności Ludu Bożego [...] powołani są wszyscy ludzie i w różny sposób do niej należą lub są jej przyporządkowani, zarówno wierni katolicy, jak inni wierzący w Chrystusa, jak wreszcie wszyscy w ogóle ludzie, z łaski Bożej powołani do zbawienia”.35 Z kolei Paweł VI w Encyklice Ecclesiam suam wyjaśnia, na czym polega powszechny udział wszystkich ludzi w Bożym planie, wskazując na istnienie różnych kręgów dialogu zbawienia.36
W tym ujęciu można także jeszcze lepiej zrozumieć znaczenie ewangelicznej przypowieści o zaczynie (por. Mt 13,33): Chrystus, jakby Boży zaczyn, przenika coraz głębiej życie współczesnej ludzkości, szerząc dzieło zbawienia dokonane w tajemnicy paschalnej. Swoim zbawczym panowaniem ogarnia także całą przeszłość rodzaju ludzkiego, poczynając od pierwszego Adama.37 Do Niego należy przyszłość: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8). Kościół ze swej strony „zmierza ku jednemu tylko, a mianowicie, by pod kierownictwem Ducha Świętego Pocieszyciela prowadzić dalej dzieło samego Chrystusa, który przyszedł na świat, żeby dać świadectwo prawdzie, żeby zbawiać, a nie sądzić, żeby służyć, a nie żeby Jemu służono”.38
57. Dlatego już od czasów apostolskich Kościół pełni nieprzerwanie swą misję w łonie powszechnej ludzkiej rodziny. Pierwsza ewangelizacja objęła przede wszystkim region Morza Śródziemnego. W ciągu pierwszego tysiąclecia misje wyruszające z Rzymu i Konstantynopola rozprzestrzeniły chrześcijaństwo na całym kontynencie europejskim. Jednocześnie kierowały się też ku sercu Azji; docierając do Indii, a także do Chin. Odkrycie Ameryki u schyłku XV wieku dało początek ewangelizacji tego wielkiego kontynentu, na południu i na północy. W tym samym czasie, gdy afrykańskie obrzeża Sahary południowej przyjmowały światło Chrystusa, św. Franciszek Ksawery, patron misji, dotarł aż do Japonii. Na przełomie wieków XVIII i XIX chrześcijaństwo dotarło do Korei przy współudziale ludzi świeckich; w tej samej epoce ewangeliczne orędzie dotarło na Półwysep Indochiński, a także do Australii i na wyspy Oceanu Spokojnego.
Wiek XIX był okresem wielkiej działalności misyjnej pośród ludów Afryki. Wszystkie te dzieła wydały owoce trwające do dzisiaj. Sobór Watykański II dał temu wyraz w Dekrecie o działalności misyjnej Ad gentes. Po Soborze zaś problem misyjny został omówiony w Encyklice Redemptoris missio, podejmującej zagadnienia misji w obecnym, ostatnim okresie naszego stulecia. Kościół także w przyszłości pozostanie Kościołem misyjnym: misyjność należy bowiem do jego natury. Wraz z upadkiem wielkich systemów antychrześcijańskich na kontynencie europejskim — najpierw nazizmu, a później komunizmu — pojawia się pilne zadanie ponownego przekazania mieszkańcom Europy wyzwalającego orędzia Ewangelii.39 Ponadto, jak stwierdza Encyklika Redemptoris missio, powtarza się dziś w świecie sytuacja z ateńskiego Areopagu, na którym przemawiał św. Paweł.40 Tych «areopagów» jest dziś wiele i są bardzo różne. Są to wielkie tereny współczesnej cywilizacji i kultury, polityki i ekonomii. Im bardziej Zachód odrywa się od swych chrześcijańskich korzeni; tym bardziej staje się terenem misyjnym, w znaczeniu wielorakich „areopagów”.
58. Przyszłość świata i Kościoła należy do młodych pokoleń, do tych, którzy urodzili się w tym stuleciu i osiągną dojrzałość w przyszłym, pierwszym wieku nowego tysiąclecia. Chrystus czeka na młodych, tak jak czekał na młodzieńca, który zadał Mu pytanie: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16). Do przepięknej odpowiedzi, jakiej udzielił mu Chrystus, nawiązałem w niedawnej Encyklice Veritatis splendor, a wcześniej w Liście do młodych całego świata z 1985 roku. Młodzi w każdej sytuacji i we wszystkich regionach świata nieustannie zadają pytania Chrystusowi: spotykają Go i poszukują, aby nadal z Nim rozmawiać. Jeśli zdołają iść drogą przez Niego wskazaną, dana im będzie radość umocnienia Jego obecności w przyszłym stuleciu i w następnych, aż do wypełnienia się czasów. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”.
59. Na zakończenie warto przytoczyć słowa Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes: „Kościół [...] wierzy, że Chrystus, który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć najwyższemu swemu powołaniu; oraz że nie dano ludziom innego pod niebem imienia, w którym by mieli być zbawieni. Podobnie też wierzy, że klucz, ośrodek i cel całej ludzkiej historii znajduje się w jego Panu i Nauczycielu. Kościół utrzymuje nadto, że u podłoża wszystkich przemian istnieje wiele rzeczy nie ulegających zmianie, a mających swą ostateczną podstawę w Chrystusie, który jest Ten sam wczoraj, dziś i na wieki. W świetle więc Chrystusa, Obrazu Boga niewidzialnego, Pierworodnego wszystkiego stworzenia, Sobór pragnie przemówić do wszystkich, aby wyjaśnić tajemnicę człowieka oraz współdziałać w znalezieniu rozwiązania głównych problemów naszego czasu”.41
Zachęcając wiernych, by nieustannie prosili Boga w modlitwie o niezbędne światło i pomoc w przygotowaniu bliskiego już Jubileuszu i w jego obchodach, wzywam zarazem czcigodnych Braci w Biskupstwie i powierzone im Wspólnoty kościelne, by otworzyły serca na natchnienia Ducha Świętego. Z pewnością poruszy On umysły, aby z odnowioną wiarą i gorliwym zaangażowaniem przygotowały się do obchodów tego wielkiego wydarzenia.
To zadanie całego Kościoła, powierzam macierzyńskiemu wstawiennictwu Maryi, Matki Odkupiciela. Ona, Matka pięknej miłości, będzie dla chrześcijan podążających ku Wielkiemu Jubileuszowi trzeciego tysiąclecia Gwiazdą nieomylnie kierującą nasze kroki ku Chrystusowi. Niechaj pokorna Dziewica z Nazaretu, która przed dwoma tysiącami lat dała światu Słowo Wcielone, prowadzi ludzkość nowego milenium ku Temu, który jest „światłością prawdziwą, oświecającą każdego człowieka” (por. J 1,9).
W tym duchu udzielam wszystkim mego Błogosławieństwa.
W Watykanie, dnia 10 listopada 1994 r., w siedemnastym roku Pontyfikatu.
Jan Paweł II, pp
Od 1 maja 2010 roku polscy salwatorianie pracują wśród katolików Nesterowa. Ich przyjazd do tego niewielkiego miasta w Obwodzie Kaliningradzkim poprzedziła stosowna decyzja, którą w Krakowie podjął prowincjał salwatorianów ks. Piotr Filas wraz ze swoją radą.
W dniu św. Józefa z polecenia arcybiskupa Paolo Pezzi z Moskwy obowiązki administratora parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nesterowie zaczął spełniać ks. Ignacy Pawlus SDS, a w niedzielę 3 czerwca 2010 roku ks. Stanisław Jarosiewicz SDS został jej proboszczem.
Wprowadzenie
Cud Bożego planu w Azji
1. Kościół w Azji wznosi pieśń chwały do Boga, który jest „naszym zbawieniem” (PS 68, 20), za wybranie ziemi azjatyckiej, aby na niej rozpocząć swój plan zbawienia, przez mężczyzn i kobiety tego kontynentu. To właśnie w Azji Bóg od początku objawiał i wypełniał swój zbawczy zamiar. Prowadził patriarchów (por. Rdz 12) i wezwał Mojżesza, aby wywiódł Jego lud na wolność (por. Wj 3, 10). Mówił do narodu wybranego przez wielu proroków, sędziów, królów i kobiet głębokiej wiary. Gdy „nadeszła pełnia czasu” (Ga 4, 4), posłał swego Jednorodzonego Syna, Jezusa Chrystusa Zbawiciela, który stał się człowiekiem jako Azjata. Kościół w Azji, radując się z dobrodziejstwa ludów, kultur i żywotności religijnej kontynentu, a z drugiej strony będąc świadomy niepowtarzalnego daru wiary, który otrzymał dla dobra wszystkich, nie może przestać wołać: „Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo łaska Jego trwa na wieki” (PS 118, 1).
Ponieważ Jezus urodził się, żył, umarł i zmartwychwstał w Ziemi Świętej, ta cząstka Azji Zachodniej stała się ziemią obietnicy i nadziei dla całej ludzkości. Jezus znał i kochał tę ziemię. Historię, cierpienia i nadzieje jej ludzkości przyjął jako swoje. Ukochał ten lud, przejmując jego żydowskie tradycje i dziedzictwo. Bóg faktycznie wybrał ten naród od dawna i objawiał mu się, przygotowując go na przyjęcie Zbawiciela. Również z tej ziemi wyruszył Kościół, by głosząc Ewangelię w mocy Ducha Świętego czynić „uczniami wszystkie narody” (Mt 28, 19). Wraz z Kościołem na całym świecie, kościół w Azji przekroczy próg trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa, podziwiając to wszystko, co Bóg uczynił od tamtych początków aż po dzień dzisiejszy, z mocnym przekonaniem, że „podobnie jak w pierwszym tysiącleciu krzyż wrósł w ziemię europejską, a drugim w amerykańską i afrykańską, możemy się modlić, by w trzecim tysiącleciu chrześcijaństwa wielkie żniwo wiary zostało zebrane na tym rozległym i żywotnym kontynencie”
Przygotowanie zgromadzenia specjalnego
2. W Liście apostolskim Tertio millennio adveniente wyznaczyłem program dla Kościoła, z którym ma on wejść w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa. Plan ten koncentruje się na wyzwaniach nowej ewangelizacji. Ważnym jedo punktem było zwołanie synodów kontynentalnych, aby biskupi mogli wypowiedzieć się na temat ewangelizacji zgodnie ze specyficzną sytuacją i potrzebami każdego kontynentu. Ta seria synodów, których tematem łączącym była nowa ewangelizacja, okazała się ważną częścią przygotowań Kościoła do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000.
W tym samym liście, odnosząc się do Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego Azji, zauważyłem, że w tej części świata „w szczególny sposób uwydatnia się problem spotkania chrześcijaństwa z prastarymi kulturami i religiami lokalnymi. Jest to wielkie wyzwanie dla ewangelizacji, jako, że systemy religijne takie jak buddyzm czy hinduizm mają wyraźny charakter soteriologiczny”. Jest doprawdy tajemnicą, dlaczego Zbawiciel świata, narodzony w Azji, do tej pory w zdecydowanej większości pozostaje nieznany ludności tego kontynentu. Synod miał stanowić opatrznościową okazję dla Kościoła w Azji, aby dokonać refleksji nad tą tajemnicą i odnowić zaangażowanie na rzecz misji, by wszyscy lepiej poznali Jezusa Chrystusa. Dwa miesiące po publikacji Tertio millennio adveniente, przemawiając do VI Zgromadzenia Plenarnego Federacji Konferencji Episkopatów Azji w Manili na Filipinach, podczas pamiętnych obchodów X Światowego Dnia Młodzieży, przypomniałem biskupom: „Jeśli Kościół w Azji ma zrealizować swój opatrznościowy cel, jego absolutnym priorytetem musi być ewangelizacja, czyli radosne, cierpliwe i skuteczne głoszenie zbawczej śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa”.
Pozytywny oddźwięk biskupów i Kościołów partykularnych na projekt zwołania Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświeconego Azji był widoczny już w fazie przygotowawczej. Biskupi wyrażali swoje życzenia i opinie na każdym etapie z otwartością o głęboką wiedzą o kontynencie. Czynili to z pełną świadomością więzów komunii łączących ich z Kościołem powszechnym. Idąc po linii pierwotnej myśli Tertio millennio adveniente oraz pochylając się do propozycji Komisji Przedsynodalnej, która podsumowała głosy biskupów i Kościołów partykularnych kontynentu azjatyckiego, jako temat Synodu wybrałem słowa: Jezus Chrystus Zbawiciel oraz Jego misja miłości i służby w Azji: „Aby mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10, 10). Poprzez takie sformułowanie tematu miałem nadzieję, że Synod będzie mógł „ukazać jasno i głęboko prawdę o Chrystusie jako o jedynym pośredniku między Bogiem a ludźmi i jedynym Odkupicielu świata, odróżniając Go wyraźnie od założycieli innych wielkich religii”. W miarę jak zbliżamy się do trzeciego tysiąclecia, Kościół w Azji musi być zdolny głosić z nową mocą: Ecce natus est nobis Salvator mundi, „Oto narodził się nam Zbawiciel świata”, narodził się w Azji!
Celebracja Zgromadzenia Specjalnego
3. Za łaską Bożą, Specjalne Zgromadzenie Synodu Biskupów poświęcone Azji odbyło się w Watykanie w dniach 18 IV - 14 V 1998 r. Zostało zwołane po Zgromadzeniach Specjalnych dla Afryki (1994 r.) i Ameryki (1997 r.), a poprzedziło obradujące pod koniec roku Zgromadzenie Specjalne poświęcone Oceanii (1998 r.). przez niemal miesiąc Ojcowie synodalni i inni uczestnicy, zgromadzeni wokół Następcy Piotra, dzieląc dar hierarchicznej komunii, stali się wyrazicielami i konkretnym głosem Kościoła w Azji. Był to doprawdy czas szczególnej łaski!. Do przygotowania Synodu oraz powstania atmosfery głębokiej kościelnej i braterskiej komunii przyczyniły się wcześniejsze spotkania biskupów azjatyckich. Szczególnie cenne znaczenie w tym względzie miały zgromadzenia plenarne i seminaria organizowane przez federację Konferencji Episkopatów Azji oraz jej urzędy, które okresowo gromadziły dużą liczbę biskupów azjatyckich, umacniając osobiste i ministerialne więzy między nimi. Dane mi było uczestniczyć w niektórych z tych spotkań i przewodniczyć uroczystym celebracjom eucharystycznym na ich rozpoczęcie bądź zakończenie. Przy tych okazjach mogłem bezpośrednio obserwować spotkanie w dialogu Kościołów partykularnych, również Kościołów Wschodnich, w osobach ich pasterzy. Te i inne zgromadzenia regionalne biskupów Azji służyły opatrznościowo jako dalsze przygotowanie Zgromadzenia Synodalnego.
Właściwa celebracja samego Synodu potwierdziła wagę dialogu jako charakterystycznego sposobu życia Kościoła w Azji. Szczerze i uczciwe dzielenie się doświadczeniami, ideami i propozycjami okazało się drogą do prawdziwego spotkania w duchu, do komunii umysłów i serc, która w perspektywie miłości, szanuje i przekracza różnice. Szczególnie poruszające było spotkanie Kościołów nowych ze starożytnymi, których początki sięgają apostołów. Przeżyliśmy niezrównaną radość, widząc biskupów Kościołów partykularnych Myanmaru, Wietnamu, Laosu, Kambodży, Mongolii, Syberii i nowych republik środkowej Azji siedzących obok współbraci, którzy przez długi okres czasu pragnęli doświadczyć spotkania i dialogu z nimi. Jednakże smutkiem napawał fakt, iż nie mogli być obecni biskupi z Chin kontynentalnych. Ich nieobecność była stałym przypomnieniem heroicznych ofiar i cierpień, które Kościół nadal ponosi w wielu częściach Azji.
Spotkanie w dialogu biskupów i Następcy Piotra, który otrzymał zadanie utwierdzenia braci (por. Łk 22, 32), było rzeczywiście umocnieniem w wierze i misji. Dzień po dniu aula synodalna i sale spotkań były wypełnione świadectwami głębokiej wiary, pełnej poświęcenia miłości, niewzruszonej nadziei, zaangażowania wymagającego długotrwałych cierpień, wytrwałej odwagi i miłosiernego przebaczenia, z których wszystkie wyraźnie objawiały prawdę słów Jezusa: „Ja jestem z wami po wszystkie dni” (Mt 28, 20). Synod był czasem łaski. Ponieważ stanowił spotkanie ze Zbawicielem, który niezmiennie jest obecny w swoim Kościele przez moc Ducha Świętego w braterskim dialogu życia, komunii i misji.
Owoce Zgromadzenia Specjalnego
4. W niniejszej posynodalnej adhortacji apostolskiej pragnę podzielić się z Kościołem w Azji i na całym świecie owocami Zgromadzenia Specjalnego. Dokument ten ma na celu przekazanie bogactwa owego wielkiego duchowego doświadczenia komunii i kolegialności biskupów. Synod był celebracją pamięci o azjatyckich korzeniach chrześcijaństwa. Ojcowie synodalni wspominali pierwszą wspólnotę chrześcijańską, pierwszy Kościół - małą trzódkę Jezusa na tym olbrzymim kontynencie (por. Łk 12, 32). Ogarnęli pamięcią to, co Kościół otrzymał i usłyszał od początku (por. Ap 3, 3) i wspomniawszy, celebrowali „wielką dobroć” Boga (PS 145, 7), która nigdy nie zawodzi. Synod był również okazją do uznania starożytnych tradycji i cywilizacji religijnych oraz głębi filozofii i mądrości, które ukształtowały dzisiejsze oblicze Azji. Nade wszystko pamiętano o samych narodach azjatyckich jako o prawdziwym skarbie i nadziei na przyszłość tego kontynentu. Jako uczestnicy Synodu, byliśmy świadkami nadzwyczaj owocnego spotkania między starymi i nowymi kulturami oraz cywilizacjami Azji, tak cudownie prezentującymi się w swojej różnorodności i zbliżeniu, zwłaszcza podczas rozpoczynającej i kończącej liturgii eucharystycznej, kiedy to symbole, pieśni, tańce i kolory harmonijnie połączyły się wokół jednego Stołu Pańskiego.
Motywem tej celebracji nie była duma z ludzkich osiągnięć, lecz świadomość tego, co Wszechmocny uczynił dla Kościoła w Azji (por. Łk 1, 49). Synod przypominając skromną pozycję wspólnoty katolickiej, jak również słabości jej członków, stanowił także wezwanie do nawrócenia, aby Kościół w Azji mógł stawać coraz bardziej godny łask nieustannie ofiarowywanych mu przez Boga.
Synod był nie tylko wspomnieniem i celebracją, lecz również żarliwym potwierdzeniem wiary w Jezusa Chrystusa Zbawiciela. Ojcowie synodalni wdzięczni za dar wiary, nie znaleźli lepszego sposobu celebrowania tego daru jak potwierdzenie wiary w jej integralności oraz rozważanie jej w relacji do kontekstu, w jakim powinna być głoszona i wyznawana we współczesnej Azji. Często podkreślali, że na kontynencie azjatyckim wiara jest już ogłaszana z nadzieja i odwagą, nawet pośród wielkich trudności. W imieniu tak wielu milionów mieszkańców Azji, którzy swoją ufność pokładają jedynie w Panu, Ojcowie synodalni wyznali: „Myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym” (J 6, 69). W obliczu wielu bolesnych problemów spowodowanych cierpieniem, przemocą, dyskryminacją i ubóstwem, które dotykają większość ludów azjatyckich, Ojcowie modlili się: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu” (Mt 9, 24).
W 1995 r. wezwałem biskupów azjatyckich zgromadzonych w Manili, aby „otworzyli szeroko Chrystusowi drzwi Azji”. Ojcowie synodalni, umocnieni tajemnicą komunii z niezliczonymi i często nieznanymi męczennikami wiary w Azji oraz pokrzepieni w nadziei przez żywa obecność Ducha Świętego, odważnie wezwali wszystkich uczniów Chrystusa na tym kontynencie do nowego zaangażowania na rzecz misji. Podczas Zgromadzenia Synodalnego biskupi i inni uczestnicy dali świadectwo wartościom, zapałowi duchowemu i gorliwości, które z pewnością uczynią Azję ziemią obfitego plonu w nadchodzącym tysiącleciu.
Rozdział I. Kontekst azjatycki
Azja, miejsce narodzin Jezusa i Kościoła
5. Wcielenie Syna Bożego, które cały Kościół będzie uroczyście wspominał podczas Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, miało miejsce w określonym kontekście historycznym i geograficznym, Ów kontekst miał istotny wpływ na życie i misję Odkupiciela jako człowieka. „W Jezusie z Nazaretu Bóg przyjął cechy właściwe ludzkiej naturze, w tym także nieuniknioną przynależność człowieka do określonego narodu i określonego kraju (...). Fizyczna konkretność ziemi i jej współrzędnych geograficznych tworzy jedną całość z realnością ludzkiego ciała przyjętego przez Słowo”. W konsekwencji, znajomość świata, w którym Zbawiciel „zamieszkał wśród nas” (J 1, 14), stanowi ważny klucz do lepszego zrozumienia planu Ojca Przedwiecznego i ogromu Jego miłości do każdego stworzenia: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16).
Podobnie Kościół żyje i wypełnia swoją misję w konkretnych okolicznościach czasu i miejsca. Krytyczna świadomość różnorodnych i złożonych rzeczywistości Azji jest niezbędna, jeśli Lud Boży na tym kontynencie ma odpowiedzieć na wolę Bożą względem niego w dziele nowej ewangelizacji. Ojcowie synodalni mocno pragnęli, aby misja miłości i służby w Azji, którą podejmuje Kościół, była uwarunkowana dwoma czynnikami: z jednej strony jego samoświadomością jako wspólnoty uczniów Jezusa Chrystusa zgromadzonych wokół swoich pasterzy, a z drugiej - socjalnymi, politycznymi, religijnymi, kulturowymi i ekonomicznymi warunkami panującymi w Azji. Podczas Synodu sytuacja Azji została szczegółowo przeanalizowana przez tych, którzy na co dzień mają kontakt z krańcowo zróżnicowanymi rzeczywistościami tego ogromnego kontynentu. Poniżej znajduje się synteza wniosków refleksji Ojców synodalnych.
Rzeczywistości religijne i kulturowe
6. Azja jest największym kontynentem na ziemi i zamieszkuje ją blisko dwie trzecie ludności świata, w tym Chiny i Indie stanowią prawie połowę mieszkańców globu. Najbardziej uderzającą cechą tego kontynentu jest różnorodność jego narodów, które są „dziedzicami starożytnych kultur, religii i tradycji”. Stajemy zdumieni nad rozległymi rozmiarami populacji Azji i skomplikowaną mozaiką jej wielu kultur, języków, wierzeń i tradycji, które stanowią tak zasadniczą część historii oraz dziedzictwa rodziny ludzkiej.
Azja jest także kolebką głównych religii światowych - judaizmu, chrześcijaństwa, islamu i hinduizmu. Stanowi miejsce narodzin wielu innych tradycji duchowych, takich jak: buddyzm, taoizm, konfucjanizm, zoroastrianizm, jainizm, sikhizm i szintoizm. Miliony osób wyznają również religie tradycyjne lub plemienne, różniące się stopniem struktur rytualnych i formalnego nauczania. Kościół wyraża swój najgłębszy szacunek wobec tych tradycji i szuka dróg do szczerego dialogu z ich wyznawcami. Religijne wartości, których one uczą, oczekują na spełnienie w Jezusie Chrystusie.
Ludność Azji szczyci się swoimi wartościami religijnymi i kulturowymi: umiłowaniem ciszy i kontemplacji, prostotą, harmonią, wstrzemięźliwością, niestosowaniem przemocy, pracowitością, dyscypliną, życiem w skromnych warunkach, pragnieniem wiedzy i poszukiwań filozoficznych. Są dla niej drogie takie wartości jak: szacunek do życia, współczucie dla wszystkich stworzeń, bliskość z przyrodą, synowska cześć wobec rodziców, starszych i przodków oraz wysoko rozwinięte poczucie wspólnotowości. W szczególności uważają oni rodzinę za żywotne źródło siły i ściśle zjednoczoną wspólnotę o silnym poczuciu solidarności. Narody Azji są znane z ducha tolerancji religijnej i pokojowego współistnienia. Nie zaprzeczając faktu istnienia gorzkich tarć i bolesnych konfliktów, można mimo ”wszystko powiedzieć, iż Azja często okazywała wyjątkową zdolność do przystosowywania się oraz naturalną otwartość na wzajemne ubogacanie się narodów w pluralizmie religii i kultur. Ponadto, mimo wpływu nowoczesnej kultury i sekularyzacji, religie azjatyckie pokazują znaki wielkiej żywotności i zdolności do odnowy, co można dostrzec w ruchach reformatorskich wśród licznych grup religijnych. Wielu ludzi, zwłaszcza młodych, doświadcza głębokiego pragnienia wartości duchowych, na co wyraźnie wskazuje powstawanie nowych ruchów religijnych.
Wszystko to ukazuje naturalne duchowe rozumienie i moralną mądrość istniejące w duszy azjatyckiej i stanowiące jądro, wokół którego budowane jest wzrastające poczucie „bycia Azjatą”. To „bycie Azjatą” jest najlepiej odkrywane i potwierdzane nie poprzez konfrontację i opozycję, ale w duchu uzupełniania się i harmonii. W ramach owego uzupełniania się i harmonii Kościół może przekazywać Ewangelię, będąc wierny zarówno własnej Tradycji, jak i duszy azjatyckiej.
Rzeczywistości ekonomiczne i społeczne
7. Dotykając tematu rozwoju ekonomicznego, sytuacja na kontynencie azjatyckim pod tym względem jest bardzo zróżnicowana, co sprawia, że niemożliwe staje się dokonanie prostej klasyfikacji. Niektóre kraje są wysoko rozwinięte, inne są na drodze rozwoju dzięki skutecznym programom ekonomicznym, a jeszcze inne w dalszym ciągu znajdują się w stanie nędzy, stanowiąc jedne z najuboższych krajów na ziemi. W procesie rozwoju materializm i sekularyzm również zyskują na sile, zwłaszcza w rejonach miejskich. Te ideologie, które podważają wartości tradycyjne, społeczne i religijne, stwarzają niebezpieczeństwo trudnego do przewidzenia niszczenia kultur Azji.
Ojcowie synodalni mówili o gwałtownych zmianach, jakie zachodzą w społeczeństwach azjatyckich, oraz o pozytywnych i negatywnych aspektach tych przemian. Wśród nich znajduje się fenomen urbanizacji i wyłaniania się ogromnych konglomeracji miejskich, często z dużymi obszarami nędzy, na których rozwija się zorganizowana przestępczość, terroryzm, prostytucja i wyzysk słabszych sektorów społecznych. Innym głównym zjawiskiem socjalnym jest migracja, narażająca miliony ludzi na sytuacje trudne pod względem ekonomicznym, kulturowym i moralnym. Ludność migruje wewnątrz Azji oraz z Azji na inne kontynenty z wielu powodów, m.in. ubóstwa, wojny i konfliktów etnicznych, braku poszanowania praw człowieka oraz fundamentalnych wolności. Inną przyczyną wewnętrznej i zewnętrznej migracji oraz towarzyszącego jej niszczącego wpływu na życie l wartości rodzinne jest powstawanie olbrzymich kompleksów przemysłowych. Wspomniano także o tworzeniu elektrowni jądrowych mając na względzie koszt i efektywność, lecz często bez dostatecznego brama pod uwagę bezpieczeństwa ludzi oraz integralności środowiska.
Również turystyka zasługuje na specjalną uwagę. Obok godziwego przemysłu turystycznego z jego wartościami kulturowymi i edukacyjnymi, istnieje w niektórych przypadkach turystyka mająca niszczący wpływ na moralny i fizyczny krajobraz wielu krajów azjatyckich, co się objawia w poniżaniu młodych kobiet, a nawet dzieci, przez prostytucję. Duszpasterstwo migrantów oraz turystów jest trudne i złożone, zwłaszcza w Azji, gdzie może brakować podstawowych jego struktur. Należy brać te fakty pod uwagę w tworzeniu planów duszpasterskich na wszystkich szczeblach. W tym kontekście nie możemy zapomnieć o migrantach z katolickich Kościołów Wschodnich, którzy potrzebują opieki duszpasterskiej zgodnie z własnymi tradycjami kościelnymi.
Niektóre kraje azjatyckie napotykają trudności związane ze wzrostem populacji, który „nie jest zwyczajnym problemem demograficznym czy ekonomicznym, lecz przede wszystkim moralnym”. Jest oczywiste, iż kwestia zaludnienia jest ściśle związana z zagadnieniem ludzkiego rozwoju, lecz istnieje wiele fałszywych rozwiązań, zagrażających godności i nienaruszalności życia, które stanowią szczególne wyzwanie dla Kościoła w Azji. W tym miejscu być może właściwie jest wspomnieć wkład Kościoła w obronę i promocję życia przez opiekę zdrowotną, rozwój społeczny i edukację, dla dobra ludności, zwłaszcza ubogiej. Zgromadzenie Specjalne poświęcone Azji słusznie oddało hołd Matce
Teresie z Kalkuty, „która była znana na całym świecie z pełnej miłości i bezinteresowności troski o najbiedniejszych z biednych”. Pozostaje ona ikoną służby życiu, którą Kościół sprawuje w Azji, odważnie sprzeciwiając się wielu mrocznym siłom, jakie działają w społeczeństwie.
Część Ojców synodalnych podkreśliła zewnętrzne wpływy wywierane na kultury azjatyckie. Pojawiają się nowe formy zachowania jako rezultat nadmiernego wpływu środków masowego przekazu oraz pewnych rodzajów literatury, muzyki i filmu, które gwałtownie rozprzestrzeniają się na tym kontynencie. Mając świadomość, że środki komunikacji społecznej mogą stanowić wielką siłę w promocji dobra, nie możemy nie dostrzegać negatywnego wpływu, jaki często wywierają. Sposób ich kontroli i używania przez tych, których interesy polityczne, ekonomiczne czy ideologiczne są wątpliwe, może czasem przeważać ich dobroczynne skutki. W rezultacie negatywne aspekty mediów i przemysłu rozrywkowego zagrażają tradycyjnym wartościom, a w szczególności świętości małżeństwa i stabilności rodziny. Skutki obrazów ukazujących przemoc, hedonizm, nieograniczony indywidualizm i materializm „uderzają w samo serce kultur azjatyckich, w religijny wymiar ludzi, rodzin i całych społeczeństw”. Ta sytuacja stanowi poważne wyzwanie dla Kościoła i głoszenia jego przesłania.
Przedmiotem najpilniejszej troski jest stale utrzymująca się nędza oraz wyzysk ludności. W Azji żyją miliony udręczonych osób, które przez wieki były zepchnięte na ekonomiczny, kulturowy i polityczny margines społeczeństwa. Ojcowie synodalni rozważając sytuację kobiet w społecznościach azjatyckich zauważyli, że „mimo iż przebudzenie świadomości kobiet na rzecz swojej godności i praw jest jednym z najbardziej znaczących znaków czasu, ich ubóstwo i wyzysk pozostaje poważnym problemem w całej Azji”. Analfabetyzm wśród kobiet jest znacznie wyższy niż u mężczyzn; częściej dokonuje się aborcji dziewczynek lub nawet zabija się je po urodzeniu. Na terenie całej Azji żyją również miliony członków ludów tubylczych i plemiennych, którzy pozostają w społecznej, kulturowej i politycznej izolacji od dominującej społeczności. Podczas Synodu pocieszające było usłyszeć biskupów, którzy wspominali, iż w niektórych przypadkach, na poziomie narodowym, regionalnym i międzynarodowym, zwraca się większą uwagę na owe problemy i że Kościół angażuje się w szukanie sposobów odpowiedzi na te poważne sytuacje.
Ojcowie synodalni wskazali, iż ta z konieczności pobieżna refleksja na temat ekonomicznych i społecznych rzeczywistości Azji byłaby niekompletna, jeśli by pominąć znaczący wzrost gospodarczy wielu azjatyckich społeczeństw w ostatnich dekadach. Z dnia na dzień wzrasta nowe pokolenie kompetentnych pracowników, naukowców i techników, a ich wysoka liczba dobrze rokuje na rozwój kontynentu. W dalszym ciągu nie wszystko w owym procesie rozwoju jest jeszcze stabilne i trwałe, co pokazał niedawny i daleko sięgający kryzys finansowy, który dotknął część krajów azjatyckich. Przyszłość Azji leży we współpracy, zarówno wewnątrz kontynentalnej, jak i z krajami na innych kontynentach, lecz zawsze bazując na tym, co czynią same narody Azji, mając na względzie własny rozwój.
Rzeczywistości polityczne
8. Kościół zawsze musi dobrze rozumieć sytuację polityczną różnych krajów, w których pragnie wypełniać swoją misję. W dzisiejszej Azji panorama polityczna jest bardzo zróżnicowana i ukazuje mozaikę ideologii przebiegających od demokratycznych form rządów do form demokratycznych. Nierzadko istnieją dyktatury wojskowe i ideologie ateistyczne. Niektóre kraje uznają oficjalną religię państwową, która mniejszościom i wyznawcom innych religii przyznaje niewielką wolność religijną bądź też żadnej. Inne państwa, mimo że nie jednoznacznie demokratyczne, czynią z mniejszości obywateli drugiej kategorii, z niewielką ochroną ich fundamentalnych praw człowieka. W niektórych miejscach chrześcijanom zabrania się wolnego praktykowania wiary i głoszenia innym Jezusa Chrystusa. Są oni prześladowani i odmawia się im należnego miejsca w społeczeństwie. Ojcowie synodalni wspomnieli w szczególności mieszkańców Chin i wyrazili gorącą nadzieję, że wszyscy bracia i siostry katolicy chińscy będą mogli pewnego dnia praktykować religię w wolności i wyznawać pełną komunię ze Stolicą Piotrową w sposób otwarty.
Doceniając postęp, jaki dokonuje się w wielu krajach azjatyckich pod różnymi formami rządów, Ojcowie synodalni zwrócili równocześnie uwagę na szeroko rozpowszechnioną korupcję istniejącą na różnych szczeblach, zarówno wśród warstw rządzących, jak i w społeczeństwie. Zbyt często obywatele wydają się być bezbronni wobec skorumpowanych polityków, urzędników sądowych, administratorów i biurokratów. Jednakże w całej Azji wzrasta wśród ludności świadomość możliwości zmian niesprawiedliwych struktur. Pojawiają się żądania większej sprawiedliwości społecznej, szerszego uczestnictwa w rządach i życiu gospodarczym, równych szans w wykształceniu i sprawiedliwego podziału narodowych bogactw naturalnych. Ludność staje się coraz bardziej świadoma swojej godności i praw oraz bardziej zdeterminowana, aby ich bronić. Przez długi czas uśpione mniejszościowe grupy etniczne, socjalne i kulturowe szukają dróg, aby pobudzić własny rozwój społeczny. Duch Boży wspomaga i umacnia ludzkie wysiłki przemieniania społeczeństwa tak, aby tęsknoty za życiem w większej obfitości mogły się wypełnić, zgodnie z wolą Bożą (por. J 10, 10).
Kościół w Azji wczoraj i dziś
9. Historia Kościoła w Azji jest tak długa jak wiek samego Kościoła, jako że to w Azji Jezus tchnął Ducha Świętego na uczniów i posłał ich na krańce ziemi, by głosili Dobrą Nowinę i gromadzili wspólnoty wierzących. „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21; zob. też Mt 28, 18-20; Mk 16, 15-18; Łk 24, 47; Dz 1, 8). Wypełniając polecenie Pana, apostołowie głosili słowo i zakładali Kościoły. Pomocne może być przypomnienie niektórych momentów tej fascynującej i złożonej historii.
Kościół rozprzestrzenił się z Jerozolimy do Antiochii i Rzymu oraz dalej. Na południu ogarnął Etiopię, na północy Scytię, a na wschodzie Indie, dokąd, według tradycji, udał się św. Tomasz Apostoł w 52 r., zakładając Kościoły w południowych Indiach. Nadzwyczajnym duchem misyjnym odznaczała się w III i IV wieku wspólnota wschodniosyryjska z centrum w Edessie. Ascetyczne wspólnoty w Syrii stanowiły główną siłę ewangelizacji Azji począwszy od III wieku. Dostarczały one duchowej energii Kościołowi, zwłaszcza w czasach prześladowań. Pod koniec III wieku Armenia stalą się pierwszym narodem, który w całości przyjął chrześcijaństwo. Obecnie przygotowuje się ona do świętowania 1700. rocznicy chrztu. Do końca V wieku orędzie chrześcijańskie dotarło do królestw arabskich, ale z wielu powodów, wśród których były podziały wśród chrześcijan, nie zapuściło ono korzeni pośród tych ludów.
W V wieku kupcy perscy zanieśli Dobrą Nowinę do Chin. Pierwszy kościół chrześcijański został! tam zbudowany na początku VII wieku. Podczas dynastii T';ang (618-907 r.) Kościół przezywał swój rozkwit przez prawie dwa stulecia. Zmierzch owego żywotnego Kościoła w Chinach pod koniec pierwszego tysiąclecia jest jednym ze smutniejszych rozdziałów historii Ludu Bożego na kontynencie azjatyckim.
W XIII wieku Dobra Nowina została ogłoszona Mongołom i Turkom, a także, raz jeszcze, mieszkańcom Chin. Jednak chrześcijaństwo prawie zanikło na tych obszarach, co było spowodowane różnymi czynnikami, m.in. powstaniem islamu, izolacją geograficzną, nieumiejętnością odpowiednich adaptacji do miejscowych kultur i, być może przede wszystkim, brakiem przygotowania do spotkania z wielkimi religiami Azji. Koniec XIV wieku był świadkiem drastycznego upadku Kościoła w Azji, z wyjątkiem wyizolowanej wspólnoty w południowych Indiach. Kościół w Azji musiał czekać na nową erę misyjną.
Apostolskie wysiłki św. Franciszka Ksawerego, założenie Kongregacji Propaganda Fide przez papieża Grzegorza XV i dyrektywy dla misjonarzy, aby respektowali i doceniali miejscowe kultury, przyczyniły się do osiągnięcia lepszych rezultatów w XVI i XVII wieku. Ponowne ożywienie działalności misyjnej nastąpiło w XIX wieku. Różne zgromadzenia zakonne poświęciły się całkowicie temu zadaniu. Propaganda Fide została zreformowana. Większy nacisk kładziono na tworzenie Kościołów lokalnych. Szkolnictwo i dzieła charytatywne szły krok w krok z głoszeniem Ewangelii. W konsekwencji Dobra Nowina docierała do coraz większej liczby osób, zwłaszcza ubogich i żyjących na marginesie, ale niekiedy także do elit społecznych i intelektualnych. Czyniono nowe wysiłki w celu inkulturacji Dobrej Nowiny, które jednak okazały się całkowicie niewystarczające. Kościół w wielu miejscach, mimo wielowiekowej obecności i licznych wysiłków apostolskich, był nadal uważany jako obcy Azji, i w rzeczywistości był często postrzegany przez ludność jako mający powiązania z mocarstwami kolonialnymi.
Taka była sytuacja przed Soborem Watykańskim II. jednak Sobór dostarczył bodźca, dzięki któremu zaświtało nowe rozumienie misji, a z nim wielka nadzieja. Powszechność Bożego planu zbawienia, misyjna natura Kościoła i odpowiedzialność każdego w Kościele za to zadanie, tak mocno potwierdzone przez soborowy Dekret o działalności misyjnej Kościoła Ad gentes, stały się podstawą nowego zaangażowania. Podczas Zgromadzenia Specjalnego Ojcowie synodalni zaświadczyli o obecnym wzroście wspólnoty kościelne] wśród różnych narodów w wielu częściach kontynentu, a jednocześnie zaapelowali o dalsze wysiłki misjonarskie w następnych latach, zwłaszcza ze wyłaniają się nowe możliwości głoszenia Ewangelii w rejonie Syberii i w krajach środkowej Azji, które niedawno uzyskały niepodległość - Kazachstanie, Uzbekistanie, Kirgistanie, Tadżykistanie i Turkmenistanie.
Przegląd wspólnot katolickich w Azji ukazuje przepiękną różnorodność pod względem pochodzenia i rozwoju historycznego oraz rozmaite tradycje duchowe i liturgiczne różnych rytów. Jednak wszystkie one są zjednoczone w głoszeniu Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa przez świadectwo chrześcijańskie, dzieła miłosierdzia i ludzką solidarność. Podczas gdy jedne Kościoły partykularne wypełniają swoją misję w pokoju i wolności, inne znajdują się w sytuacji przemocy i konfliktów lub czują się zagrożone przez inne grupy z powodów religijnych bądź innych. W ogromnie zróżnicowanym świecie kultur azjatyckich Kościół napotyka na liczne wyzwania filozoficzne, teologiczne i pastoralne. Jego zadanie przedstawia tym większą trudność, że Kościół jest mniejszością, z jedynym wyjątkiem, jakim są Filipiny, gdzie katolicy stanowią większość.
Bez względu na okoliczności Kościół w Azji jest obecny wśród narodów okazujących głęboką tęsknotę za Bogiem. Kościół wie, że ta tęsknota może być w pełni zaspokojona przez Jezusa Chrystusa - Dobrą Nowinę Boga dla wszystkich narodów. Ojcowie synodalni mocno nalegali, aby niniejsza posynodalna Adhortacja apostolska skupiła swoją uwagę na tym pragnieniu i zachęciła Kościół w Azji, by głosił z mocą słowem i czynem, że Jezus Chrystus jest Zbawicielem.
Duch Boży, zawsze działający w historii Kościoła w Azji, nie przestaje nim kierować. Wiele pozytywnych elementów znajdujących się w Kościołach lokalnych, często podkreślanych na Synodzie, wzmacnia nasze oczekiwanie „nowej wiosny życia chrześcijańskiego”. Podstawę nadziei daje wzrastająca liczba lepiej uformowanych, pełnych entuzjazmu i napełnionych Duchem ludzi świeckich, którzy są coraz bardziej świadomi swojego szczególnego powołania we wspólnocie kościelnej. Wśród nich specjalne wyrazy uznania i wdzięczności należą się katechistom świeckim. Ruchy apostolskie i charyzmatyczne są także darem Ducha, wnosząc nowe życie i energię do formacji świeckich mężczyzn i kobiet, rodzin i młodzieży. Stowarzyszenia oraz ruchy kościelne działające na rzecz popierania ludzkiej godności i sprawiedliwości sprawiają, że dostępna i dotykalna staje się powszechność przesiania ewangelicznego, ze jesteśmy dziećmi Boga (por. Rz8, 15-16).
Istnieją równocześnie Kościoły znajdujące się w bardzo trudnych okolicznościach, „doświadczające dotkliwych prób w praktykowaniu wiary”. Ojcowie synodalni byli poruszeni raportami o heroicznym świadectwie, niewzruszonej wytrwałości i stałym wzroście Kościoła katolickiego w Chinach, wysiłkami Kościoła w Korei Południowej, by nieść pomoc mieszkańcom Korei Północnej, pełną pokory stałością wspólnoty katolickiej w Wietnamie, izolacją chrześcijan w miejscach takich jak Laos i Myanmar, trudną koegzystencją z większością w niektórych państwach, gdzie religią dominującą jest islam. Synod zwrócił szczególną uwagę na sytuację Kościoła w Ziemi Świętej i w świętym mieście Jerozolimie, „sercu chrześcijaństwa” , mieście drogim dla wszystkich dzieci Abrahama. Ojcowie synodalni wyrazili opinię, że pokój w tym rejonie, a nawet na świecie, zależy w dużej mierze od pokoju i pojednania, które przez tak długi czas omijały Jerozolimę.
Nie mogę zakończyć tego zwięzłego, jakkolwiek nie kompletnego, przeglądu sytuacji Kościoła w Azji, nie wspominając świętych i męczenników azjatyckich, zarówno ogłoszonych, jak i tych znanych tylko Bogu, których przykład jest źródłem „duchowego bogactwa i potężnym środkiem ewangelizacji”. Świadczą oni w milczeniu, lecz najbardziej wymownie o tym, jak istotna jest świętość i gotowość oddania swojego życia za Ewangelię. Są oni nauczycielami, obrońcami i chwałą Kościoła w Azji w jego dziele ewangelizacji. Z całym Kościołem modłę się do Pana, aby posiał wielu nowych zaangażowanych robotników na żniwo dusz, które postrzegam jako obfite i gotowe do zbioru (por. Mt 9, 37-38). W tym miejscu przypominam to, co napisałem w Encyklice Redemptoris missio: „Bóg otwiera przed Kościołem horyzonty ludzkości lepiej przygotowanej na ewangeliczny zasiew”. Dostrzegam, że ta wizja nowych i obiecujących horyzontów wypełnia się w Azji, gdzie narodził się Jezus i gdzie rozpoczęło się chrześcijaństwo.
Rozdział II. Jezus Zbawiciel — darem dla Azji
Dar wiary
10. W miarę jak rozwijała się synodalna dyskusja na temat złożonych rzeczywistości Azji, stopniowo stawało się coraz bardziej oczywiste dla wszystkich, że niepowtarzalnym wkładem Kościoła na rzecz ludności tego kontynentu jest głoszenie Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, jednego i jedynego Zbawiciela wszystkich narodów. Tym, co odróżnia Kościół od innych wspólnot religijnych, jest jego wiara w Jezusa Chrystusa; i nie może on umieszczać tego cennego światła wiary pod korcem (por. Mt 5, 15), gdyż jego misją jest dzielenie się owym światłem ze wszystkimi. „Pragnie on dawać nowe życie, które sam odnalazł w Jezusie Chrystusie, wszystkim narodom Azji w ich poszukiwaniu pełni życia, aby i one mogły cieszyć się taką samą jednością z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem w mocy Ducha”. To właśnie ta wiara w Jezusa Chrystusa inspiruje dzieło ewangelizacyjne Kościoła w Azji, często wypełniane w trudnych czy nawet niebezpiecznych warunkach. Ojcowie synodalni zwrócili uwagę, że głoszenie Jezusa jako jedynego Zbawiciela może przedstawiać szczególne trudności w ich kulturach, biorąc pod uwagę, iż wiele religii azjatyckich naucza, że samoobjawienia boskości przynoszą zbawienie. Te wyzwania stojące przed wysiłkami w dziele ewangelizacji nie zniechęciły bynajmniej Ojców Synodalnych, lecz stanowiły dla nich dodatkowy bodziec w trudzie przekazywania „wiary, którą Kościół w Azji otrzymał od apostołów i która jest obecna w Kościele wszystkich pokoleń i miejsc”. Wyrazili oni przekonanie, że „serce Kościoła w Azji będzie niespokojne, dopóki cala Azja nie spocznie w pokoju Chrystusa, zmartwychwstałym Panu”.
Wiara w Jezusa jest darem, który Kościół otrzymał i którym musi się dzielić - jest to największy dar, jaki Kościół może dać Azji. Przekazywanie prawdy Jezusa Chrystusa innym jest poważnym obowiązkiem tych, którzy otrzymali dar wiary. W Encyklice Redemptons missio napisałem: „Kościół, a w nim każdy chrześcijanin, nie może ukrywać ani zachowywać dla siebie tej nowości i tego bogactwa, otrzymanych z Bożej dobroci, by przekazywać je wszystkim ludziom”. W tym samym dokumencie pisałem: „Ci, którzy są włączeni w Kościół katolicki, powinni czuć się uprzywilejowani, a przez to bardziej zobowiązani do dawania świadectwa wiary i życia chrześcijańskiego jako służby braciom i należnej odpowiedzi Bogu”.
Ojcowie synodalni, głęboko o tym przekonani, byli jednocześnie świadomi swojej osobistej odpowiedzialności, by poprzez studium, modlitwę i refleksję zgłębiać ponadczasową prawdę Jezusa i z jej mocą oraz żywotnością wychodzić naprzeciw wyzwaniom ewangelizacji Azji obecnie i w przyszłości.
Jezus Chrystus, Bóg - Człowiek, który zbawia
11. Pismo Święte potwierdza, że Jezus prowadził życie takie, jak każdy człowiek. Ten Jezus, którego głosimy jako jedynego Zbawiciela, wędrował po ziemi jako Bóg-Człowiek, posiadając w pełni naturę ludzką. Był podobny do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu. Narodzony z Matki Dziewicy w ubogich warunkach Betlejem, był bezbronny, jak każde inne dziecko, a nawet cierpiał los uchodźcy, uciekając przed gniewem okrutnego władcy (por. Mt 2, 13-15). Był poddany ludzkim rodzicom, którzy nie zawsze rozumieli Jego drogi, ale którym ufał i którym z miłością był posłuszny (por. Łk 2, 41-52). Nieustannie pogrążony w modlitwie, był w zażyłym stosunku z Bogiem, którego nazywał Abba, „Ojciec”, ku zgorszeniu słuchaczy (por. J 8, 34-59).
Przebywał blisko ubogich, zapomnianych i poniżonych, ogłaszając, że są oni prawdziwie błogosławieni, bo Bóg jest z nimi. Jadał z grzesznikami, zapewniając ich, ze przy stole Ojca jest dla nich miejsce, gdy zawrócą ze swoich grzesznych dróg i przyjdą do Niego. Dotykając nieczystych i pozwalając się przez nich dotykać, ukazywał im bliskość Boga. Płakał nad zmarłym przyjacielem, wskrzesił umarłego syna wdowy, przyjmował dzieci i mył stopy swoim uczniom. Łagodność Boża nigdy przedtem nie była tak bezpośrednio dostępna dla człowieka.
Chorzy, ułomni, niewidomi, głusi i niemi doznawali uzdrowienia oraz przebaczenia, gdy ich dotykał. Jako swoich najbliższych towarzyszy i współpracowników wybrał niezwykłą grupę, którą tworzyli rybacy wraz z celnikami, Zeloci z nie znającymi Prawa, jak również kobiety. Powstawała nowa rodzina, zjednoczona wszechogarniającą i niepojętą miłością Ojca. Jezus nauczał w sposób prosty, używając przykładów z codziennego życia, by mówić o miłości Boga i Jego Królestwie, a ludzie poznawali, że przemawia jak ten, który ma władzę.
Jednak został oskarżony o bluźnierstwo, pogwałcenie świętego Prawa i podburzanie narodu, jako ktoś, kogo należy się pozbyć. Po procesie, opartym na zeznaniach fałszywych świadków (por. Mk 14, 56), został skazany na ukrzyżowanie jako przestępca, był opuszczony oraz znieważony i wydawało się, że poniósł klęskę. W pośpiechu został pochowany w pożyczonym grobie. Lecz trzeciego dnia po śmierci, mimo iż czuwały straże, grób okazał się pusty! Jezus zmartwychwstały ukazał się następnie swoim uczniom, zanim powrócił do Ojca, od którego wyszedł.
Wraz z wszystkimi chrześcijanami wierzymy, że to konkretne życie, z jednej strony tak zwyczajne i proste, lecz z drugiej - tak bardzo niezwykłe i okryte tajemnicą, wprowadziło Królestwo Boże w ludzką historię oraz „wniosło jego moc w każdy wymiar ludzkiego życia i społeczeństwa, ogarniętego grzechem i śmiercią”. Jezus przez swoje słowa i czyny, a zwłaszcza przez cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie, wypełnił wolę Ojca, aby pojednać ze sobą całą ludzkość, po tym jak grzech pierworodny zerwał przyjaźń między Stwórcą a stworzeniem. Na krzyżu wziął na siebie grzechy świata - przeszłe, obecne i przyszłe. Św. Paweł przypomina, że byliśmy umarli na skutek naszych grzechów, a Jego śmierć przyniosła nam znowu życie: „Bóg razem z Nim przywrócił was do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny, przygniatający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża” (Kol 2, 13-14). W ten sposób zbawienie zostało przypieczętowane raz na zawsze. Jezus jest naszym Zbawicielem w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, ponieważ przez swoje słowa i dzieła, zwłaszcza przez powstanie z martwych, objawił się jako Syn Boży, odwiecznie istniejące Słowo, królujące na wieki jako Pan i Mesjasz.
Osoba i misja Syna Bożego
12. „Skandal” chrześcijaństwa polega na przekonaniu, iż Najświętszy, Wszechmocny i Wszechwiedzący Bóg przyjął na siebie naszą ludzką naturę i przeszedł przez cierpienie oraz śmierć, aby dokonać zbawienia wszystkich ludzi (por. 1 Kor 1, 23). Wiara, którą otrzymaliśmy, stwierdza, że Jezus Chrystus objawił oraz wypełnił plan zbawienia świata i całej ludzkości, który otrzymał od Ojca, ze względu na to, „kim jest i „co czyni z racji tego, kim jest. Wyrażenia „kim jest” oraz „co czyni” otrzymują swoje pełne znaczenie tylko wówczas, gdy umieści się je w tajemnicy Boga Trójjedynego. Nieustanną troską mojego Pontyfikatu było przypominanie wiernym o komunii życia Trójcy Najświętszej i o jedności trzech Osób w planie stworzenia i odkupienia. Moje Encykliki Redemptor hominis, Dives in Misericordia oraz Dominum et Vivificantem są refleksjami na temat Syna, Ojca i Ducha Świętego oraz ich roli w Boskim planie zbawienia. Nie możemy wszakże izolować czy oddzielać jednej Osoby od pozostałych, ponieważ każda objawia się jedynie we wspólnocie życia i działania Trójcy. Zbawcze działanie Jezusa ma swoje źródło w komunii Osób Boskich i wszystkim, którzy w Niego wierzą, otwiera drogę do bliskiej wspólnoty z Trójcą i wzajemnie między sobą w Trójcy.
Jezus zapewnia: „Kto mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14, 9). Tylko w Jezusie Chrystusie mieszka cała pełnia Bóstwa na sposób ciała (por. Koi 2, 9), ustanawiając Go jedynym i absolutnym zbawczym Słowem Boga (por. Hbr 1, 1-4). Jezus, jako ostateczne Słowo Ojca, objawia Boga i Jego zbawczą wolę w sposób najpełniejszy z możliwych. Mówi: „Nikt me przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” Q 14, 6). On jest „drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6), ponieważ, jak sam stwierdza: „Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł” (] 14, 10). Jedynie w osobie Jezusa słowo Boże o zbawieniu ukazuje się w całej pełni, rozpoczynając czasy ostateczne (por. Hbr 1, 1-2). Dlatego w pierwszych dniach istnienia Kościoła Piotr mógł głosić: „Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12).
Misja Zbawiciela osiągnęła swój szczyt w tajemnicy paschalnej. Na krzyżu, kiedy „wyciągnął ramiona pomiędzy niebem i ziemią, na znak wiecznego przymierza [z Ojcem]”. skierował do Niego ostatni apel o przebaczenie grzechów ludzkości: „Ojcze, przebacz im ,bo nie wiedzą ,co czynią” (Łk 23, 34). Jezus zniszczył grzech potęgą swojej miłości ido Ojca i do całego rodzaju ludzkiego. Wziął na siebie rany zadane ludzkości przez grzech i obdarzył ją wyzwoleniem przez nawrócenie.
Pierwsze owoce tego są widoczne w osobie nawróconego łotra wiszącego obok Niego na krzyżu (por. Łk 23, 43). Jego ostatnie słowo to krzyk wiernego Syna: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk 23, 46). Poprzez to najpełniejsze wyrażenie miłości, powierzył On całe swoje życie i misję w dłonie Ojca, który Go posłał. W ten sposób przekazał Ojcu całe stworzenie i całą ludzkość, aby ostatecznie przyjął je ze współczującą miłością.
Ojciec przyjął wszystko, czym Syn jest i co osiągnął, a następnie przekazał ten dar światu w akcie wskrzeszenia Jezusa z martwych i umieszczenia Go po swojej prawicy, gdzie grzech i śmierć nie mają już władzy. Przez paschalną ofiarę Jezusa Ojciec nieodwołalnie obdarowuje świat pojednaniem i pełnią życia. Ten nadzwyczajny dar mógł być osiągnięty tylko przez umiłowanego Syna, który jako jedyny był zdolny w pełni odpowiedzieć na miłość Ojca, odrzuconą przez grzech. W Jezusie Chrystusie, przez moc Ducha Świętego, poznajemy, że Bóg nie jest daleki, ponad człowiekiem ani oddzielony od niego, lecz bardzo bliski, prawdziwie zjednoczony z każdym i z całą ludzkością we wszystkich sytuacjach życia. To jest nowina, którą chrześcijaństwo daje światu. Jest ona źródłem nieporównanej pociechy i nadziei dla wierzących.
Jezus Chrystus: prawda o człowieczeństwie.
13. W jaki sposób człowieczeństwo Jezusa i nieopisana tajemnica wcielenia Syna Ojca rzuca światło na ludzką naturę? Wcielony Syn Boży nie tylko objawił w całości Ojca i Jego plan zbawienia; On także „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. Jego słowa i czyny, a przede wszystkim Jego śmierć i zmartwychwstanie objawiają głębię znaczenia bycia człowiekiem. Przez Jezusa człowiek może w końcu poznać prawdę o sobie. Doskonałe ludzkie życie Jezusa, całkowicie oddane miłości oraz służbie Ojcu i człowiekowi, objawia, że powołaniem każde] istoty ludzkiej jest otrzymywać miłość i odpowiadać wzajemnie miłością W Jezusie zdumiewa nas niewyczerpana zdolność ludzkiego serca do tego, by kochać Boga i człowieka, nawet jeśli wymaga to wielkiego cierpienia. Przede wszystkim na krzyżu Jezus łamie potęgę samoniszczącego oporu wobec miłości, który jest w nas owocem grzechu. Odpowiedzią Ojca jest wskrzeszenie Jezusa jako pierworodnego między tymi, którzy są przeznaczeni na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna (por. Rz 8, 29). Jezus stał się wówczas raz na zawsze zarówno objawieniem jak i spełnieniem ludzkości na nowo stworzonej z odnowionej według planu Bożego. W Jezusie zatem odkrywamy wielkość i godność każdej osoby w sercu Boga, który stworzył człowieka na swój obraz (por. Rdz 1, 26), i odnajdujemy źródło nowego stworzenia, którym staliśmy się przez Jego łaskę.
Sobór Watykański II uczy, że „On, Syn Boży, przez swoje wcielenie zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”. W tym głębokim zjednoczeniu Ojcowie synodalni dostrzegli ostateczne źródło nadziei i siły dla mieszkańców Azji w ich zmaganiach i niepewnościach. Kiedy człowiek odpowiada z żywą wiarą na Bożą propozycję miłości, Jego obecność przynosi miłość i pokój, przekształcając od wewnątrz ludzkie serce. W Encyklice Redemptor hominis napisałem: „Odkupienie świata - owa wstrząsająca tajemnica miłości, w której niejako na nowo «powtarza się» tajemnica stworzenia - jest w swoim najgłębszym rdzeniu «usprawiedliwieniem» człowieka w jednym ludzkim Sercu: w Sercu Jednorodzonego Syna, ażeby mogło ono stawać się sprawiedliwością serc tylu ludzi, w tym Przedwiecznym Jednorodzonym Synu przybranych odwiecznie za synów i wezwanych do Łaski, wezwanych do Miłości”.
Tak zatem misja Jezusa nie tylko przywróciła komunię między Bogiem i ludzkością; ustanowiła ona także nową komunię między ludźmi oddalonymi od siebie na skutek grzechu. Jezus pozwala im przekraczać wszelkie podziały i żyć jak bracia i siostry mający jednego Ojca, który jest w niebie (por. Mt 23, 9). W Nim powstał nowy porządek, w którym „nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28). Jezus jest naszym pokojem, „który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość” (Ef 2, 14).) Jezus we wszystkim, co mówił i czynił, był głosem, dłońmi i ramionami Ojca, gromadząc wszystkie dzieci Boże w jedną miłującą się rodzinę. Modlił się, aby Jego uczniowie żyli w komunii, tak jak On jest w komunii z Ojcem (por. J 17, 11). Wśród Jego ostatnich słów są te: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! (...) To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (] 15, 9.12). Jezus, posłany przez Boga jedności oraz będąc prawdziwie Bogiem i prawdziwie człowiekiem, ustanowił komunię między niebem a ziemią w swojej własnej osobie. Wierzymy, że Bóg zechciał, „aby w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko ze sobą: przez Niego - i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 19-20). Zbawienie można odnaleźć w osobie Syna Bożego, który stał się człowiekiem, oraz w misji powierzonej Jemu samemu jako Synowi - misji służby i miłości, aby wszyscy mieli życie. Kościół w Azji, razem z Kościołem na całym świecie, wyznaje tę prawdę wiary: „Jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich” (1 Tm 2, 5-6).
Jedyność i powszechność zbawienia w Jezusie
14. Ojcowie synodalni przypomnieli, że odwieczne Słowo, Syn Boży zrodzony przed wiekami, „był już obecny w stworzeniu, w historii i w każdym ludzkim pragnieniu dobra”. Przez Słowo, obecne w kosmosie nawet przed wcieleniem, powstał świat (por. J 1, 1-4. 10; Kol 1, 15-20). Jednakże obecnie głosi się Jezusa Chrystusa - wcielone Słowo, które żyło, umarło i powstało z martwych - jako Tego, który stanowi spełnienie całego stworzenia, całej historii oraz wszelkich ludzkich tęsknot za pełnią życia. Jezus Chrystus zmartwychwstały „jest obecny dla wszystkich i dla całego stworzenia w nowy i tajemniczy sposób”. W Nim „prawdziwe wartości wszystkich tradycji religijnych i kulturowych, takie jak miłosierdzie i oddanie się woli Bożej, współczucie i uczciwość, niestosowanie przemocy i prawość, synowska cześć i zjednoczenie z naturą odnajdują swą pełnię i realizację”. Od pierwszego momentu stworzenia aż do końca czasu, Jezus jest jedynym uniwersalnym Pośrednikiem. Nawet dla tych, którzy nie wyznają wprost wiary w Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, zbawienie pochodzi od Niego jako łaska, przez działanie Ducha Świętego.
Wierzymy, że Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, jest jedynym Zbawicielem, ponieważ On sam, Syn, wypełnił Ojcowski powszechny plan zbawienia. Jako ostateczne objawienie tajemnicy miłości Ojca do wszystkich, Jezus jest rzeczywiście wyjątkowy i „ta właśnie jedyna w swoim rodzaju wyjątkowość Chrystusa nadaje Mu znaczenie absolutne i powszechne, dlatego, będąc w historii, jest On ośrodkiem i końcem historii”.
Żaden człowiek, żaden naród ani żadna kultura nie jest wyłączona z wezwania Jezusa, który przemawia z samego serca swojej ludzkiej natury. „Przemawia Jego życie, Jego człowieczeństwo, Jego wierność prawdzie, Jego miłość wszystkich ogarniająca. Przemawia z kolei Jego śmierć na Krzyżu, zdumiewająca głębia cierpienia i oddania”. Ludy Azji, kontemplując Jezusa w Jego ludzkiej naturze, odnajdują odpowiedzi na swoje najgłębsze pytania, wypełnienie swych nadziei, wywyższenie swojej godności i pokonanie zwątpień. Jezus jest Dobrą Nowiną dla ludzi wszystkich czasów i miejsc, którzy poszukują sensu egzystencji oraz prawdy swojego człowieczeństwa.
Rozdział III. Duch Święty — Pan i Ożywiciel
Dar wiary
15. Skoro jest prawdą, że zbawcze znaczenie Jezusa może być zrozumiane jedynie w kontekście objawienia przez Niego trynitarnego planu zbawienia, płynie stąd wniosek, że Duch Święty jest absolutnie zasadniczą częścią tajemnicy Jezusa i zbawienia, które On przynosi. Ojcowie synodalni często odnosili się do roli Ducha Świętego w historii zbawienia, stwierdzając, że fałszywe rozdzielenie między Odkupicielem i Duchem Świętym zagraża prawdzie o Jezusie jako Zbawicielu wszystkich.
W Tradycji chrześcijańskiej Duch Święty był zawsze związany z życiem i dawaniem życia. Symbol nicejsko-konstantynopolitański nazywa Ducha Świętego „Panem i Ożywicielem”. Nie jest więc zaskoczeniem, że wiele interpretacji opisu stworzenia w Księdze Rodzaju dostrzegało Ducha Świętego w potężnym wietrze unoszącym się nad wodami (por. Rdz 1, 2). Duch Święty był obecny od pierwszego momentu stworzenia - pierwszego objawienia miłości Trójjedynego Boga - i zawsze jest obecny na świecie jako jego siła ożywiająca. Ponieważ akt stwórczy jest początkiem historii, Duch jest w pewnym sensie ukrytą siłą działającą w historii, kierującą nią drogami prawdy i dobra.
Objawienie osoby Ducha Świętego, wzajemnej miłości Ojca i Syna, jest właściwe dla Nowego Testamentu. W myśli chrześcijańskiej jest On postrzegany jako źródło życia dla wszystkich stworzeń. Stwarzanie jest wolnym przekazywaniem miłości Boga, który z niczego powołuje wszystko do istnienia. Nie ma mc stworzonego, co nie byłoby wypełnione nie kończącą się wymianą miłości, jaka cechuje wewnętrzne życie Trójcy, to znaczy wypełnione Duchem Świętym: „Duch Pański wypełnia ziemie” (Mdr 1, 7). Obecność Ducha w stworzeniu wprowadza porządek, harmonię i współzależność we wszystko, co istnieje.
Osoby ludzkie, stworzone na obraz Boży, stają się mieszkaniem Ducha w nowym wymiarze, kiedy zostają podniesione do godności przybranych dzieci Bożych (por. Ga 4, 5). Odrodzone w chrzcie świętym, doświadczają obecności i mocy Ducha, nie tylko jako Twórcy życia, lecz jako tego, który oczyszcza i zbawia, rodząc owoce, jakimi są: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22-23). Te owoce Ducha są znakiem, że „miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5). Miłość ta, jeśli jest przyjęta w wolności, czyni ludzi widzialnymi narzędziami nieustannego działania niewidzialnego Ducha. To przede wszystkim owa nowa zdolność dawania i otrzymywania miłości świadczy o wewnętrznej obecności i mocy Ducha Świętego. Konsekwencją przemiany i nowego stworzenia, które Duch sprawia w sercach i umysłach ludzi, jest Jego wpływ na ludzkie społeczności i kultury. „Duch bowiem znajduje się u źródła szlachetnych ideałów i skierowanych ku dobru inicjatyw ludzkości będącej w drodze: «Przedziwną opatrznością kieruje biegiem czasu i odnawia oblicze ziemi»”.
Ojcowie synodalni, podążając za myślą Soboru Watykańskiego II, zwrócili uwagę na liczne i zróżnicowane przejawy działania Ducha Świętego, który nieustannie zasiewa ziarna prawdy wśród wszystkich ludów, ich religii, kultur i filozofii. Oznacza to, iż owe religie, kultury i filozofie są zdolne pomagać ludziom, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo, w działaniu na rzecz walki ze ziem oraz służby życiu i wszystkiemu, co jest dobre. Siły śmierci izolują wzajemnie osoby, społeczeństwa i wspólnoty religijne, tworząc atmosferę podejrzliwości i współzawodnictwa, które prowadzą do konfliktów. Duch Święty natomiast umacnia ludzi w poszukiwaniu wzajemnego zrozumienia i akceptacji. Synod zatem właściwie dostrzegł w Duchu Świętym pierwszy czynnik dialogu Kościoła ze wszystkimi ludami, kulturami i religiami.
Duch Święty i wcielenie słowa.
16. Historia zbawienia, kierowana przez Ducha, rozwija się w wymiarze światowym, a nawet kosmicznym, zgodnie z odwiecznym planem Ojca. Ów plan, zainicjowany przez Ducha na samym początku stworzenia, został objawiony w Starym Testamencie, wypełniony przez łaskę Jezusa Chrystusa i jest kontynuowany w nowym stworzeniu przez tego samego Ducha, aż Pan powtórnie przyjdzie w chwale na końcu czasów. Wcielenie Syna Bożego jest szczytem działania Ducha Świętego: „Poczęcie bowiem i narodziny Jezusa Chrystusa są największym dziełem, jakiego dokonał Duch Święty w dziejach stworzenia oraz w dziejach zbawienia: szczytem łaski - «łaską zjednoczenia», źródłem wszelkiej innej łaski”. Wcielenie jest wydarzeniem, w którym Bóg dokonuje nowego i ostatecznego zjednoczenia ze sobą nie tylko człowieka, lecz także całego stworzenia i historii.
Poczęty w łonie Dziewicy Maryi za sprawą Ducha (por. Łk 1, 35; Mt 1, 20), Jezus z Nazaretu, Mesjasz i jedyny Zbawiciel, został napełniony Duchem Świętym. Duch zstąpił na Niego w czasie chrztu (por. Mk 1, 10) i wyprowadził Go na pustynię, by został umocniony przed działalnością publiczną (por. Mk 1, 12; Łk 4, 1; Mt 4, 1). W synagodze w Nazarecie rozpoczął swoją misję prorocką stosując do siebie wizję Izajasza o namaszczeniu Duchem, czego owocem jest głoszenie Dobrej Nowiny ubogim, wolności więźniom i czasu łaski Pana (por. Łk 4, 18-19). Mocą Ducha Jezus uzdrawiał chorych i wyrzucał złe duchy na znak nadejścia królestwa Bożego (por. Mt 12, 28). Po swoim zmartwychwstaniu udzielił uczniom Ducha Świętego, którego obiecał zesłać Kościołowi, kiedy powróci do Ojca (por. J 20, 22-23). Wszystko to pokazuje, jak zbawcza misja Jezusa nosi na sobie nieomylne znamię obecności Ducha: życie, nowe życie. Pomiędzy posianiem Syna od Ojca i posłaniem Ducha od Ojca i Syna istnieje ścisła i żywotna więź. Działanie Ducha w stworzeniu i w ludzkiej historii nabiera zupełnie nowego znaczenia w odniesieniu do Jego działania w życiu i misji Jezusa. „Ziarna prawdy”, zasiane przez Ducha, przygotowują cale stworzenie, historię i człowieka do dojrzałości w Chrystusie.
Ojcowie synodalni wyrazili zaniepokojenie z powodu tendencji do oddzielania działania Ducha Świętego i Jezusa Zbawiciela. Dzieląc ich troskę, powtarzam w tym miejscu to, co napisałem w Encyklice Redemptoris missio: „Duch (...) nie jest alternatywny względem Chrystusa ani też nie wypełnia swego rodzaju próżni, jaka według pewnych hipotez miałaby istnieć pomiędzy Chrystusem a Logosem. Gdy Duch Święty działa w sercach ludzi i w dziejach narodów, w kulturach i w religiach, podejmuje On zadanie przygotowania do Ewangelii i nie może nie mieć odniesienia do Chrystusa, Słowa, które stało się ciałem za sprawą Ducha, aby On, «Człowiek doskonały, zbawił wszystkich i wszystko w sobie złączyło.
Powszechna obecność Ducha Świętego nie może zatem stanowić usprawiedliwienia, aby nie głosić wprost Jezusa Chrystusa jako jednego i jedynego Zbawiciela. Wręcz przeciwnie, powszechnej obecności Ducha Świętego nie da się oddzielić od powszechnego zbawienia w Chrystusie. Obecność Ducha w stworzeniu i historii wskazuje na Jezusa Chrystusa, w którym stworzenie i historia dostępują odkupienia i wypełnienia. Obecność i działanie Ducha zarówno przed wcieleniem jak i w szczytowym momencie Pięćdziesiątnicy zawsze wskazywały na Jezusa i na zbawienie, które On przynosi. Dlatego też powszechna obecność Ducha Świętego nie może być oddzielona od Jego działania wewnątrz Ciała Chrystusa, którym jest Kościół.
Duch Święty i ciało Chrystusa
17. Duch Święty niezmiennie zachowuje więź komunii między Jezusem i Jego Kościołem. Zamieszkując w Kościele jak w świątyni (por. 1 Kor 3, 16), prowadzi go przede wszystkim do pełni prawdy o Jezusie. Następnie, uzdalnia Kościół, aby kontynuował misję Jezusa, nade wszystko dając świadectwo samemu Jezusowi i w ten sposób wypełniając to, co obiecał On przed swoją śmiercią i zmartwychwstaniem, że ześle Ducha na uczniów, by mogli o Nim świadczyć (por. J 15, 26-27). Działanie Ducha w Kościele polega też na dawaniu świadectwa, że wierzący są przybranymi dziećmi Bożymi, przeznaczonymi, by odziedziczyć zbawienie - obiecaną pełnię komunii z Ojcem (por. Rz 8, 15-17). Ubogacając Kościół różnymi charyzmatami i darami, Duch sprawia, że wzrasta on w komunii jako jedno ciało składające się z licznych członków (por. 1 Kor 12, 4; Ef 4, 11-16). Duch gromadzi w jedno różnych ludzi, posiadających odmienne zwyczaje, środki oraz talenty, i czyni Kościół znakiem komunii całej ludzkości, której głową jest Chrystus. Duch kształtuje Kościół, by był wspólnotą świadków, którzy dzięki Jego mocy dają świadectwo Zbawicielowi (por. Dz 1, 8). W tym sensie Duch Święty jest głównym sprawcą ewangelizacji. Na podstawie tego Ojcowi synodalni wysunęli wniosek, iż podobnie jak Jezus wypełnił swoje ziemskie posługiwanie w mocy Ducha Świętego, „ten sam Duch został dany Kościołowi przez Ojca i Syna w dniu Pięćdziesiątnicy, aby wypełnić Jezusową misję miłości i służby w Azji”.
Plan Ojca dotyczący zbawienia człowieka nie kończy się wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Przez dar Ducha Chrystusa owoce Jego zbawczej misji są dostępne w Kościele dla ludzi wszystkich czasów dzięki głoszeniu Ewangelii i pełną miłości służbę rodzinie ludzkiej. Jak zaznaczył Sobór Watykański II, „Duch Święty- (...) przynagla Kościół do współdziałania, aby spełnił się skutecznie zamysł Boga, który uczynił Chrystusa źródłem zbawienia dla całego świata”. Kościół, otrzymawszy przez Ducha moc, by wypełnić Chrystusowe zbawienie w świecie, jest zalążkiem Królestwa Bożego i oczekuje jego ostatecznego nadejścia. Jego tożsamość i misja są nierozłączne od Królestwa Bożego, które Jezus ogłosił i zainaugurował poprzez to, co mówił i czynił, a przede wszystkim przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Duch przypomina Kościołowi, że nie stanowi on celu samego w sobie, lecz istnieje po to, by we wszystkim, czym jest i co czyni, służyć Chrystusowi oraz zbawieniu świata. W obecnej ekonomii zbawienia działanie Ducha Świętego w stworzeniu, w historii i w Kościele stanowi część jednego odwiecznego zamysłu Trójcy wobec wszystkiego, co istnieje.
Duch Święty i misja Kościoła w Azji
18. Duch Święty, który przenikał Azję w epoce patriarchów i proroków, a jeszcze potężniej w czasach Jezusa Chrystusa i pierwotnego Kościoła, współcześnie napełnia chrześcijan w Azji, umacniając świadectwo ich wiary pośród narodów, kultur i religii tego kontynentu. Podobnie jak wielki dialog miłości między Bogiem a człowiekiem został przygotowany przez Ducha i dokonany na ziemi azjatyckiej w misterium Chrystusa, tak też dialog między Zbawicielem a mieszkańcami kontynentu trwa w dalszym ciągu dzisiaj dzięki mocy tego samego Ducha Świętego działającego w Kościele. W procesie tym wszyscy - biskupi, kapłani, osoby konsekrowane i świeckie - mają do spełnienia ważną rolę, pamiętając o słowach Jezusa, które są zarazem obietnicą i nakazem: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8).
Kościół jest przekonany, że głęboko w narodach, kulturach i religiach Azji istnieje pragnienie „wody żywej” (por. J 4, 10-15) - pragnienie, którego sprawcą jest sam Duch, a które ugasić w pełni może jedynie Jezus Zbawiciel. Kościół oczekuje, że Duch Święty będzie nadal przygotowywał narody Azji do zbawczego dialogu z Odkupicielem wszystkich. Prowadzony przez Ducha w swojej misji miłości i służby, może on zaproponować spotkanie między Jezusem Chrystusem a ludami Azji, gdy poszukują one pełni życia. Tylko w takim spotkaniu jest możliwe odnalezienie wody żywej, która tryska ku życiu wiecznemu, a którą jest poznanie jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał (por. J 17, 3).
Kościół jest świadomy, że może wypełnić swoją misję jedynie będąc posłuszny natchnieniom Ducha Świętego. Przeznaczony do tego, by być autentycznym znakiem i narzędziem działania Ducha w różnorodnych rzeczywistościach Azji, musi on rozeznawać Jego wezwania, by być świadkiem Jezusa Zbawiciela w nowy i skuteczny sposób, biorąc pod uwagę złożony kontekst kontynentu. Pełna prawda o Jezusie oraz zbawienie, które przynosi, jest zawsze darem, a nigdy wynikiem ludzkich wysiłków. „Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, ze jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8, 16-17). Dlatego Kościół nieustannie woła: „Przyjdź, Duchu Święty! Napełnij serca Twoich wiernych i zapal w nich ogień Twojej miłości!”. Jest to ogień, który Jezus rzuca na ziemię. Kościół w Azji podziela Jego pragnienie, aby on teraz zapłonął na nowo (por. Łk 12, 49). Napełnieni tą nadzieją, Ojcowie synodalni usiłowali rozeznać główne obszary misji Kościoła w Azji w momencie, kiedy przekracza on próg nowego tysiąclecia.
Rozdział IV. Jezus Zbawiciel — Głoszenie daru
Prymat głoszenia
19. W przededniu trzeciego tysiąclecia w sercu każdego chrześcijanina na nowo rozbrzmiewa echem glos zmartwychwstałego Chrystusa: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Liczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18-20). Apostołowie, ufni w niezawodną pomoc samego Jezusa i obecność Ducha Świętego, wyruszyli niezwłocznie po dniu Pięćdziesiątnicy, aby wypełnić ten nakaz: „Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi” (Mk 16, 20). Treść ich zwiastowania ujmują zwięźle słowa św. Pawła: „Nie głosimy bowiem siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas - jako sługi wasze przez Jezusa” (2 Kor 4, 5). Kościół, ubogacony darem wiary, po dwóch tysiącach lat nadal wychodzi naprzeciw narodów świata, aby dzielić się z nimi Dobrą Nowiną Jezusa Chrystusa. Jest on wspólnotą płonącą pragnieniem misyjnym, aby Jezus był znany, miłowany i naśladowany.
Nie można mówić o prawdziwej ewangelizacji, jeśli nie przepowiada się wprost Jezusa jako Pana. Sobór Watykański II i Magisterium posoborowe, odpowiadając na pewne niejasności dotyczące prawdziwej natury misji Kościoła, wielokrotnie podkreślały prymat głoszenia Jezusa Chrystusa we wszelkiej działalności ewangelizacyjnej. Papież Paweł VI wyraźnie wypowiedział się w tej kwestii: „Nie ma prawdziwej ewangelizacji bez głoszenia imienia i nauki, życia i obietnic, królestwa i tajemnicy Jezusa Nazareńskiego, Syna Bożego”. Tak czyniły przez wieki pokolenia chrześcijan. Z uzasadnioną chlubą Ojcowie synodalni wspomnieli, iż „wiele chrześcijańskich wspólnot w Azji w ciągu wieków zachowało wiarę mimo poważnych trudności, trwając przy tym duchowym dziedzictwie z heroiczną wytrwałością. Ów wielki skarb jest dla nich przedmiotem niezwykłej wagi i źródłem radości”.
Równocześnie uczestnicy Zgromadzenia Specjalnego wiele razy mówili o potrzebie odnowionego zaangażowania w głoszenie Jezusa Chrystusa właśnie na kontynencie, który był świadkiem początków owego przepowiadania dwa tysiące lat temu. Słowa Pawia Apostoła stają się tym bardziej wymowne, że tak wielu mieszkańców tego kontynentu nigdy nie spotkało osoby Jezusa w sposób wyraźny i świadomy: „Każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?” (Rz 10, 13-14). Zasadnicze pytanie, stojące obecnie przed Kościołem w Azji, brzmi: ,Jak dzielić się z naszymi azjatyckimi braćmi i siostrami tym strzeżonym przez nas darem, który zawiera wszystkie inne dary - Ewangelią Chrystusa?”.
Głoszenie Jezusa Chrystusa w Azji
20. Kościół w Azji tym bardziej pragnie podejmować zadanie przepowiadania, iż wie, że „za sprawą Ducha Świętego (...) istnieje już w jednostkach i w narodach oczekiwanie, jeśli nawet nieświadome, na poznanie prawdy o Bogu, o człowieku, o drodze do wyzwolenia z grzechu i ze śmierci”. Ta pilna potrzeba głoszenia nie wynika bynajmniej z impulsu właściwego sektom, ducha prozelityzmu czy poczucia wyższości. Kościół ewangelizuje, będąc posłuszny nakazowi Chrystusa i wiedząc, że każdy człowiek ma prawo usłyszeć Dobrą Nowinę Boga, który objawia i daje się w Chrystusie. Dawanie świadectwa o Jezusie Chrystusie jest najszczytniejszą służbą, jaką Kościół może świadczyć narodom Azji, ponieważ odpowiada ona na ich głęboką tęsknotę za Absolutem oraz odsłania prawdy i wartości, które zagwarantują ich integralny ludzki rozwój.
Kościół, głęboko świadomy złożoności tak wielu różnych sytuacji w Azji oraz „żyjąc prawdziwie w miłości” (Ef 4, 15), proklamuje Dobrą Nowinę z pełnym miłości szacunkiem i uznaniem dla słuchaczy. Głoszenie, które respektuje prawo sumienia, nie narusza wolności, gdyż wiara zawsze domaga się wolnej i osobistej odpowiedzi każdego”. Jednakże szacunek ten nie usuwa potrzeby wyraźnego przepowiadania Ewangelii w całej jej pełni. Zwłaszcza w kontekście bogactwa kultur i religii Azji trzeba zaznaczyć, że „ani wielki szacunek dla tych religii, ani złożoność podnoszonych problemów nie skłaniają Kościoła do zamilczenia przed niechrześcijanami orędzia Jezusa Chrystusa”. Podczas mojej wizyty w Indiach w 1986 r. jasno powiedziałem, że „stosunek Kościoła do innych religii jest nacechowany prawdziwym szacunkiem. Szacunek ten posiada dwa wymiary: jest to szacunek dla człowieka, który poszukuje odpowiedzi na najgłębsze pytania swojego życia, oraz szacunek dla działania Ducha w człowieku”. Również Ojcowie synodalni bez wahania rozpoznali w społeczeństwach, kulturach i religiach azjatyckich działanie Ducha, przez które Ojciec przygotowuje serca Azjatów na pełnię życia w Chrystusie.
Jednakże już nawet w czasie konsultacji przedsynodalnych wielu biskupów azjatyckich wspomniało o trudnościach w głoszeniu Jezusa jako jedynego Zbawiciela. Podczas Zgromadzenia sytuację tę opisano następująco: „Niektórzy wyznawcy wielkich religii Azji nie mają problemów z przyjęciem Jezusa jako jednego z objawień boskości albo absolutu lub też jako «oświeconego». Jest dla nich jednak trudne dostrzegać w Nim jedyne objawienie boskości”. Rzeczywiście, zadanie przekazywania daru wiary w Jezusa jako jedynego Zbawiciela wiąże się z trudnościami natury filozoficznej, kulturowej i teologicznej, zwłaszcza w świetle wierzeń wielkich religii azjatyckich, głęboko splecionych z wartościami kultury oraz specyficznymi światopoglądami.
W opinii Ojców synodalnych sytuację pogarsza fakt, iż Jezus często jest postrzegany jako obcy Azji. Jest paradoksem, że większość Azjatów uważa Jezusa - narodzonego na ziemi azjatyckiej - raczej za postać bardziej zachodnią niż azjatycką. Na głoszenie Ewangelii przez misjonarzy z Zachodu nieuchronnie miały wpływ kultur)', z których się wywodzili. Ojcowie synodalni uznali to za nieunikniony fakt w historii ewangelizacji. Jednocześnie skorzystali z sytuacji, aby „w szczególny sposób wyrazić wdzięczność wszystkim misjonarzom i misjonarkom, duchownym i świeckim, zagranicznym i miejscowym, którzy przynieśli orędzie Jezusa Chrystusa oraz dar wiary. Specjalne podziękowanie musi być także skierowane do tych wszystkich Kościołów partykularnych, które wysyłały i wciąż wysyłają misjonarzy do Azji”.
Odwagę ewangelizatorów może umocnić doświadczenie św. Pawła, który prowadził dialog z filozoficznymi, kulturalnymi i religijnymi wartościami swoich słuchaczy (por. Dz 14, 13-17; 17, 22-31). Nawet sobory powszechne, które ustalały formuły doktrynalne obowiązujące Kościół, musiały używać dostępnych im środków lingwistycznych, filozoficznych i kulturowych. W ten sposób środki te stały się także własnością całego Kościoła, który jest w stanie wyrazić swoją doktrynę chrystologiczną w sposób odpowiedni i powszechny. Są one częścią dziedzictwa wiary, która musi być przyjmowana i przekazywana w dalszym ciągu w spotkaniu z różnymi kulturami. Tak więc najważniejsze wyzwanie stanowi zadanie głoszenia Jezusa w sposób, jaki umożliwi ludom Azji utożsamienie się z Nim, będąc wiernym zarówno teologicznej doktrynie Kościoła, jak i własnym korzeniom azjatyckim.
Przedstawienie Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela domaga się następującej po nim pedagogii, która będzie wprowadzała ludzi, krok po kroku, do pełnego przyswojenia tej tajemnicy. W sposób oczywisty, pierwsza ewangelizacja niechrześcijan oraz dalsze głoszenie Jezusa wierzącym muszą być odmienne w swoim podejściu. W pierwszym przepowiadaniu, przykładowo, „przedstawienie Jezusa Chrystusa może być dokonane w kontekście wypełnienia tęsknot wyrażonych w mitologiach i folklorze narodów azjatyckich”. Z reguły należy dawać pierwszeństwo metodom narracyjnym, bliskim azjatyckim formom kultury. Rzeczywiście, proklamować Jezusa Chrystusa najbardziej owocnie można przez opowiadanie Jego historii, tak jak czynią to Ewangelie. Zawarte tam koncepcje ontologiczne, które zawsze należy zakładać i wyrażać, gdy głosi się Jezusa, mogą być dopełnione poprzez ukazanie perspektyw bardziej relacyjnych, historycznych czy nawet kosmicznych. Jak stwierdzili Ojcowie synodalni. Kościół musi być otwarty na nowe i nieprzewidywalne sposoby przedstawiania oblicza Jezusa w Azji.
Synod zaproponował, aby była prowadzona dalsza katecheza po „wprowadzającej pedagogii, z użyciem opowiadań, przypowieści i symboli, tak charakterystycznych dla azjatyckiej metodologii nauczania”. Działalność samego Jezusa pokazuje jasno wartość osobistego kontaktu, który wymaga od ewangelizatora zrozumienia sytuacji słuchacza, aby móc głosić w sposób przystosowany do jego poziomu dojrzałości oraz w odpowiedniej formie i języku. W tej perspektywie Ojcowie synodalni podkreślili wielokrotnie potrzebę ewagelizowania w sposób pobudzający wrażliwość ludów Azji i zaproponowali obrazy Jezusa, które byłyby zrozumiałe dla umysłów i kultur azjatyckich, a jednocześnie wierne Pismu Świętemu i Tradycji. Były wśród nich: „Jezus Chrystus jako Nauczyciel mądrości, Uzdrowiciel, Wyzwoliciel, Przewodnik duchowy, Oświecony, czuły Przyjaciel ubogich, Dobry Samarytanin, Dobry Pasterz, Posłuszny”. Jezus mógłby być przedstawiony jako wcielona Mądrość Boża, której łaska sprawia, że wydają owoc „nasiona” boskiej Mądrości, już obecnej w życiu, religiach i ludach Azji. Pośród tak wielkiego cierpienia narodów Azji może On być najlepiej ogłaszany jako Zbawiciel „dający sens tym, którzy doświadczają niewytłumaczalnego bólu i cierpienia”.
Wiara, którą Kościół ofiaruje swoim synom i córkom w Azji jako dar, nie może być ograniczona wymiarami rozumienia i wyrazu jakiejś jednej kultury ludzkiej. Przekracza ona te ograniczenia i w rzeczy samej stanowi wyzwanie dla wszystkich kultur, aby wzniosły się na nowy poziom rozumienia i wyrazu. Jednocześnie jednak Ojcowie synodalni byli w pełni świadomi naglącej potrzeby przedstawiania tajemnicy Chrystusa przez Kościoły lokalne w Azji swoim narodom zgodnie z ich wzorcami kulturowymi i sposobami myślenia. Wskazali, iż taka inkulturacja wiaty na ich kontynencie wymaga odkrywania na nowo azjatyckiego oblicza Jezusa i poszukiwania dróg, na których kultury Azji mogłyby w pełni zrozumieć powszechne zbawcze znaczenie misterium Jezusa i Kościoła. W obecnym czasie potrzeba wysiłku w celu dogłębnego zrozumienia ludów i ich kultur, którego przykład dali Giovanni da Montecorvino, Mateo Ricci czy Roberto de Nobili, aby wspomnieć tylko niektórych.
Wezwanie inkulturacji
21. Kultura jest przestrzenią życiową, w której człowiek spotyka się z Ewangelią. Tak jak kultura jest wynikiem życia i działalności grupy ludzkiej, podobnie osoby wchodzące w skład tej grupy są w dużej mierze ukształtowane przez kulturę, w której żyją. Gdy zmieniają się ludzie i społeczeństwa, kultura także zmienia się wraz z nimi. Kiedy przeobraża się kultura, również osoby i społeczności są przez nią przeobrażane. W tej perspektywie staje się jaśniejsze, dlaczego ewangelizacja i inkulturacja w sposób naturalny są ze sobą ściśle związane. Ewangelia i jej głoszenie nie są oczywiście identyczne z kulturą; są od niej niezależne. Jednak Królestwo Boże przychodzi do ludzi, którzy są mocno związani z kulturą, i budowanie tego Królestwa nie może uniknąć zapożyczania pewnych elementów ludzkich kultur. W tym kontekście Paweł VI nazwał rozdział między Ewangelią a kulturą dramatem naszych czasów, mającym głęboki wpływ zarówno na ewangelizację jak na kulturę.
Kościół, kiedy spotyka się z różnymi kulturami świata, nie tylko przekazuje swoje prawdy i wartości, odnawiając kultury od wewnątrz, lecz także czerpie z różnych kultur pozytywne elementy, jakie już się w nich znajdują. Drogą tą muszą podążać ewangelizatorzy, aby przedstawiać wiarę chrześcijańską i czynić ją częścią dziedzictwa kulturowego danego narodu. Różne kultury, na odwrót, oczyszczone i odnowione w świetle Ewangelii, mogą stać się autentycznym wyrazem jednej wiary chrześcijańskiej. „Ze swej strony przez inkulturację Kościół staje się bardziej zrozumiałym znakiem tego, czym jest, i coraz odpowiedniejszym narzędziem misji”. To włączanie się w kultury zawsze było częścią pielgrzymowania Kościoła w historii. Jednakże jest ono szczególnie pilne obecnie w wieloetnicznej, wieloreligijnej i wielokulturowej sytuacji Azji, gdzie chrześcijaństwo jest nadal zbyt często uważane jako obce.
Należy w tym miejscu przypomnieć to, co było wielokrotnie zaznaczone podczas Synodu, że Duch Święty jest pierwszym sprawcą inkulturacji wiary chrześcijańskiej w Azji. Ten sam Duch Święty, który prowadzi nas do całej prawdy, sprawia, że możliwy staje się owocny dialog z kulturowymi i religijnymi wartościami różnych narodów, wśród których w pewnym stopniu jest On obecny, dając ludziom dobrej woli siłę do pokonywania zła i podstępów Złego oraz rzeczywiście umożliwiając każdemu udział w misterium paschalnym w sposób znany Bogu. Obecność Ducha zapewnia, że dialog będzie prowadzony w prawdzie, szczerości, pokorze i wzajemnym poszanowaniu. „Kościół, przekazując innym Dobrą Nowinę o Odkupieniu, stara się rozumieć ich kulturę. Usiłuje poznać umysły i serca swoich słuchaczy, ich wartości i zwyczaje, problemy i trudności, nadzieje i pragnienia. Kiedy już pozna i zrozumie te różne wymiary kultury, może rozpocząć dialog zbawienia, może zaproponować - z szacunkiem, ale jasno i z przekonaniem -Dobrą Nowinę o Odkupieniu wszystkim, którzy w sposób wolny chcą słuchać i odpowiedzieć na nią”. Dlatego mieszkańcy Azji, którzy chcą przyjąć wiarę chrześcijańską jako swoją własną, mogą być pewni, że ich nadzieje, oczekiwania, niepokoje i cierpienia nie tylko są ogarnięte przez Jezusa, lecz stają się także miejscem, w którym dar wiar}' i moc Ducha wkraczają w najgłębsze centrum ich życia.
Zadaniem pasterzy, zgodnie z ich charyzmatem, jest prowadzić z rozeznaniem ów dialog. Ważną rolę w procesie inkulturacji mają do spełnienia również specjaliści w sprawach kościelnych i świeckich. Lecz w proces ten musi się zaangażować cały Lud Boży, gdyż życie Kościoła w całości musi ukazywać wiarę, którą się głosi i która jest przyjmowana. Dla zapewnienia poprawności tego, Ojcowie synodalni wyodrębnili pewne obszary, na które należy zwrócić szczególną uwagę: refleksję teologiczną, liturgię, formację kapłanów i osób konsekrowanych, katechezę oraz duchowość.
Kluczowe obszary inkulturacji
22. Synod zachęcił teologów, by kontynuowali swoje delikatne zadanie rozwijania inkulrurowanej teologii, zwłaszcza w dziedzinie chrystologii. Stwierdził, iż „tę teologię należy uprawiać z odwagą, wiernością wobec Pisma Świętego i Tradycji Kościoła, w zgodności z Magisterium i ze świadomością rzeczywistości duszpasterskich”. Również ja nalegam, aby teologowie działali w duchu jedności z pasterzami i ludem, którzy - w jedności z sobą, nigdy rozdzieleni - „odzwierciedlają autentyczny sensus [idei, którego nigdy nie należy tracić z oczu”. Prace teologiczne muszą mieć zawsze na uwadze wrażliwość chrześcijan, tak aby przez stopniowe wrastanie w inkulturowane formy wyrażania wiary ludzie nie byli narażeni na niebezpieczeństwo zamętu ani zgorszenia. W każdym przypadku inkulturacja musi być prowadzona w zgodności z Ewangelią i w jedności z wiarą Kościoła powszechnego, w pełnym posłuszeństwie kościelnej Tradycji i w perspektywie umacniania wiary u wiernych. Sprawdzianem prawdziwej inkulturacji jest to, czy osoby stają się bardziej oddane swojej wierze chrześcijańskiej dzięki wyraźniejszemu jej postrzeganiu oczyma własnej kultury.
Liturgia jest źródłem oraz szczytem całego życia i misji chrześcijańskiej. Jest ona zasadniczym środkiem ewangelizacji, zwłaszcza w Azji, gdzie wyznawcy różnych religii są tak przywiązani do kultu, ceremonii religijnych i pobożności ludowej. Liturgia Kościołów Wschodnich w dużej mierze była owocnie poddawana inkulturacji przez wieki wzajemnego przenikania się z otaczającą kulturą; trzeba jednak, aby Kościoły założone bardziej współcześnie były pewne, ze liturgia staje się coraz bardziej znaczącym źródłem pokarmu duchowego ich narodów poprzez mądre i skuteczne użycie elementów zaczerpniętych z kultur lokalnych. Jednak inkulturacja liturgiczna domaga się czegoś więcej niż tylko koncentracji na tradycyjnych kulturowych wartościach, symbolach i obrzędach. Istnieje potrzeba wzięcia pod uwagę także zmian w świadomości i postawach, spowodowanych pojawianiem się kultur sekularystycznych i konsumpcyjnych, które mają wpływ na azjatycką świadomość religijną i modlitewną. W żadnej autentycznej inkulturacji liturgicznej w Azji nie można również pomijać konkretnych potrzeb ubogich, migrantów, uchodźców, ludzi młodych oraz kobiet.
Narodowe i regionalne Konferencje Biskupów powinny ściślej współpracować z Kongregacją do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w poszukiwaniu skutecznych sposobów popierania właściwych form kultu w kontekście azjatyckim. Jest to współpraca zasadnicza, ponieważ święta liturgia wyraża i celebruje jedną wiarę wyznawaną przez wszystkich i - stanowiąc dziedzictwo całego Kościoła - nie może być ustalana przez Kościoły lokalne w oderwaniu od Kościoła powszechnego.
Ojcowie synodalni podkreślili szczególnie wagę słowa biblijnego w głoszeniu orędzia o zbawieniu narodom Azji, gdzie przepowiadane słowo odgrywa tak istotną rolę w zachowywaniu i przekazywaniu doświadczenia religijnego. W związku z tym istnieje potrzeba rozwijania skutecznego apostolatu biblijnego, aby zapewnić szersze upowszechnienie oraz bardziej intensywne, poparte modlitwą, użycie świętych tekstów wśród wiernych Kościoła w Azji. Ojcowie synodalni nalegali, aby były one podstawą wszelkich form przepowiadania misyjnego, katechezy, homilii i stylów duchowości”. Należy pobudzać i wspierać inicjatywy tłumaczenia Biblii na języki miejscowe. Formację biblijną powinno się uważać za ważny środek wychowania osób w wierze i przygotowania ich do zadania przepowiadania. Kursy biblijne zorientowane duszpastersko, z odpowiednim naciskiem na stosowanie nauki Pisma Świętego w złożonych rzeczywistościach życia w Azji, winny być wprowadzone do programów formacyjnych dla duchowieństwa, osób konsekrowanych i świeckich. Należy również upowszechniać znajomość Pisma Świętego wśród wyznawców innych religii. Słowo Boże ma naturalną moc dotykania serc ludzkich, ponieważ przez Pismo Duch Święty' objawia Boży plan zbawienia świata. Poza tym występuje podobieństwo między gatunkami narracyjnymi znajdującymi się w wielu księgach biblijnych a tekstami religijnymi typowymi dla Azji.
Innym kluczowym obszarem inkulturacji, od którego w wielkiej mierze zależy przyszłość tego procesu, jest formacja ewangelizatorów. W przeszłości formacja często przebiegała zgodnie ze stylem, metodami i programami przyniesionymi z Zachodu. Ojcowie synodalni, doceniając wkład, jaki wniósł ten styl formacji, za właściwy krok naprzód uznali wysiłki, jakie są podejmowane w ostatnich czasach, aby przystosować formację głosicieli do kontekstów kulturowych Azji. Seminarzyści powinni zdobyć, oprócz solidnych podstaw w naukach biblijnych i patrystycznych, także szczegółowe i pewne rozumienie teologicznego oraz filozoficznego dziedzictwa Kościoła, jak to podkreśliłem w Encyklice Fides et ratio. Na fundamencie tego przygotowania będą oni mogli czerpać korzyści z kontaktu z azjatyckimi tradycjami filozoficznymi i religijnymi. Ojcowie synodalni zachęcili też wykładowców i wychowawców seminaryjnych do szukania dogłębnego rozumienia elementów duchowości i modlitwy bliskich duszy azjatyckiej oraz do większego zaangażowania się w poszukiwanie pełniejszego życia przez narody Azji. Aby sprostać temu celowi, położono nacisk na potrzebę zapewnienia właściwej formacji personelu seminaryjnego”. Synod wyraził również troskę o formację zakonników i zakonnic, dając jasno do zrozumienia, że duchowość oraz styl życia osób konsekrowanych musi ukazywać wrażliwość na religijne i kulturowe dziedzictwo ludzi, wśród których one żyją i którym służą, zawsze biorąc pod uwagę konieczne rozeznanie, co jest zgodne z Ewangelią, a co nie. Ponadto, jako że inkulturacja Ewangelii dotyczy całego Ludu Bożego, rola świeckich ma znaczenie zasadnicze. To przede wszystkim oni są wezwani, aby, we współpracy z biskupami, duchowieństwem i osobami konsekrowanymi, przemieniać społeczeństwo przez napełnianie „umysłem Chrystusa” mentalności, zwyczajów, praw i struktur świata, w którym żyją”. Szersza inkulturacja Ewangelii na każdym poziomie społeczeństwa w Azji będzie w dużej mierze zależeć od odpowiedniej formacji, jaką Kościoły lokalne będą w stanie dać osobom świeckim.
Życie chrześcijańskie głoszeniem
23. Im bardziej wspólnota chrześcijańska jest zakorzeniona w doświadczeniu Boga, wypływającym z żywej wiary, tym bardziej wiarygodnie będzie mogła głosić innym wypełnienie Królestwa Bożego w Jezusie Chrystusie. Będzie to owocem wiernego słuchania słowa Bożego, modlitwy i kontemplacji, celebrowania misterium Jezusa w sakramentach, przede wszystkim w Eucharystii, oraz dawania przykładu prawdziwej komunii życia i dojrzałej miłości. Serce Kościoła partykularnego musi być skierowane na kontemplację Jezusa Chrystusa, Boga Wcielonego, i winno nieustannie dążyć do coraz ściślejszego zjednoczenia z Tym, którego misję kontynuuje. Misja jest działaniem iv kontemplacji i kontemplacją iv działaniu. Dlatego misjonarz, który nie posiada głębokiego doświadczenia Boga w modlitwie i kontemplacji, w swojej pracy misyjnej będzie miał niewielki wpływ duchowy i nie będzie osiągał znaczących wyników. To spostrzeżenie czerpię z mojej własnej posługi kapłańskiej, a - jak to napisałem w innym miejscu - kontakty z przedstawicielami niechrześcijańskich tradycji duchowych, zwłaszcza azjatyckich, utwierdziły mnie w przekonaniu, że przyszłość misji zależy w wielkiej mierze od kontemplacji. W Azji, będącej domem wielkich religii, gdzie jednostki i całe narody pragną doświadczenia Boga, Kościół jest wezwany, aby być Kościołem modlącym się, głęboko duchowym, nawet kiedy angażuje się w zaspokajanie doraźnych potrzeb ludzkich i społecznych. Wszyscy chrześcijanie potrzebują prawdziwie misjonarskiej duchowości modlitwy i kontemplacji.
Osoba autentycznie religijna łatwo zdobywa szacunek i naśladowców w Azji. Wysoko ceni się tam modlitwę, post i różne formy ascezy. Wyrzeczenie, umartwienie, pokora, prostota i milczenie są uważane za wielkie wartości przez wyznawców wszystkich religii. Aby nie oddzielać modlitwy od ludzkiego rozwoju, Ojcowie synodalni mocno podkreślili, ze „działanie na rzecz sprawiedliwości, miłosierdzia i niesienia pomocy jest wzajemnie powiązane z autentycznym życiem modlitwy oraz kontemplacji, i w rzeczywistości jest to ta sama duchowość, która stanowi źródło całej nasze] posługi ewangelizacyjnej”. W pełni przekonani o tym, jak bardzo w ewangelizacji Azji potrzebni są wiarygodni świadkowie, stwierdzili: „Dobra Nowina Jezusa Chrystusa może być głoszona jedynie przez tych, którzy przyjęli i zostali zainspirowani przez miłość Ojca do swoich dzieci, objawionej w osobie Jezusa Chrystusa. To przepowiadanie jest misją potrzebującą ludzi świętych, którzy swoim życiem sprawią, że Zbawiciel będzie znany i miłowany. Ogień można rozpalić tylko od czegoś, co już płonie. Podobnie skutecznie głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu w Azji można jedynie wówczas, gdy biskupi, kapłani, osoby zakonne i świeccy sami posiadają w sobie ogień miłości Chrystusa i płoną pragnieniem uczynienia wszystkiego, aby był On bardziej znany, mocniej kochany i gorliwiej naśladowany”. Chrześcijanie, którzy mówią o Chrystusie, muszą wcielać w swoje życie orędzie, które głoszą. W tym względzie jednak, wymaga uwagi szczególna okoliczność kontekstu azjatyckiego. Kościół zdaje sobie sprawę, że milczące świadectwo Życia nadal pozostaje jedynym sposobem proklamowania Królestwa Bożego w wielu miejscach w Azji, gdzie zabronione jest wyraźne przepowiadanie i brak jest wolności religijnej lub jest ona systematycznie ograniczana. Kościół świadomie żyje tym rodzajem świadectwa, widząc w nim „branie swojego krzyża” (por. Łk 9, 23), a jednocześnie wzywając i pilnie apelując do rządów, aby uznały wolność religijną jako fundamentalne prawo człowieka. Warto powtórzyć tu słowa Soboru Watykańskiego II: „Osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie”. W niektórych krajach azjatyckich to stwierdzenie musi dopiero być uznane i wprowadzone w życie. Jest zatem oczywiste, ze przepowiadanie Jezusa Chrystusa w Azji zawiera wiele złożonych aspektów, zarówno pod względem treści jak i metody. Ojcowie synodalni byli głęboko świadomi słusznej różnorodności podejść do głoszenia Jezusa, pod warunkiem, że sama wiara, którą się przyjmuje i przekazuje, jest respektowana w całej swej integralności. Synod stwierdził, że „ewangelizacja dzisiaj jest rzeczywistością zarazem żywą i dynamiczną. Posiada różne aspekty i elementy: świadectwo, dialog, głoszenie, katechezę, nawrócenie, chrzest, wprowadzenie do wspólnoty kościelnej, zakładanie Kościoła, inkulturację i integralny rozwój ludzki. Niektóre z tych elementów występują wspólnie, podczas gdy inne są kolejnymi etapami całościowego procesu ewangelizacji”. Jednak w całej działalności ewangelizacyjnej trzeba przepowiadać pełną prawdę o Jezusie Chrystusie. Akcentowanie pewnych aspektów niewyczerpanej tajemnicy Jezusa jest prawomocne i konieczne w stopniowym przedstawianiu Chrystusa człowiekowi, lecz niedopuszczalne jest naruszanie integralności wiary. Ostatecznie, przyjęcie wiary przez człowieka musi być oparte na pewnym rozumieniu osoby Jezusa Chrystusa, jaką przedstawia Kościół w każdym miejscu i czasie - Pana wszystkich, który jest „ten sam wczoraj, dziś i na wieki” (Hbr 13, 8).
Rozdział V. Komunia i dialog w służbie misji
Komunia i misja idą w parze
24. Zgodnie z odwiecznym planem Ojca, Kościół, przewidziany od początku świata, przygotowany w Starym Przymierzu, założony przez Chrystusa Jezusa i uobecniony w świecie przez Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, „podąża w pielgrzymce wśród prześladowań tego świata i pociech Bożych” do swojego spełnienia w chwale nieba. Ponieważ Bóg pragnie, „aby cały rodzaj ludzki utworzył jeden Lud Boży, zrósł się w jedno Ciało Chrystusa i scalił się w budowie jednej świątyni Ducha Świętego” , Kościół jest w świecie „widzialnym planem Bożej miłości wobec ludzkości, sakramentem zbawienia”. Nie może więc być on rozumiany zwyczajnie jako organizacja społeczna lub instytucja pomocy humanitarnej. Mimo iż w jego skład wchodzą ludzie grzeszni, Kościół musi być postrzegany jako uprzywilejowane miejsce spotkania między Bogiem a człowiekiem, które wybiera Bóg, aby objawić w nim tajemnice swojego życia wewnętrznego i przeprowadzać swój plan zbawienia świata.
Tajemnica Bożego planu miłości uobecnia się i wypełnia we wspólnocie osób, które zostały pogrzebane z Chrystusem w śmierci przez chrzest po to, aby tak jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca, mogły również kroczyć w nowości życia (por. Rz 6, 4). W sercu tajemnicy Kościoła znajduje się więź komunii, która jednoczy Chrystusa Oblubieńca ze wszystkimi ochrzczonymi. Przez tę żywą i życiodajną komunię „chrześcijanie nie należą do siebie, ale są własnością Chrystusa”. Zjednoczeni z Synem więzią miłości Ducha, chrześcijanie trwają w jedności z Ojcem, a z tego zjednoczenia wypływa komunia, którą tworzą oni wzajemnie między sobą przez Chrystusa w Duchu Świętym. Pierwszym celem Kościoła jest zatem być sakramentem wewnętrznego zjednoczenia człowieka z Bogiem oraz, ponieważ komunia ludzi między sobą jest zakorzeniona w tym zjednoczeniu z Bogiem, Kościół jest również sakramentem zjednoczenia rodzaju ludzkiego. W nim jedność ta już się rozpoczęła, a równocześnie jest on „znakiem i narzędziem” pełnej realizacji jedności, która ma nadejść.
Podstawowym wymogiem życia w Chrystusie jest to, że kto włącza się w komunię z Panem, powinien przynosić owoc: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15, 5). Jest to tak prawdziwe, że kto nie przynosi owocu, ten nie trwa w komunii: „Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, [Ojciec mój] odcina” (J 15, 2). Komunia z Jezusem, która tworzy komunię chrześcijan między sobą, jest warunkiem koniecznym, by przynosić owoc. Komunia z innymi zaś, będąca darem Chrystusa i Jego Ducha, jest najpiękniejszym owocem, jaki mogą wydać latorośle. W tym znaczeniu komunia i misja są ze sobą nierozdzielnie związane, „przenikają się i nawzajem implikują tak dalece, że komunia jest równocześnie źródłem i owocem misji: komunia jest misyjna, misja zaś służy komunii”.
Sobór Watykański II, posługując się teologią komunii, opisał Kościół jako pielgrzymujący Lud Boży, któremu w pewnym stopniu przyporządkowani są wszyscy ludzie. Na tej podstawie Ojcowie synodalni podkreślili tajemniczy związek między Kościołem a wyznawcami innych religii azjatyckich, stwierdzając, że są om „przyporządkowani [Kościołowi] w zróżnicowanym stopniu i w rozmaity sposób”. Pośród tylu różnych narodów, kultur i religii „życie Kościoła jako komunii nabiera większego znaczenia”. Posługa Kościoła na rzecz jedności ma zatem szczególnie istotne znaczenie w Azji, gdzie istnieje tak wiele napięć, podziałów i konfliktów spowodowanych różnicami etnicznymi, socjalnymi, kulturowymi, językowymi, ekonomicznymi oraz religijnymi. W tym kontekście Kościoły lokalne Azji, w jedności z Następcą Piotra, muszą dążyć do coraz głębszej komunii umysłów i serc przez ścisłą współpracę między sobą. Istotne dla misji ewangelizacyjnej są także ich stosunki z innymi Kościołami chrześcijańskimi i wspólnotami kościelnymi oraz z wyznawcami innych religii. Synod odnowił więc zobowiązanie Kościoła w Azji do działania na rzecz poprawy zarówno stosunków ekumenicznych jak dialogu międzyreligijnego, rozeznając, iż zasadniczymi zadaniami w misji ewangelizacyjnej Kościoła na tym kontynencie są: wprowadzanie jedności, dążenie do pojednania, tworzenie więzów solidarności, popieranie dialogu między religiami i kulturami, znoszenie uprzedzeń oraz budowanie zaufania pomiędzy narodami. Wymaga to od wspólnoty chrześcijańskiej szczerego rachunku sumienia, odwagi w poszukiwaniu pojednania i odnowionego zaangażowania w dialog. Na progu trzeciego tysiąclecia staje się oczywiste, iż zdolność Kościoła do ewangelizacji wymaga, aby z całym zaangażowaniem służył on sprawie jedności we wszystkich jej wymiarach, skoro komunia i misja idą w parze.
Komunia wewnątrz Kościoła
25. Biskupi biorący udział w Specjalnym Zgromadzeniu poświęconym Azji, zebrani wokół Następcy Piotra, wspólnie modląc się i pracując, uobecniali komunię Kościoła w całej bogatej złożoności Kościołów partykularnych, którym przewodzą w miłości. Moja obecność podczas sesji ogólnych Synodu była zarówno zachęcającą okazją, by dzielić radości i nadzieje, trudności i niepokoje biskupów, jak i intensywnym oraz głęboko przeżytym pełnieniem mojej własnej posługi. Właśnie w perspektywie komunii kościelnej powszechny autorytet Następcy Piotra jaśnieje bardziej, nie głównie jako władza jurydyczna nad Kościołami lokalnymi, lecz przede wszystkim jako prymat pasterski w służbie jedności wiary i życia całego Ludu Bożego. Ojcowie synodalni, w pełni świadomi, ze „urząd Piotrowy spełnia jedyną w swoim rodzaju służbę zapewniania i popierania jedności Kościoła” wyrazili swoje uznanie dla posługi, jaką w duchu komunii i kolegialności pełnią wobec Kościołów lokalnych dykasterie Kurii Rzymskiej oraz służba dyplomatyczna Stolicy Apostolskiej. Zasadniczym rysem tej posługi jest szacunek i wrażliwość, jakie owi bliscy współpracownicy Następcy Piotra okazują wobec prawowitego zróżnicowania Kościołów lokalnych oraz różnorodności kultur i ludów, z którymi mają kontakt.
Każdy Kościół partykularny musi być zakorzeniony w świadectwie komunii kościelnej, która konstytuuje samą jego naturę jako Kościoła. Ojcowie synodalni opisali diecezję jako wspólnotę wspólnot zgromadzoną wokół pasterza, gdzie duchowni, osoby konsekrowane i świeccy, wspomagani łaską Ducha Świętego, prowadzą „dialog życia i serca”. To głównie w diecezji wizja wspólnoty wspólnot może być zrealizowana pośród złożonych rzeczywistości socjalnych, politycznych, religijnych, kulturowych i ekonomicznych Azji. Komunia kościelna zakłada, że każdy Kościół lokalny winien stać się, jak go nazwali Ojcowie synodalni, „Kościołem uczestniczącym”, to znaczy Kościołem, w którym wszyscy żyją zgodnie z własnym powołaniem i pełnią właściwą sobie rolę. Aby tworzyć „komunię dla misji” i „misję komunii”, trzeba uznawać, rozwijać oraz owocnie wykorzystywać niepowtarzalny charyzmat każdego z członków. W szczególny sposób należy popierać większe zaangażowanie osób świeckich i konsekrowanych przy tworzeniu planów duszpasterskich oraz podejmowaniu decyzji, poprzez takie struktury uczestniczenia jak rady duszpasterskie czy zgromadzenia parafii.
W każdej diecezji parafia stanowi zwyczajne miejsce, w którym gromadzą się wierni, by wzrastać w wierze, przeżywać misterium komunii kościelnej i włączać się w misję Kościoła. Ojcowie synodalni zatem pilnie wezwali pasterzy, aby przedstawiali nowe i skuteczne metody duszpasterskie, by wszyscy, zwłaszcza ubodzy, czuli się rzeczywiście częścią parafii oraz całego Ludu Bożego. Opracowywanie planów duszpasterskich razem z wiernymi świeckimi winno stanowić normalną praktykę we wszystkich parafiach. Synod wyszczególnił ludzi młodych jako tych, którym „parafia powinna zapewnić większą możliwość budowania więzów bliskości i wspólnoty (...) poprzez organizowanie apostolstwa młodzieży i klubów młodych”. Nikt nie może być wykluczony a priori z pełnego uczestniczenia w życiu i misji parafii z racji społecznych, ekonomicznych, politycznych, kulturowych czy poziomu wykształcenia. Podobnie jak każdy uczeń Chrystusa posiada dar, którym może dzielić się ze wspólnotą, tak też wspólnota winna chętnie przyjmować i korzystać z daru każdego.
Pozostając w tym kontekście i czerpiąc z własnego doświadczenia duszpasterskiego, Ojcowie synodalni podkreślili wartość kościelnych wspólnot podstawowych jako skutecznego sposobu popierania jedności oraz uczestnictwa w parafiach i diecezjach, a także jako autentycznej siły ewangelizacyjnej. Te małe grupy pomagają wiernym żyć jako wierzące, modlące się i kochające wspólnoty na wzór pierwszych chrześcijan (por. Dz 2, 44-47; 4, 32-35). Ich celem jest pomagać swoim członkom żyć Ewangelią w duchu braterskiej miłości i służby, i dlatego stanowią one mocny punkt wyjścia do budowania nowego społeczeństwa, będącego wyrazem cywilizacji miłości. Razem z Synodem zachęcam Kościół w Azji do traktowania tych podstawowych wspólnot, tam gdzie to możliwe, jako pozytywny element w działalności ewangelizacyjnej Kościoła. Jednocześnie będą one w rzeczywistości skuteczne, o ile - jak napisał Paweł VI - będą trwały w jedności z Kościołem partykularnym i powszechnym, w szczerej komunii z pasterzami i Urzędem Nauczycielskim Kościoła, troszcząc się o oddziaływanie misyjne oraz nie ulegając izolacjonizmowi czy wykorzystywaniu przez ideologie. Obecność tych małych wspólnot nie znosi ani nie zastępuje oficjalnych instytucji i struktur, które są konieczne, aby Kościół wypełniał swoją misję.
Synod również docenił rolę ruchów odnowy w budowaniu wspólnoty, w tworzeniu możliwości bardziej osobistego doświadczenia Boga przez wiarę i sakramenty oraz we wspieraniu pomocą w procesie nawrócenia. Pasterze są odpowiedzialni za kierowanie, towarzyszenie i zachęcanie tych grup, by właściwie włączały się w życie oraz misję parafii i diecezji. Osoby zaangażowane w działalność stowarzyszeń i ruchów powinny służyć wsparciem Kościołowi lokalnemu, a nie uważać się za alternatywy wobec struktur diecezjalnych i życia parafialnego. Komunia się umacnia, gdy miejscowi liderzy tych ruchów współpracują z pasterzami w duchu miłości dla dobra wszystkich (por. 1 Kor 1, 13).
Solidarność między Kościołami
26. Owa komunia ad intra przyczynia się do budowania solidarności między samymi Kościołami partykularnymi. Kierowanie uwagi na potrzeby lokalne jest słuszne i niezbędne, lecz komunia domaga się od Kościołów partykularnych, aby były wzajemnie na siebie otwarte oraz współpracowały ze sobą, tak by w swojej różnorodności mogły zachować i jasno ukazywać więź komunii z Kościołem powszechnym. Komunia wzywa do wspólnego rozumienia i koordynacji w podejściu do misji, bez uprzedzeń wobec autonomii i praw Kościołów, zgodnie z ich poszczególnymi tradycjami teologicznymi, liturgicznymi bądź duchowymi. Jednakże historia pokazuje, jak podziały często raniły komunię Kościołów w Azji. W ciągu wieków relacje między Kościołami partykularnymi różnych jurysdykcji kościelnych, tradycji liturgicznych oraz stylów misjonarskich były nierzadko pełne napięć i trudności. Biskupi obecni na Synodzie przyznali, że nawet dzisiaj wewnątrz oraz pomiędzy Kościołami partykularnymi w Azji istnieją czasami nieszczęsne podziały, często związane z różnicami rytualnymi, językowymi, etnicznymi, kastowymi i ideologicznymi. Niektóre rany zostały częściowo zagojone, lecz brak jeszcze pełnego uzdrowienia. Uznając, że kiedy komunia jest osłabiona, świadectwo i działalność misyjna Kościoła na tym cierpią, Ojcowie zasugerowali powzięcie konkretnych kroków w celu umocnienia relacji pomiędzy Kościołami partykularnymi w Azji. Obok koniecznych duchowych wyrazów wsparcia i zachęty, zaproponowali oni bardziej sprawiedliwe rozmieszczenie duchowieństwa, skuteczniejszą solidarność finansową, wymianę kulturową i teologiczną oraz wzrost partnerstwa między diecezjami.
Regionalne i kontynentalne stowarzyszenia biskupów, szczególnie Rada Patriarchów Katolickich Środkowego Wschodu oraz Federacja Konferencji Episkopatów Azji pomagają wspierać jedność między Kościołami lokalnymi, a także zapewniają miejsca na spotkania w celu wspólnego rozwiązywania problemów duszpasterskich. Podobnie w całej Azji istnieje wiele ośrodków teologicznych i pastoralnych oraz centrów duchowości, które promują komunię i praktyczną współpracę. Musi być troską wszystkich, aby owe obiecujące inicjatyw)' rozwijały się nadal dla dobra zarówno Kościoła jak i społeczeństwa w Azji.
Katolickie: Kościoły Wschodnie
27. Sytuacja katolickich Kościołów Wschodnich, głównie na Środkowym Wschodzie i w Indiach, domaga się szczególnej uwagi. Od czasów apostolskich są one stróżami cennego dziedzictwa duchowego, liturgicznego i teologicznego. Ich tradycje oraz ryty, zrodzone z głębokiej inkulturacji wiary na ziemiach wielu krajów azjatyckich, zasługują na najwyższy szacunek. Razem z Ojcami synodalnymi wzywam wszystkich do uznania prawowitych zwyczajów i wolności tych Kościołów w kwestii dyscypliny oraz liturgii, jak wyraża to Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich. Zgodnie z nauką Soboru Watykańskiego II, istnieje pilna potrzeba pokonania lęków i błędnego rozumienia, jakie niekiedy się pojawiają między katolickimi Kościołami Wschodnimi a Kościołem łacińskim oraz wśród samych owych Kościołów, zwłaszcza odnośnie duszpasterstwa ich wiernych, także poza własnym terytorium. Jako dzieci jednego Kościoła, odrodzone do nowego życia w Chrystusie, wierzący są wezwani do podejmowania jakichkolwiek inicjatyw w poczuciu wspólnego celu, z zaufaniem i niegasnącą miłością. Nie można pozwolić, aby konflikty powodowały podział, lecz należy je rozwiązywać w duchu prawdy i z szacunkiem, ponieważ nie jest możliwe osiągnięcie żadnego dobra, jeśli nie płynie ono z miłości.
Te czcigodne Kościoły są bezpośrednio zaangażowane w dialog ekumeniczny z ich siostrzanymi Kościołami prawosławnymi. Ojcowie synodalni pilnie zachęcali, aby nadal podążały tą drogą. Mają one także cenne doświadczenia w dialogu międzyreligijnym, zwłaszcza z islamem. Może być to pomocne dla innych Kościołów w Azji i w innych miejscach. Jest jasne, że katolickie Kościoły Wschodnie posiadają ogromne bogactwo tradycji i doświadczenia, które mogą przynieść wielką korzyść całemu Kościołowi.
Dzieląc nadzieję i cierpienia
28. Ojcowie synodalni byli także świadomi potrzeby skutecznej jedności i współpracy z Kościołami lokalnymi obecnymi na azjatyckich terenach byłego Związku Radzieckiego, które obecnie odbudowują się w uciążliwych okolicznościach odziedziczonych po trudnym okresie historii. Kościół towarzyszy im w modlitwie, dzieląc ich cierpienia i nowe nadzieje. Zachęcam cały Kościół do służenia im wsparciem moralnym, duchowym i materialnym oraz bardzo potrzebnym personelem, zarówno duchownym, jak i świeckim, aby nieść pomoc owym wspólnotom w zadaniu przekazywania ludom tych ziem miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie.
W wielu częściach Azji nasi bracia i siostry w dalszym ciągu przeżywają wiarę doświadczając ograniczeń, a nawet zupełnego braku wolności. Ojcowie synodalni wyrazili szczególną troskę i współczucie tym cierpiącym członkom Kościoła. Wraz z biskupami azjatyckimi usilnie apeluję do naszych braci i sióstr w tych Kościołach doświadczających trudności, aby złączyli swoje cierpienia z cierpieniami ukrzyżowanego Pana, ponieważ i my, i oni wiedzą, że tylko krzyż, niesiony z wiarą i miłością, jest drogą do zmartwychwstania i nowego życia dla ludzkości. Zachęcam poszczególne narodowe Konferencje Episkopatów w Azji do założenia biura pomocy tym Kościołom. Zapewniam o ciągłej bliskości i trosce Stolicy Apostolskiej o tych wszystkich, którzy cierpią prześladowanie za wiarę w Chrystusa. Apeluję do rządów i przywódców narodów, aby przyjęli i realizowali programy gwarantujące wolność religijną wszystkim obywatelom.
Przy wielu okazjach Ojcowie synodalni zwracali swe myśli ku Kościołowi katolickiemu w Chinach kontynentalnych i modlili się o szybkie nadejście dnia, w którym nasi umiłowani chińscy bracia i siostry będą całkowicie wolni w wyznawaniu wiary w pełnej komunii ze Stolicą Piotrową oraz Kościołem powszechnym. Do was, drodzy chińscy bracia i siostry, kieruję tę gorącą zachętę: Nigdy nie pozwólcie, aby trudności i cierpienia pomniejszały wasze poświęcenie się Chrystusowi i oddanie swojemu wielkiemu narodowi. Synod dał tak że wyraz serdecznej solidarności z Kościołem katolickim w Korei i poparł „wysiłki katolików w celu świadczenia pomocy ludności Korei Północnej, pozbawionej minimalnych środków do życia, oraz dążenia do pojednania między dwoma krajami tego samego narodu, tego samego języka i tego samego dziedzictwa kulturowego”.
Podobnie Synod często wracał myślami do Kościoła w Jerozolimie, który zajmuje wyjątkowe miejsce w sercach wszystkich chrześcijan. Słowa proroka Izajasza rzeczywiście odbijają się echem w sercach milionów osób wierzących na całym świecie, dla których Jerozolima jest miejscem szczególnym i drogim: „Radujcie się razem z Jerozolimą, weselcie się z jej powodu wszyscy, którzy ją miłujecie! (...) Abyście z rozkoszą pili mleko z jej piersi pełnej chwały” (Iz 66, 10-11). Jerozolima, miejsce pojednania ludzi z Bogiem oraz między sobą, tak często jest miejscem konfliktu i podziału. Ojcowie synodalni wezwali Kościoły partykularne do solidarności z Kościołem w Jerozolimie przez dzielenie jego bólów, modlitwę za niego oraz współpracę z nim w służbie pokoju, sprawiedliwości i pojednania między dwoma narodami i trzema religiami obecnymi w Świętym Mieście. Ponawiam apel, który często kierowałem do przywódców politycznych i religijnych oraz do wszystkich ludzi dobrej woli, aby poszukiwali dróg do zapewnienia pokoju i integralności Jerozolimy. Jak już pisałem, jest moim gorącym życzeniem udać się tam z pielgrzymką, podobnie jak mój poprzednik Papież Paweł VI, aby modlić się w Świętym Mieście, gdzie Jezus Chrystus żył, umarł i zmartwychwstał, oraz odwiedzić miejsce, z którego Apostołowie wyruszyli w mocy Ducha Świętego, by głosić światu Ewangelię Jezusa Chrystusa.
Misja dialogu
29. Wspólnym tematem poszczególnych synodów „kontynentalnych”, które pomagały w przygotowaniu Kościoła do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, był temat nowej ewangelizacji Nowa epoka w głoszeniu Ewangelii ma zasadnicze znaczenie nie tylko dlatego, że po dwóch tysiącach lat większa część rodziny ludzkiej nadal nie uznaje Chrystusa, lecz również dlatego, że sytuacja, w jakiej Kościół i świat znajduje się na progu nowego tysiąclecia, stawia szczególnie trudne wyzwania wierze religijnej i wypływającym z niej prawdom moralnym. Prawie wszędzie istnieje tendencja do wspierania rozwoju i tworzenia dobrobytu bez odniesienia do Boga oraz redukowania wymiaru religijnego osoby ludzkiej do sfery prywatnej. Społeczeństwo pozbawione podstawowej prawdy o człowieku, to znaczy o jego związku ze Stwórcą i ze zbawieniem dokonanym przez Chrystusa w Duchu Świętym, może jedynie odchodzić coraz bardziej od prawdziwych źródeł życia, miłości i szczęścia. Ten kończący się wiek, naznaczony przemocą, niesie przerażające świadectwo tego, co może się stać, gdy porzuca się prawdę i dobro na rzecz dążenia do władzy i chęci panowania. Nowa ewangelizacja, jako wezwanie do nawrócenia, do łaski i do mądrości, jest jedyną prawdziwą nadzieją na lepszy świat i jaśniejszą przyszłość. Pytanie nie brzmi, czy Kościół ma coś istotnego do powiedzenia ludziom naszych czasów, lecz jak może to powiedzieć w sposób wyraźny i przekonujący!
W czasach Soboru Watykańskiego II mój poprzednik Papież Paweł VI stwierdził w Encyklice Ecclesiam suam, iż kwestia stosunków między Kościołem a światem współczesnym stanowi jedną z największych trosk naszych czasów. Napisał, że „jej istnienie oraz znaczenie i pilność nakładają na naszą duszę wielki ciężar, stanowią bodziec i stają się powołaniem”. Od Soboru Kościół konsekwentnie pokazuje, ze pragnie utrzymywać te stosunki w duchu dialogu. Pragnienie dialogu nie jest jednak tylko strategią pokojowego współistnienia między narodami; jest ono zasadniczą częścią misji Kościoła, ponieważ ma swe źródło w miłosnym dialogu zbawienia, w jaki Ojciec włącza ludzkość przez Syna w mocy Ducha Świętego. Kościół może wypełnić swą misję jedynie w sposób, w jaki Bóg działał w Jezusie Chrystusie: Stał się On człowiekiem, dzielił nasze ludzkie życie i mówił ludzkim językiem, aby przekazać swoje zbawcze orędzie. Dialog, jaki proponuje Kościół, opiera się na logice wcielenia. Dlatego nic innego jak gorąca i bezinteresowna solidarność inspiruje dialog Kościoła z ludnością Azji, która poszukuje prawdy w miłości.
Kościół, jako sakrament zjednoczenia całego rodzaju ludzkiego, nie może nie włączać się w dialog z wszystkimi ludźmi, w każdym czasie i miejscu. Odpowiadając na misję, którą otrzymał, nie lęka się spotykać z narodami świata, świadomy, iż jest „małą trzódką” pośród ogromnej rzeszy ludzkości (por. Łk 12, 32), lecz również zaczynem zakwaszającym ciasto świata (por. Mt 13, 33). Dialog Kościoła jest skierowany na pierwszym miejscu do tych, którzy podzielają jego wiarę w Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela. Następnie rozszerza się poza świat chrześcijański, ogarniając wyznawców wszystkich pozostałych tradycji religijnych, na podstawie tęsknot religijnych znajdujących się w każdym ludzkim sercu. Dialog ekumeniczny i dialog międzyreligijny stanowią prawdziwe powołanie Kościoła.
Dialog Ekumeniczny
30. Dialog ekumeniczny jest wyzwaniem oraz wezwaniem do nawrócenia dla całego Kościoła, zwłaszcza Kościoła w Azji, gdzie ludzie oczekują od chrześcijan bardziej wyraźnego znaku jedności. Aby wszystkie narody mogły zgromadzić się w łasce Bożej, trzeba przywrócić komunię między tymi, którzy przyjęli w wierze Jezusa Chrystusa jako Pana. Sam Jezus modlił się i nie przestaje wzywać do widzialnej jedności swoich uczniów, aby świat uwierzył, że posłał Go Ojciec (por. J 17, 21). Jednakże wola Pana, aby Jego Kościół stanowił jedno, oczekuje pełnej i odważnej odpowiedzi ze strony Jego uczniów.
W Azji - właśnie tam, gdzie liczba chrześcijan jest stosunkowo mała - podział jeszcze bardziej utrudnia pracę misjonarską. Ojcowie synodalni przyznali, ze „skandal podzielonego chrześcijaństwa jest wielką przeszkodą w ewangelizacji Azji”. Podział wśród chrześcijan jest faktycznie postrzegany jako antyświadectwo wobec Jezusa Chrystusa przez wielu Azjatów, którzy poszukują harmonii i jedności przez własne religie i kultury. Dlatego Kościół katolicki w Azji odczuwa pilną potrzebę działania na rzecz jedności z innymi chrześcijanami, zdając sobie sprawę, iż poszukiwanie pełnej komunii wymaga od każdego miłości, rozeznania, odwagi i nadziel. „Ekumenizm, aby był autentyczny i przynosił owoce, wymaga pewnych fundamentalnych dyspozycji ze strony wierzącego katolika: Na pierwszym miejscu - miłości, która objawia się w dobroci i żywym pragnieniu współpracy z wiernymi innych Kościołów i wspólnot kościelnych, gdziekolwiek to możliwe. Po drugie - wierności Kościołowi katolickiemu, jednak bez ukrywania ani zaprzeczania niedoskonałości niektórych jego członków. Po trzecie - ducha rozeznania, aby docenić wszystko, co jest dobre i godne pochwały. Wreszcie, potrzeba także szczerego pragnienia oczyszczenia i odnowy”.
Ojcowie synodalni, świadomi trudności nadal istniejących w stosunkach między chrześcijanami, jakimi są nie tylko uprzedzenia odziedziczone z przeszłości, lecz również sądy zakorzenione w głębokich przekonaniach dotyczących sumienia. ukazali także znaki polepszenia stosunków między niektórymi Kościołami chrześcijańskimi i wspólnotami kościelnymi w Azji. Katolicy i prawosławni, dla przykładu, często uznają jedność kulturową między sobą i mają poczucie dzielenia ważnych elementów wspólnej tradycji kościelnej. Kształtuje to solidną podstawę pod dalszy owocny dialog ekumeniczny w następnym tysiącleciu, które - w co ufamy i o co się modlimy - przyniesie ostateczne zniesienie podziałów powstałych w kończącym się tysiącleciu.
Na poziomie praktycznym Synod zaproponował, aby narodowe Konferencje Episkopatów w Azji zapraszały inne Kościoły chrześcijańskie do uczestnictwa w modlitwach i konsultacjach w celu odkrywania możliwości nowych struktur oraz stowarzyszeń ekumenicznych, by popierać jedność chrześcijan. Również pomocna jest sugestia Synodu, aby bardziej owocnie przezywać Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Zachęca się biskupów, aby zakładali i nadzorowali ekumeniczne ośrodki modlitwy i dialogu. Odpowiednia formacja ekumeniczna winna być zawarta w programach seminariów, domów formacyjnych oraz instytucji edukacyjnych.
Dialog międzyreligijny
31. W Liście apostolskim Tertio millenio adveniente wskazałem, że zbliżanie się nowego tysiąclecia staje się znakomitą sposobnością do dialogu międzyreligijnego i spotkań z przywódcami wielkich religii światowych. Kontakty, dialog i współpraca z wyznawcami innych religii są zadaniem, które Sobór Watykański II wyznaczył całemu Kościołowi jako obowiązek i wyzwanie. Podstawowe zasady owego poszukiwania pozytywnych relacji z innymi tradycjami religijnymi są ujęte w soborowej Deklaracji Nostra aetate, ogłoszonej 28 października 1965 r. Jest to Magna Carta dialogu międzyreligijnego naszych czasów. Z punktu widzenia chrześcijanina dialog międzyreligijny jest czymś więcej niż metodą popierania wzajemnego poznania i ubogacania się; jest on częścią misji ewangelizacyjnej Kościoła, wyrazem misji ad gentes. Chrześcijanie wnoszą do dialogu międzyreligijnego mocne przekonanie, że pełnia zbawienia pochodzi jedynie od Chrystusa oraz że wspólnota Kościoła, do której należą, jest zwyczajnym środkiem zbawienia. Powtarzam w tym miejscu to, co napisałem do V Zgromadzenia Plenarnego Federacji Konferencji Episkopatów Azji: „Chociaż Kościół z radością uznaje wszystko to, co jest prawdziwe i święte w religijnych tradycjach buddyzmu, hinduizmu i islamu jako odbicie tej prawdy, która oświeca wszystkich ludzi, nie umniejsza to jego obowiązku ani determinacji, by wytrwale głosić Jezusa Chrystusa, który jest «drogą i prawdą, i życiem» (...). Fakt, iż wyznawcy innych religii mogą otrzymywać łaskę Bożą i być zbawieni przez Chrystusa poza zwyczajnym środkiem, który On ustanowił, nie eliminuje wezwania do wiary i chrztu, które Bóg pragnie dla wszystkich ludzi”.
W procesie dialogu, jak już pisałem w Encyklice Redemptoris missio, „nie może być żadnej rezygnacji ani irenizmu, lecz wzajemne świadectwo dla wspólnego postępu na drodze poszukiwań i doświadczeń religijnych, a jednocześnie dla pokonania uprzedzeń, nietolerancji nieporozumień”. Jedynie ci, którzy posiadają wiarę dojrzałą i pewną, kwalifikują się do prowadzenia autentycznego dialogu międzyreligijnego. „Tylko chrześcijanie, którzy są głęboko zanurzeni w tajemnicy Chrystusa i którzy są szczęśliwi we wspólnocie wiary, mogą zaangażować się w dialog międzyreligijny bez niepotrzebnego ryzyka i z nadzieją na pozytywne owoce”. Jest zatem ważne, aby Kościół w Azji zapewniał odpowiednie wzorce dialogu międzyreligijnego - ewangelizacji w dialogu i dialogu dla ewangelizacji - oraz właściwe przygotowanie tych, którzy się weń angażują.
Po zwróceniu uwagi na konieczność mocnej wiary w Chrystusa w dialogu międzyreligijnym, Ojcowie synodalni mówili o potrzebie dialogu życia i serca. Wyznawcy Chrystusa muszą mieć ciche i pokorne serce swojego Mistrza, nigdy dumne, nigdy wynoszące się nad innych, gdy spotykają się z partnerami dialogu (por. Mt 11, 29). „Stosunki międzyreligijne najlepiej rozwijają się w kontekście otwartości na innych wyznawców, woli słuchania oraz pragnienia okazania szacunku i zrozumienia innych z ich różnicami. Do tego wszystkiego konieczna jest miłość bliźniego. Owocem tego będzie współpraca, harmonia i wzajemne ubogacenie”.
W celu udzielenia wskazań tym, którzy są zaangażowani w proces dialogu, Synod zaproponował, aby zostało wydane dyrektorium dialogu międzyreligijnego. Podczas gdy Kościół poszukuje nowych dróg spotkania z innymi religiami, pragnę wspomnieć o niektórych formach dialogu, które już mają miejsce i przynoszą dobre rezultaty, jak wymiana między znawcami poszczególnych tradycji religijnych lub ich oficjalnymi przedstawicielami, współpraca na rzecz integralnego rozwoju człowieka czy ochrona wartości ludzkich i religijnych. Powtarzam również, jak ważne jest ożywienie modlitwy i kontemplacji w procesie dialogu. Osoby życia konsekrowanego mogą wnieść niezwykle znaczący wkład w dialog międzyreligijny poprzez świadczenie o żywotności wielkich chrześcijańskich tradycji ascezy i mistyki.
Pamiętne spotkanie między Kościołem katolickim a przedstawicielami innych religii świata, jakie odbyło się 27 października 1986 r. w Asyżu, mieście św. Franciszka, pokazuje, że osoby religijne, nie wyrzekając się swoich tradycji, mogą poświęcić się modlitwie i działaniu na rzecz pokoju i dobra ludzkości Kościół musi w dalszym ciągu podejmować wysiłki w celu zachowania i popierania na każdym szczeblu tego ducha spotkania oraz współpracy między religiami.
Komunia i dialog to dwa zasadnicze wymiary misji Kościoła, mające nieskończenie transcendentny wzór w misterium Trójcy, od której pochodzi każda misja i ku której musi być ona skierowana. Jednym z wielkich prezentów „urodzinowych”, jaki członkowie Kościoła, a zwłaszcza jego pasterze, mogą ofiarować Panu historii z okazji dwutysięcznej rocznicy Jego wcielenia, jest utwierdzenie ducha jedności i komunii na każdym poziomie życia kościelnego, odnowiona „święta duma” z ciągłej wierności Kościoła wobec tego, co zostało mu przekazane, oraz nowe zaufanie w niezmienną laskę i misję, która posyła go do narodów świata, by świadczył o zbawczej miłości i miłosierdziu Bożym. Tylko wówczas, gdy Lud Boży rozpozna dar, który w Chrystusie należy do niego, będzie mógł przekazywać ów dar innym przez głoszenie i dialog.
Rozdział VI. Służba na rzecz rozwoju ludzkiego
Nauka społeczna Kościoła
32. Kościół, służąc rodzinie ludzkiej, wychodzi naprzeciw wszystkim mężczyznom i kobietom bez różnicy, usiłując budować wraz z nimi cywilizację miłości, opartą na uniwersalnych wartościach pokoju, sprawiedliwości, solidarności i wolności, które odnajdują pełnię w Chrystusie. Wyraził to Sobór Watykański II w pamiętnych słowach: „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych; i nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie miałoby oddźwięku w ich sercu”. Kościół w Azji zatem, mając na uwadze ubogich i uciskanych tego kontynentu, jest wezwany do realizowania wspólnoty życia, która wyraża się szczególnie w służbie miłości wobec ubogich i bezbronnych.
Jeśli w ostatnich czasach Magisterium Kościoła coraz mocniej podkreślało potrzebę popierania autentycznego i integralnego rozwoju osoby ludzkiej , to czyniło to w odpowiedzi na rzeczywistą sytuację narodów świata, jak również na wzrastającą świadomość, że nie tylko działania jednostek, lecz również struktury życia społecznego, politycznego i ekonomicznego często zagrażają dobrobytowi ludzkiemu. Nierówności zakorzenione we wzrastającym rozdziale między tymi, którzy czerpią korzyści z coraz większych możliwości bogacenia się, jakie daje świat, a zepchniętymi na margines rozwoju wzywają do radykalnych zmian mentalności oraz struktur na korzyść osoby ludzkiej. Wielkim wyrwaniem moralnym związanym z rozwojem, jakie obecnie stoi przed narodami i społecznością międzynarodową, jest zdobycie się na odwagę nowej solidarności, zdolnej do podjęcia z wyobraźnią skutecznych kroków w celu przezwyciężenia zarówno nieludzkiego niedorozwoju jak i „nadrozwoju”, który dąży do zredukowania osoby do jednostki ekonomicznej w coraz bardziej agresywnym łańcuchu konsumpcji. Popierając te przemiany, „Kościół nie może zaofiarować technicznych rozwiązań”, lecz „daje swój pierwszy wkład w rozwiązanie pilnego problemu rozwoju, głosząc prawdę o Chrystusie, o sobie samym, o człowieku i stosując ją do konkretnej sytuacji”. Rozwój ludzki, mimo wszystko, nigdy nie jest zagadnieniem jedynie technicznym czy ekonomicznym; jest on zasadniczo zagadnieniem natury ludzkiej i moralnej.
Nauka społeczna Kościoła, która przedstawia całość zasad refleksji, kryteriów ocen oraz dyrektyw działania jest skierowana na pierwszym miejscu do członków Kościoła. Wierni zaangażowani w proces popierania rozwoju ludzkiego koniecznie powinni przyswoić sobie ten cenny zbiór nauk i uczynić go integralną częścią swojej misji ewangelizacyjnej. Ojcowie synodalni podkreślili istotne znaczenie umożliwienia wiernym solidnego przygotowania w dziedzinie nauki społecznej Kościoła we wszystkich rodzajach nauczania, a zwłaszcza w seminariach oraz domach formacyjnych. Chrześcijańscy liderzy kościelni i społeczni, szczególnie świeccy odpowiedzialni za życie publiczne, powinni otrzymać dobrą formację w tej dziedzinie, aby mogli inspirować i ożywiać zaczynem ewangelicznym społeczeństwo cywilne oraz jego struktury. Nauka społeczna Kościoła nie tylko uświadomi im ich obowiązki, lecz także da im wytyczne działania na rzecz ludzkiego rozwoju oraz uwolni ich od fałszywych koncepcji osoby i działalności ludzkiej.
Godność Osoby Ludzkiej
33. Pierwszym sprawcą oraz celem rozwoju nie jest pieniądz czy technologia, lecz osoba ludzka. Dlatego rozwój, jaki popiera Kościół, sięga o wiele dalej niż zagadnienia ekonomii i technologii. Rozpoczyna się on i kończy na integralności osoby ludzkiej stworzonej na obraz Boży oraz obdarzonej godnością i niezbywalnymi prawami, danymi jej przez Boga. Różne międzynarodowe deklaracje praw człowieka, a także liczne inicjatywy przez nie inspirowane są znakiem wzrastającej uwagi, jaką na poziomie światowym poświęca się godności osoby ludzkiej. Niestety, deklaracje te są w praktyce często łamane. Pięćdziesiąt lat po uroczystym ogłoszeniu Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka wielu ludzi nadal jest poddawanych najbardziej poniżającym formom wyzysku i manipulacji, w wyniku których stają się oni prawdziwymi niewolnikami silniejszych, ideologii, władzy ekonomicznej, nieludzkich systemów politycznych, technokracji lub agresywności środków społecznego przekazu.
Ojcowie synodalni byli głęboko świadomi stałego łamania praw człowieka w wielu częściach świata, a szczególnie w Azji, gdzie „całe miliony cierpią z powodu dyskryminacji, wyzysku, nędzy i marginalizacji”. Wyrazili oni potrzebę jasnego uświadomienia sobie przez cały Lud Boży w Azji wyzwania, jakiego nie można uniknąć ani odrzucić, zawierającego się w obronie praw człowieka oraz popieraniu sprawiedliwości i pokoju.
Perfekcyjna miłość wobec ubogich
34. Podejmując misję popierania ludzkiej godności, Kościół daje wyraz preferencyjnej miłości wobec ludzi ubogich i bez głosu, ponieważ Pan utożsamił się z nimi w szczególny sposób (por. Mt 25, 40). Miłość ta nie wyklucza nikogo, lecz zwyczajnie ukazuje priorytet służby, o jakim świadczy cala chrześcijańska tradycja. „Owa miłość preferencyjna oraz decyzje, do jakich pobudza, nie mogą nie obejmować wielkich rzesz głodujących, żebrzących, bezdomnych, pozbawionych pomocy lekarskiej, a nade wszystko nie mających nadziei na lepszą przyszłość; nie można nie brać pod uwagę istnienia tych rzeczywistości. Niezauważenie ich oznaczałoby upodobnienie się do «człowieka bogatego», który udawał, ze nie dostrzega żebraka Łazarza leżącego u bramy jego pałacu (por. Łk 16, 19-31)”. Odnosi się to zwłaszcza do Azji - kontynentu bogatych zasobów i wielkich cywilizacji - na którym jednak żyją jedne z najuboższych narodów na ziemi oraz ponad połowa ludności cierpi braki, nędzę i wyzysk. Ubodzy Azji i całego świata zawsze będą odnajdywać najlepsze motywy nadziei w ewangeliczny nakaz, aby miłować się wzajemnie, tak jak Chrystus nas umiłował (por. J 13, 34) i Kościół w Azji nie może nie dążyć szczerze, by wypełnić ten nakaz wobec ubogich słowem i czynem.
Solidarność z ubogimi staje się bardziej wiarygodna, jeśli sami chrześcijanie żyją prosto, naśladując przykład Jezusa. Prostota życia, głęboka wiara oraz prawdziwa miłość do wszystkich, szczególnie do ubogich i odrzuconych, są świetlanymi znakami Ewangelii wprowadzonej w czyn. Ojcowie synodalni wezwali katolików azjatyckich do przyjęcia stylu życia zgodnego z nauczaniem Ewangelii, aby mogli oni lepiej służyć misji Kościoła oraz aby on sam stawał się Kościołem ubogich i dla ubogich.
Kościół, ogarniając miłością ubogich Azji, troszczy się szczególnie o migrantów, o ludność tubylczą i plemienną, o kobiety oraz o dzieci, gdyż są to często ofiary najgorszych form wyzysku. Ponadto niezliczona rzesza osób jest dyskryminowana z powodu kultury, koloru skóry, rasy, kasty, statusu majątkowego lub sposobu myślenia. Odnosi się to także do tych, którzy są krzywdzeni, ponieważ nawrócili się na chrześcijaństwo. Włączam się do apelu Ojców synodalnych, skierowanego do wszystkich narodów, aby uznały prawo do wolności sumienia i religii oraz pozostałe podstawowe prawa człowieka.
W obecnych czasach Azja przeżywa bezprecedensowy napływ uchodźców, poszukujących azylu, emigrantów i robotników zagranicznych. Osoby te w krajach, do których przybywają, często doświadczają samotności, wyobcowania kulturowego, braków językowych oraz niepewności ekonomicznej. Potrzebują one pomocy i troski, aby zachować ludzką godność oraz własne dziedzictwo kulturalne i religijne. Kościół w Azji, mimo ograniczonych środków, wielkodusznie stara się stworzyć gościnny dom dla utrudzonych i obciążonych, wiedząc, że znajdą oni ukojenie w Sercu Jezusa, w którym nikt nie jest obcy (por. Mt 11, 28-29).
Niemal w każdym kraju azjatyckim istnieją duże społeczności rdzenne, z których niektóre żyją na najniższym szczeblu ekonomicznym. Synod kilkakrotnie stwierdził, że ludy pierwotne i plemienne często czują się przyciągnięte przez osobę Jezusa Chrystusa oraz przez Kościół, który jest wspólnotą miłości i służby. Otwiera to szerokie pole działania w dziedzinie edukacji i opieki zdrowotnej, jak również popierania uczestnictwa w życiu społecznym. Wspólnota katolicka musi zintensyfikować duszpasterstwo wśród członków tych społeczności, zwracając uwagę na ich troski i kwestie dotyczące sprawiedliwości, mające wpływ na ich życie. Zakłada to postawę głębokiego szacunku wobec ich tradycyjnych religii i wartości, a także potrzebę wsparcia ich w wysiłku pomocy samym sobie, aby potrafili pracować nad poprawą własnej sytuacji i stawali się ewangelizatorami swojej kultury i społeczeństwa.
Nikt nie może pozostać obojętny wobec cierpienia niezliczonej liczby dzieci azjatyckich, które są ofiarami wyzysku i przemocy nie do zaakceptowania, spowodowanych nie tylko złem, jakiego dopuszczają się jednostki, lecz często także będących bezpośrednią konsekwencją zdeprawowanych struktur społecznych. Ojcowie synodalni wymienili zatrudnianie dzieci do pracy, pedofilię i narkomanię jako krzywdy społeczne, które dotykają dzieci najbardziej bezpośrednio, oraz wyraźnie dostrzegli, iż te przejawy zła są pogłębiane przez inne, jak ubóstwo czy źle zaplanowane programy rozwoju narodowego. Kościół musi uczynić wszystko, co w jego mocy, aby przezwyciężać te problemy, działać na rzecz najbardziej wykorzystywanych i starać się prowadzić dzieci do miłości Jezusa, bo do takich należy królestwo Boże (por. Łk 18, 16).
Synod poświęcił specjalną uwagę kobietom, których sytuacja stanowi poważny problem na kontynencie azjatyckim, gdzie dyskryminacja i przemoc w stosunku do nich często ma miejsce w domach, miejscach pracy, a nawet w systemach prawnych. Analfabetyzm jest najbardziej rozprzestrzeniony wśród kobiet, a wiele z nich traktuje się zwyczajnie jak przedmioty w prostytucji, turystyce i przemyśle rozrywkowym. Kobiety w swojej walce przeciwko wszelkim. formom niesprawiedliwości i dyskryminacji powinny znaleźć sprzymierzeńca we wspólnocie chrześcijańskiej. Synod zaproponował zatem, aby Kościoły lokalne w Azji popierały, gdzie to możliwe, inicjatywy na rzecz obrony praw kobiet. Ich celem musi być wprowadzenie zmiany postaw przez właściwe rozumienie roli mężczyzny i kobiety w rodzinie, społeczeństwie i Kościele, przez większą świadomość pierwotnego uzupełniania się obu płci oraz wyraźniejsze docenienie istotnego znaczenia wymiaru kobiecego we wszystkich rzeczywistościach ludzkich. Wkład kobiet zbyt często był niedoceniany lub pomijany, czego skutkiem jest zubożenie duchowe ludzkości. Kościół w Azji może widoczniej i skuteczniej promować godność oraz wolność kobiet przez przywracanie im należnego miejsca w życiu Kościoła, także intelektualnym, jak również przez otwieranie im coraz większych możliwości obecności i uczestnictwa w swojej misji miłości i służby.
Ewangelia życia
35. Służba rozwojowi ludzkiemu rozpoczyna się od służby samemu życiu. Życie jest wielkim darem powierzonym nam przez Boga: On nam je daje i zadaje. Jesteśmy zatem stróżami życia, nie jego właścicielami. Otrzymujemy ów dar w sposób wolny i będąc za niego wdzięczni, nigdy nie możemy zaprzestać szanować go oraz bronić od jego początku aż do naturalnego kresu. Od momentu poczęcia życie ludzkie zawiera w sobie stwórcze działanie Boga i na zawsze pozostaje w szczególny sposób związane ze Stwórcą, który jest źródłem życia oraz jego jedynym kresem. Nie ma prawdziwego postępu, prawdziwego społeczeństwa cywilnego ani prawdziwego ludzkiego rozwoju bez poszanowania życia ludzkiego, szczególnie życia tych, którzy nie posiadają głosu, którym mogliby się bronić. Życie każdej osoby, również dziecka w łonie matki oraz człowieka chorego, upośledzonego czy podeszłego wiekiem, jest darem dla wszystkich.
Ojcowie synodalni w całości potwierdzili naukę Soboru Watykańskiego II oraz późniejszego Magisterium, w tym mojej Encykliki Evangelium vitae, dotyczącą świętości życia ludzkiego. Wzywam wraz z nimi wiernych w krajach, w których często używa się kwestii demograficznej jako argumentu za wprowadzeniem przerywania ciąży i programów sztucznej kontroli urodzeń, aby sprzeciwiali się „kulturze śmierci”. Mogą oni okazywać swoją wierność Bogu i oddanie sprawie promowania prawdziwego ludzkiego rozwoju przez popieranie i uczestniczenie w programach chroniących życie tych, którzy nie są w stanie bronić go sami.
Troska o zdrowie
36. Idąc śladami Jezusa Chrystusa, który okazywał współczucie każdemu i uzdrawiał „wszystkie choroby i wszystkie słabości” (Mt 9, 35), Kościół w Azji coraz bardziej oddaje się trosce o chorych, jako że jest to zasadnicza część jego misji obdarowywania zbawczą łaską Chrystusa całej osoby. Jak dobry Samarytanin z przypowieści (por. Łk 10, 29-37), Kościół chce otoczyć opieką chorych i niepełnosprawnych w konkretny sposób. szczególnie tam, gdzie na skutek nędzy i marginalizacji osoby są pozbawione podstawowej opieki medycznej.
Przy licznych okazjach, gdy odwiedzałem Kościół w różnych częściach świata, byłem głęboko poruszony nadzwyczajnym świadectwem chrześcijańskim, jakie dają zakonnicy i inne osoby konsekrowane, lekarze, pielęgniarki oraz pozostały personel medyczny, szczególnie ci, którzy pracują z niepełnosprawnymi lub chorymi terminalnie czy też są zaangażowani w zwalczanie rozprzestrzeniania się nowych chorób, takich jak AIDS. Chrześcijanie pracujący w służbie zdrowia są wezwani do bezinteresowności i poświęcenia w posłudze ofiarom narkomani oraz AIDS, którymi społeczeństwo często pogardza i których odrzuca. Liczne katolickie instytucje medyczne w Azji spotykają się z presją publicznych programów zdrowotnych nie opartych na zasadach chrześcijańskich, a wiele z nich dźwiga ciężar wciąż wzrastających trudności finansowych. Pomimo owych problemów, przykładna bezinteresowna miłość i pełen oddania profesjonalizm personelu sprawiają, ze instytucje te świadczą społeczności cenioną i godną podziwu służbę, jak również stanowią szczególnie widoczny i skuteczny znak nieustannej miłości Bożej. Trzeba zachęcać i wspomagać wspomnianych pracowników służby zdrowia w dobru, które czynią. Ich stałe zaangażowanie i skuteczność działania jest najlepszym sposobem zagwarantowania, by chrześcijańskie wartości i etyka przenikały głęboko do systemów opieki zdrowotnej na kontynencie azjatyckim i przemieniały je od wewnątrz.
Edukacja
37. W całej Azji zaangażowanie Kościoła na polu edukacji jest szerokie i szczególnie widoczne, dlatego stanowi ono kluczowy element jego obecności wśród ludów kontynentu. W wielu krajach szkoły katolickie odgrywają ważną rolę w ewangelizacji, inkulturacji wiary, uczeniu otwartości i szacunku, jak również popieraniu zrozumienia międzyreligijnego. Szkoły kościelne nierzadko dostarczają jedynej możliwości wykształcenia dziewczętom, mniejszościom plemiennym, ubogim mieszkańcom terenów wiejskich oraz dzieciom mniej uprzywilejowanym. Ojcowie synodalni byli przekonani o potrzebie rozszerzenia i rozwoju apostolstwa edukacji w Azji, ze zwróceniem szczególnej uwagi na znajdujących się w mniej korzystnej sytuacji, aby wszystkim można było pomóc w odnalezieniu właściwego miejsca jako pełni obywatele w społeczeństwie. Jak zaznaczyli Ojcowie, oznacza to, iż katolicki system edukacyjny będzie musiał być wyraźniej zwrócony w kierunku rozwoju ludzkiego, tworząc środowisko, w którym uczniom i studentom będzie się przekazywać nie tylko wiedzę formalną, lecz szerzej, całościową ludzką formację opartą na nauczaniu Chrystusa. Szkoły katolickie winny w dalszym ciągu być miejscami, gdzie można w sposób wolny przedstawiać i przyjmować wiarę. Podobnie uniwersytety katolickie, poza dążeniem do wysokiego poziomu akademickiego, z jakiego są już dobrze znane, muszą zachować wyraźną tożsamość chrześcijańską, aby były chrześcijańskim zaczynem w społecznościach azjatyckich.
Wprowadzenie pokoju
38. Pod koniec XX wieku światu nadal zagrażają siły rodzące konflikt i wojnę; Azja z pewnością nie jest również wyłączona spod ich wpływu. Wśród tych sił znajdują się nietolerancja i marginalizacja w każdej dziedzinie - społecznej, kulturowej, politycznej, a nawet religijnej. Dzień w dzień nowe fale gwałtu uderzają w jednostki i całe narody, a kultura śmierci, aby rozwiązać napięcia, ucieka się do nie dającej się usprawiedliwić przemocy. Wobec przerażającej sytuacji konfliktu w wielu częściach świata Kościół jest wezwany do głębokiego zaangażowania w międzynarodowe i międzyreligijne próby wprowadzania pokoju, sprawiedliwości i pojednania. Nalega on niezmiennie na rozwiązywanie konfliktów drogą negocjacji oraz nie uciekania się do interwencji zbrojnej, oczekując dnia, w którym narody odrzucą wojnę jako sposób dochodzenia roszczeń czy pokonywania różnic. Jest on przekonany, że wojna stwarza więcej trudności niż ich rozwiązuje, że dialog jest jedyną sprawiedliwą i szlachetną drogą do zgody i pojednania oraz że sztuka cierpliwego i mądrego wprowadzania pokoju cieszy się specjalnym Bożym błogosławieństwem.
Szczególnie niepokojący jest w Azji niekończący się wyścig zbrojeń, gromadzący broń masowej zagłady i będący niemoralnym marnotrawieniem budżetów narodowych, które w niektórych przypadkach nie mogą zaspokoić nawet podstawowych potrzeb ludności. Ojcowie synodalni mówili również o olbrzymiej ilości min lądowych w Azji, które okaleczyły i zabiły setki tysięcy niewinnych osób, degradując przy tym urodzajną ziemię, którą można by wykorzystać do produkcji żywności. Większe zaangażowanie na rzecz rozbrojenia jest odpowiedzialnością wszystkich, a zwłaszcza rządzących narodami. Synod wezwał do zaprzestania produkcji, handlu i użycia broni nuklearnej, chemicznej i biologicznej oraz pilnie zaapelował do odpowiedzialnych za rozmieszczenie min, aby pomogli w odnowie i przywracaniu poprzedniego stanu Nade wszystko Ojcowie synodalni modlili się do Boga, który zna głębię każdego ludzkiego sumienia, aby wlał pragnienie pokoju w serca tych, którzy odczuwają pokusę pójścia drogą przemocy, tak by wypełniła się wizja biblijna: „Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi me podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2, 4).
Podczas Synodu słyszano liczne świadectwa mówiące o cierpieniach mieszkańców Iraku oraz o śmierci wielu z nich, zwłaszcza dzieci, z powodu braku lekarstw oraz innych podstawowych środków do życia, na skutek przedłużającego się embargo. Pragnę wraz z Ojcami synodalnymi raz jeszcze wyrazić moją solidarność z ludnością Iraku oraz szczególną bliskość w modlitwie i nadziei z synami i córkami Kościoła w tym kraju. Synod modlił się, aby Bóg oświecił umysły i serca wszystkich, którzy są odpowiedzialni za sprawiedliwe rozwiązanie tego kryzysu, aby tak boleśnie już doświadczana ludność mogła być oszczędzona przed dalszymi cierpieniami i bólem.
Globalizacja
39. Rozważając temat zagadnienia ludzkiego rozwoju w Azji, Ojcowie synodalni uznali wagę procesu ekonomicznej globalizacji. Uznając jej liczne strony pozytywne, wskazali jednocześnie, iż globalizacja dokonuje się ze szkodą dla ubogich , wykazując tendencję do spychania krajów biedniejszych na margines międzynarodowych stosunków ekonomicznych i politycznych. Wiele narodów azjatyckich nie jest w stanie utrzymać się na światowym rynku ekonomicznym. Być może nawet bardziej znacząca jest globalizacja kultury, którą umożliwiają nowoczesne środki komunikacji i która szybko wciąga społeczności azjatyckie w globalną, zsekularyzowaną i materialistyczną, kulturę konsumizmu. jej rezultatem jest stopniowe niszczenie tradycyjnej rodziny i wartości społecznych, które dotychczas były podstawą narodów i społeczeństw. Wynika z tego jasno, że przywódcy narodów oraz organizacje popierające ludzki rozwój winny zająć się bardziej bezpośrednio etycznymi i moralnymi aspektami globalizacji.. Kościół nalega, „aby globalizacja dokonywała się w klimacie solidarności i nie prowadziła do marginalizacji. Z Ojcami synodalnymi wzywam Kościoły lokalne wszędzie, a zwłaszcza w krajach zachodnich, do wysiłku na rzecz zapewnienia, by społeczna nauka Kościoła wywierała właściwy wpływ na formułowanie etycznych i prawnych norm regulujących światowe wolne rynki oraz środki społecznego przekazu. Katoliccy liderzy i specjaliści powinni wpływać na rządy oraz instytucje finansowe i handlowe, aby uznawały i respektowały te normy.
Zadłużenie zagraniczne
40. Kościół, dążąc do sprawiedliwości w świecie nękanym przez nierówności społeczne i ekonomiczne, nie może być także obojętny wobec przytłaczającego ciężaru zadłużenia, z jego obecnymi i przyszłymi konsekwencjami, zaciągniętego przez wiele rozwijających się narodów Azji. W wielu przypadkach kraje te są zmuszone do zmniejszania wydatków na podstawowe potrzeby życiowe, jak żywność, opieka zdrowotna, polityka mieszkaniowa czy edukacja, aby móc spłacać długi międzynarodowym instytucjom finansowym i bankom. Oznacza to, iż wiele osób jest skazanych na życie w warunkach uwłaczających ludzkiej godności. Synod, świadomy złożonej natury problemu, dostrzegł, iż kwestia ta stanowi sprawdzian zdolności narodów, społeczeństw oraz rządów do przedkładania wartości ludzkiej osoby i życia milionów istnień ludzkich nad zysk ekonomiczny i korzyści materialne.
Zbliżanie się Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 jest sprzyjającą okazją dla Konferencji Episkopatów na świecie, zwłaszcza w krajach zamożniejszych, aby zachęcały międzynarodowe agencje finansowe i banki do rozważenia sposobów złagodzenia sytuacji zadłużenia międzynarodowego. Wśród środków bardziej oczywistych znajdują się powtórne negocjacje zadłużenia, z perspektywą zasadniczej redukcji lub zupełnego umorzenia, jak również tworzenie projektów finansowych i inwestycji w celu wsparcia gospodarki krajów uboższych. Ojcowie synodalni jednocześnie zwrócili się do krajów zadłużonych. Podkreślili potrzebę wypracowania poczucia odpowiedzialności narodowej, przypominając im o istotnym znaczeniu roztropnego planowania ekonomicznego, przejrzystości oraz dobrego zarządzania, a także zachęcili je do prowadzenia zdecydowanej walki przeciwko korupcji. Wezwali wszystkich chrześcijan w Azji do potępienia wszelkich form korupcji i rozkradania publicznego kapitału przez posiadających władzę polityczną. Obywatele krajów zadłużonych zbyt często odczuwali skutki marnotrawstwa i złego zarządzania u siebie, zanim padli ofiarą kryzysu zadłużenia zagranicznego.
Środowisko naturalnie
41. Kiedy rozwojowi ekonomicznemu i technologicznemu nie towarzyszy troska o równowagę ekosystemu, ziemia jest nieuchronnie narażona na poważną degradację środowiska, co wiąże się ze szkodliwymi skutkami dla człowieka. Jaskrawy brak poszanowania dla środowiska naturalnego będzie miał nadal miejsce, o ile ziemię i jej potencjał będzie się traktować zwyczajnie jako przedmioty doraźnego użycia i konsumpcji, którymi można manipulować przez nieokiełznaną chciwość. Jest obowiązkiem chrześcijan i wszystkich uznających Boga jako Stwórcę chronić środowisko przez przywracanie postawy szacunku dla całości stworzenia Bożego. Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą nie jako bezwzględny eksploatator, lecz jako rozumny i odpowiedzialny rządca. Ojcowie synodalni zwrócili się ze szczególnym apelem o większą odpowiedzialność ze strony przywódców narodów, prawodawców, przedsiębiorców oraz wszystkich, którzy są bezpośrednio zaangażowani w zarządzanie zasobami ziemi. Podkreślili oni potrzebę edukacji, zwłaszcza ludzi młodych, w dziedzinie odpowiedzialności za środowisko przez wprowadzanie ich w umiejętności zarządzania stworzeniem, które Bóg powierzył ludzkości. Ochrona środowiska nie jest jedynie kwestią techniczną, lecz również i nade wszystko zagadnieniem etycznym. Wszyscy mają moralny obowiązek troski o naturalne środowisko, nie tylko ze względu na własne dobro, ale także na dobro przyszłych pokoleń.
W podsumowaniu warto przypomnieć, że Ojcowie synodalni, wzywając chrześcijan do pracy i poświęcenia się służbie na rzecz rozwoju ludzkiego, oparli się na niektórych podstawowych intuicjach tradycji biblijnej i kościelnej. Starożytny Izrael niezwykle mocno podkreślał nierozerwalną więź istniejącą między kultem oddawanym Bogu a troską o ubogich, przedstawianych topicznie w Piśmie Świętym jako „sieroty, wdowy i cudzoziemcy” (por. Wj 22, 21-22; Pwt 10, 18; 27, 19), którzy w ówczesnym społeczeństwie byli najbardziej narażeni na akty niesprawiedliwości. W literaturze prorockiej wielokrotnie słychać powracające nawoływanie do sprawiedliwości, do należytego ładu w ludzkiej społeczności, bez czego nie jest możliwa prawdziwa cześć Boga (por. Iz 1, 10-17; Am 5, 21-24). W apelu Ojców synodalnych rozbrzmiewa zatem echo słów proroków napełnionych Duchem Bożym, który chce „miłości, nie krwawej ofiary” (Oz 6, 6). Jezus przyjął te słowa jako własne (por. Mt 9, 13), podobnie jak święci wszystkich czasów i miejsc. Rozważmy słowa św. Jana Chryzostoma: „Jeśli pragniesz oddać cześć Ciału Chrystusa, nie zapominaj o Nim, gdy jest w potrzebie. Nie czcij Go w kościele jedwabiem, jeśli na zewnątrz nie zauważasz, gdy jest zziębnięty i nagi. Ten bowiem, kto powiedział: «To jest ciało Moje», i sprawił to, co powiedział, mówił także: «Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść» (...). Cóż za pożytek, jeśli stół Chrystusa ozdabiają złote kielichy, podczas gdy On sam jest głodny. Daj najpierw jeść głodnemu, a dopiero z tego, co zostanie, ozdabiaj Jego stół”. W wezwaniu Synodu do rozwoju ludzkiego i sprawiedliwości w stosunkach ludzkich słychać głos, który jest zarazem stary i nowy. Jest stary, gdyż wznosi się z głębi tradycji chrześcijańskiej, która zapewnia ową głęboką harmonię zamierzoną przez Stwórcę; jest nowy, ponieważ odnosi się do obecnej sytuacji niezliczonej rzeszy współczesnych mieszkańców Azji.
Rozdział VII. Świadkowie Ewangelii
Kościół dający świadectwo
42. Sobór Watykański II nauczał jasno, że cały Kościół jest misyjny i że posługa na polu ewangelizacji jest obowiązkiem całego Ludu Bożego. Ponieważ cały Lud Boży jest przeznaczony, by głosić Ewangelię, ewangelizacja nigdy nie jest aktem indywidualnym i wyizolowanym. Jest ona zawsze zadaniem eklezjalnym, które musi być wypełniane w komunii z całą wspólnotą wiary. Misja jest jedna i niepodzielna, posiada to samo źródło i cel, ale w jej obrębie istnieją różne zadania i działania. W każdym przypadku jest rzeczą oczywistą, iż nie może być prawdziwego przepowiadania Ewangelii, jeśli chrześcijanie nie będą również dawać świadectwa życia zgodnego z orędziem, które głoszą: „Pierwszą formą świadectwa jest samo życie misjonarza, rodziny chrześcijańskiej i kościelnej wspólnoty, które uwidacznia nowy sposób postępowania (...). Wszyscy w Kościele, starając się naśladować Boskiego Mistrza, mogą i powinni dawać takie świadectwo, które w wielu wypadkach jest jedynym możliwym sposobem bycia misjonarzami”. Istnieje potrzeba autentycznego chrześcijańskiego świadectwa zwłaszcza obecnie, gdyż „człowiek współczesny bardziej wierzy świadkom, aniżeli nauczycielom, bardziej doświadczeniu, aniżeli doktrynie, bardziej życiu i faktom, aniżeli teoriom”. Z pewnością jest to prawdą w kontekście azjatyckim, gdzie bardziej przekonuje świętość życia niż argumenty rozumowe. Doświadczenie wiary i darów Ducha Świętego staje się zatem podstawą wszelkiej działalności misyjnej w miastach i wioskach, w szkołach i szpitalach, wśród niepełnosprawnych, migrantów i ludów plemiennych, jak też w popieraniu sprawiedliwości i praw człowieka. Każda sytuacja jest dla chrześcijan okazją do ukazywania, jaką moc posiada prawda Chrystusa w ich życiu. Dlatego Kościół w Azji, biorąc przykład z tylu misjonarzy, którzy w przeszłości dali ludności tego kontynentu heroiczne świadectwo miłości Bożej, usiłuje świadczyć o Jezusie Chrystusie i Jego Ewangelii z taką samą gorliwością. Misja chrześcijańska wymaga niemniejszego zaangażowania.
Ojcowie synodalni, świadomi misyjnego w swej istocie charakteru Kościoła oraz oczekując nowego wylania Ducha Świętego u początku nowego tysiąclecia, prosili, aby niniejsza posynodalna Adhortacja apostolska przedstawiła dyrektywy i wskazania dla pracujących na rozległym polu ewangelizacji w Azji.
Pasterze
43. Duch Święty jest tym, który uzdalnia Kościół do wypełnienia misji powierzonej mu przez Chrystusa. Jezus zanim rozesłał swoich uczniów, aby o Nim świadczyli, dał im Ducha Świętego (por. J 20, 22), który działał przez nich i poruszał serca słuchaczy (por. Dz 2, 37). Jest to prawdziwe również w stosunku do tych, których posyła On współcześnie. Z jednej strony wszyscy ochrzczeni, przez samą łaskę sakramentu, otrzymują zadanie uczestniczenia w kontynuowaniu zbawczej misji Chrystusa, do czego są zdolni właśnie dzięki temu, że miłość Boża rozlana jest w ich sercach przez Ducha Świętego, który został im dany (por. Rz 5, 5). Z drugiej zaś strony ta wspólna misja jest wypełniana w różnorodności specyficznych funkcji i charyzmatów w Kościele. Główną odpowiedzialność za misję Kościoła Chrystus powierzył apostołom i ich następcom. Biskupi, na mocy konsekracji i komunii hierarchicznej z Głową Kolegium Biskupów, otrzymują mandat i władzę nauczania, rządzenia oraz uświęcania Ludu Bożego. Zgodnie z wolą samego Chrystusa, Następca Piotra - skały, na której zbudowany jest Kościół (por. Mt 16, 18) - spełnia szczególną posługę jedności w Kolegium Biskupów. Biskupi zatem mają wypełniać swoją posługę w zjednoczeniu z Następcą Piotra, który jest gwarantem prawdziwości ich nauczania oraz ich pełnej komunii w Kościele. Kapłani, jako współpracownicy biskupów w dziele głoszenia Ewangelii, poprzez święcenia są wezwani, by być pasterzami trzody, głosicielami Dobrej Nowiny o zbawieniu oraz szafarzami sakramentów. Aby służyć Kościołowi, jak chce tego Chrystus, biskupi i kapłani potrzebują solidnej i ustawicznej formacji, która winna dostarczać im możliwości odnowy ludzkiej, duchowej i pastoralne], jak również uczestniczenia w kursach teologu, duchowości oraz nauk o człowieku. Ludność Azji potrzebuje dostrzegać w duchownych nie tylko pracowników charytatywnych i zarządców instytucji, lecz ludzi, których umysły i serca są skierowane na to, czego chce Duch (por. Rz 8, 5). Szacunek, jaki Azjaci okazują tym, którzy posiadają władzę, domaga się odpowiadającej mu przejrzystej postawy moralnej u sprawujących odpowiedzialne funkcje w Kościele. Duchowni świadczą z mocą o Ewangelii we wspólnotach, którym przewodzą w imię Chrystusa, poprzez życie modlitwy, gorliwą posługę i przykładne życie. Gorąco modlę się, aby wyświęceni słudzy Kościołów w Azji żyli i pracowali w duchu komunii i współpracy z biskupami oraz wszystkimi wiernymi, dając świadectwo miłości, o której Jezus powiedział, iż stanowi znak rozpoznawczy Jego uczniów (por. J 13, 35).
Szczególnie pragnę podkreślić troskę Synodu o formację tych, którzy mają pełnić posługę wychowawców i wykładowców w seminariach oraz na wydziałach teologicznych. Po dogłębnym przygotowaniu z zakresu nauk kościelnych i przedmiotów pokrewnych, powinni oni otrzymać specyficzną formację skupioną na duchowości kapłańskiej, sztuce kierownictwa duchowego oraz innych aspektach czekającego ich trudnego i delikatnego zadania wychowania przyszłych kapłanów. Jest to apostolat, którego znaczenie dla dobra i żywotności Kościoła nie ustępuje żadnemu innemu.
Życie konsekrowane i stowarzyszenia misyjne
44. W posynodalnej Adhortacji Vita Consecrata podkreśliłem ścisły związek między życiem konsekrowanym a misją. W swoim potrójnym wymiarze jako confessio Trinitatis, signum fraternitatis i seruińum caritańs, życie konsekrowane ukazuje w świecie Bożą miłość przez swoje szczególne świadectwo, jakie daje zbawczej misji, którą Jezus wypełnił przez swoją całkowitą konsekrację Ojcu. Kościół w Azji uznaje, ze całe jego działanie opiera się na modlitwie oraz zjednoczeniu z Bogiem, i dlatego darzy głębokim szacunkiem oraz ceni kontemplacyjne wspólnoty zakonne jako szczególne źródło siły i natchnienia. Idąc po linii zaleconej przez Ojców synodalnych, mocno zachęcam, by zakładano wspólnoty monastyczne i kontemplacyjne tam, gdzie to możliwe. W ten sposób - jak przypomina Sobór Watykański II - wysiłek budowania społeczności ziemskiej będzie mógł opierać się na Panu i ku Niemu się kierować, aby ci, którzy budują, nie trudzili się na próżno.
Poszukiwanie Boga, życie we wspólnocie braterskiej oraz służba innym są trzema głównymi cechami charakterystycznymi życia konsekrowanego, które współcześnie mogą stanowić pociągające świadectwo chrześcijańskie dla narodów azjatyckich. Specjalne Zgromadzenie poświęcone Azji pilnie zaapelowało do osób konsekrowanych, aby były świadkami powszechnego powołania do świętości oraz dawały tak chrześcijanom jak i niechrześcijanom inspirujący przykład bezinteresownej miłości do wszystkich, zwłaszcza do swoich najmniejszych braci i sióstr. W świecie, w którym często umniejsza się poczucie Bożej obecności, osoby konsekrowane muszą dawać przekonujące prorockie świadectwo prymatu Boga i życia wiecznego. Żyjąc we wspólnocie, świadczą one o wartości chrześcijańskiego braterstwa oraz o przemieniającej mocy Dobrej Nowiny. Ludzie wybierający życie konsekrowane są wezwani, by być przewodnikami w owym poszukiwaniu Boga, które zawsze nurtuje serce człowieka i które jest szczególnie widoczne w podejmowaniu różnych form ascezy i duchowości w Azji. W licznych tradycjach religijnych tego kontynentu osoby oddane życiu kontemplacyjnemu i ascetycznemu cieszą się wielkim szacunkiem, a ich świadectwo posiada szczególnie przekonującą moc. Ich życie we wspólnocie oraz świadectwo pokoju i milczenia może zainspirować innych do działań na rzecz większej harmonii w społeczeństwie. Podobne oczekiwania istnieją wobec osób konsekrowanych tradycji chrześcijańskiej. Ich milczący przykład ubóstwa i umartwienia, czystości i szczerości, poświęcenia i posłuszeństwa mogą stać się wymownym świadectwem, zdolnym dotknąć wszystkich ludzi dobrej woli i prowadzić do owocnego dialogu z otaczającymi kulturami i religiami, jak również z ubogimi i bezbronnymi. Życie konsekrowane staje się przez to uprzywilejowanym środkiem skutecznej ewangelizacji.
Ojcowie synodalni uznali wielką rolę, jaką zakony i zgromadzenia zakonne, instytuty misyjne i stowarzyszenia życia apostolskiego odegrały w ewangelizacji Azji w poprzednich wiekach. Synod wyraził im wdzięczność w imieniu Kościoła za ten olbrzymi wkład, a jednocześnie usilnie zachęcił, aby nadal niezachwianie trwały w swoim zaangażowaniu misyjnym. Włączam się do wezwania Ojców synodalnych skierowanego do osób konsekrowanych, aby odnowiły swój zapał w głoszeniu zbawczej prawdy Chrystusa. Każdy musi otrzymać odpowiednią formację i przygotowanie, skoncentrowane na Chrystusie oraz wierne ich pierwotnemu charyzmatowi, z akcentem położonym na osobiste uświęcenie i świadectwo. Ich duchowość i styl życia winny być wyczulone na dziedzictwo religijne ludzi, wśród których żyją i którym posługują. Osoby konsekrowane, z poszanowaniem swojego specyficznego charyzmatu, powinny włączać się w plan duszpasterski diecezji, w której pracują. Kościoły lokalne ze swej strony muszą wspierać ukazywanie ideału życia zakonnego i konsekrowanego, oraz rozwijać takie powołania. Wymaga to od każdej diecezji opracowania programu duszpasterstwa powołaniowego, w ramach którego wyznaczy się kapłanów i osoby zakonne do pracy wśród młodych, aby pomóc im usłyszeć i rozeznać Boże wezwanie.
W kontekście komunii Kościoła powszechnego, nie mogę nie wezwać Kościoła w Azji, aby posyłał misjonarzy, mimo że sam potrzebuje robotników w winnicy. Wyrażam swoje zadowolenie z faktu, iż w niektórych krajach azjatyckich założono niedawno misyjne instytuty życia apostolskiego, co ukazuje charakter misyjny Kościoła oraz odpowiedzialność Kościołów partykularnych w Azji za głoszenie Ewangelii całemu światu Ojcowie synodalni polecili „utworzenie w każdym Kościele lokalnym w Azji, tam gdzie jeszcze nie istnieją, misyjnych stowarzyszeń życia apostolskiego, odznaczających się specjalnym zaangażowaniem na rzecz misji ad gentes, ad exteros i ad vitam”. Taka inicjatywa z pewnością przyniesie obfite owoce nie tylko w Kościołach przyjmujących misjonarzy, lecz również w tych, które ich posyłają.
Świeccy
45. Jak wyraźnie wskazał Sobór Watykański II, powołanie osób świeckich umieszcza je w świecie, aby wykonywali właściwe sobie zadania, i tam są one wezwane, by szerzyć Ewangelię Jezusa Chrystusa. Przez łaskę i powołanie chrztu oraz bierzmowania, wszyscy świeccy są misjonarzami. Przestrzenią ich pracy misyjnej jest rozległy i złożony świat polityki, ekonomii, przemysłu, edukacji, środków przekazu, nauki, techniki, sztuki i sportu. W wielu krajach azjatyckich świeccy już posługują na sposób autentycznie misjonarski, wychodząc naprzeciw swoich rodaków, którzy inaczej nigdy nie nawiązaliby kontaktu z kapłanami czy zakonnikami. Wyrażam im wdzięczność w imieniu całego Kościoła, zachęcając jednocześnie wszystkich świeckich do spełniania właściwej im roli w życiu i misji Ludu Bożego jako świadkowie Chrystusa, gdziekolwiek się znajdują.
Zadaniem pasterzy jest zapewnić, aby świeccy zostali uformowani jako ewangelizatorzy zdolni do stawienia czoła wyzwaniom współczesnego świata, nie tylko przy pomocy światowej mądrości i skutecznych metod, ale z sercem odnowionym i umocnionym prawdą Chrystusową. Świadcząc o Ewangelii w każdej dziedzinie życia społecznego, wierni świeccy mogą odegrać niepowtarzalną rolę w zwalczaniu niesprawiedliwości i ucisku, do czego również muszą być odpowiednio przygotowani. W tym celu, razem z Ojcami synodalnymi, proponuję zakładanie na szczeblu diecezjalnym lub narodowym ośrodków formacji laikatu, aby przygotowywać świeckich do ich posługi misjonarskiej jako świadków Chrystusa w dzisiejszej Azji.
Ojcowie synodalni wyrazili szczególne zatroskanie o to, aby Kościół był Kościołem uczestniczącym, z którego nikt nie czułby się wyłączony, i stwierdzili, że wyjątkowo naglącą potrzebą jest szerszy udział kobiet w życiu i misji Kościoła w Azji. „Kobieta ma szczególną naturalną zdolność do przekazywania wiary - do tego stopnia, ze sam Jezus odwołał się do tej zdolności w głoszeniu Ewangelii. Miało to miejsce w przypadku Samarytanki, którą spotkał przy studni Jakuba i wybrał, aby była pierwszą krzewicielką nowej wiary poza terytorium żydowskim”. Aby zwiększyć zaangażowanie kobiet w Kościele, powinny być dla nich stworzone szersze możliwości uczestniczenia w kursach teologii i innych dziedzin wiedzy; mężczyzn w seminariach i domach formacyjnych należy natomiast uczyć, by widzieli w kobietach współpracowników w apostolstwie. Kobiety powinny być skuteczniej zaangażowane w programach pastoralnych, w diecezjalnych i parafialnych radach duszpasterskich oraz w synodach diecezjalnych. Ich zdolności i posługa winny być w pełni doceniane w dziedzinie służby zdrowia i edukacji, w przygotowaniu wiernych do sakramentów, budowaniu wspólnoty oraz wprowadzaniu pokoju. Jak zaznaczyli Ojcowie synodalni, obecność kobiet w misji miłości i służby, jaką wypełnia Kościół, walnie przyczynia się do przybliżenia mieszkańcom Azji, zwłaszcza ubogim i żyjącym na marginesie, oblicza Jezusa współczującego, który ma moc uzdrawiania i pojednania.
Rodzina
46. Rodzina jest zwyczajnym miejscem, w którym nowe pokolenia wzrastają ku osobistej i społecznej dojrzałości. W niej także spoczywa samo dziedzictwo ludzkości, ponieważ przez rodzinę z pokolenia na pokolenie przekazywane jest życie. Rodzina zajmuje bardzo ważne miejsce w kulturach azjatyckich, a wartości rodzinne, takie jak szacunek wobec rodziców, miłość i opieka nad starszymi i chorymi, miłość do dzieci oraz harmonia - jak zaznaczyli Ojcowie synodalni - są wysoko cenione we wszystkich kulturach i tradycjach religijnych Azji.
W perspektywie chrześcijańskiej rodzina jest „Kościołem domowym” (ecclesia domestica). Rodzina chrześcijańska, podobnie jak Kościół jako całość, powinna być miejscem, gdzie prawda ewangeliczna jest regułą życia oraz darem, który członkowie rodziny przekazują szersze] społeczności. Rodzina nie jest jedynie przedmiotem troski duszpasterskiej Kościoła; jest ona również jednym z najskuteczniejszych sprawców ewangelizacji w Kościele. Rodziny chrześcijańskie są wezwane do świadczenia o Ewangelii w obecnych, trudnych czasach i warunkach, kiedy to samej instytucji rodziny zagrażają wrogie siły. Aby móc ewangelizować w takich okolicznościach, rodzina chrześcijańska musi być prawdziwym „domowym Kościołem”, przeżywając swoje chrześcijańskie powołanie z pokorą i miłością.
Jak zaznaczyli Ojcowie synodalni, oznacza to, że rodzina powinna być aktywna w życiu parafii, uczestnicząc w sakramentach, szczególnie w Eucharystii i sakramencie pokuty, a także angażując się w służbę innym. Oznacza to również, że rodzice winni zadbać, by momenty, w których rodzina normalnie gromadzi się razem, były sposobnością do modlitwy, czytania i rozważania Biblii, odpowiednich rytuałów pod przewodnictwem rodziców oraz zdrowej rekreacji. Pomoże to rodzinie chrześcijańskiej stawać się ogniskiem ewangelizacji, gdzie każdy członek doświadcza Bożej miłości i przekazuje ją innym. Ojcowie synodalni uznali także rolę, jaką dzieci pełnią w ewangelizacji, zarówno w rodzinie jak i w szerszej wspólnocie. W przekonaniu, iż „przyszłość świata i Kościoła idzie poprzez rodzinę” ponownie przedstawiam do studium i realizacji to, co napisałem na temat rodziny w Adhortacji apostolskiej Familiaris consortio, wydanej po V Zwyczajnym Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów w 1980r.
Młodzież
47. Ojcowie synodalni byli szczególne uwrażliwieni na zagadnienie młodych w Kościele. Wiele złożonych problemów stojących obecnie przed ludźmi młodymi w zmieniającym się świecie azjatyckim skłania Kościół do przypomnienia im o ich odpowiedzialności za przyszłość społeczeństwa i Kościoła oraz do udzielenia im zachęty i wsparcia na każdym etapie, aby zagwarantować, iż będą gotowi podjąć tę odpowiedzialność. Kościół oferuje im prawdę Ewangelii jako radosną i wyzwalającą tajemnicę, którą należy znać, wprowadzać w życie i przekazywać z przekonaniem i odwagą.
Jeśli młodzi ludzie mają skutecznie podejmować misję, Kościół musi otoczyć ich odpowiednią troską duszpasterską. W porozumieniu z Ojcami synodalnymi zalecam, aby każda diecezja w Azji, o ile to możliwe, wyznaczyła duszpasterzy młodzieżowych lub przewodników, którzy prowadziliby formację duchową i apostolat młodzieży. Szkoły katolickie i parafie mają do spełnienia zasadniczą rolę w zapewnieniu całościowej formacji młodych, poprzez troskę o prowadzenie ich drogą prawdziwych uczniów Chrystusa i rozwijanie w nich ludzkich wartości, których wymaga misja. Zorganizowane duszpasterstwa młodzieży i kluby młodych mogą dawać doświadczenie chrześcijańskiej przyjaźni, tak ważne dla ludzi młodych. Parafia oraz stowarzyszenia i ruchy mogą pomóc młodym ludziom lepiej znosić napięcia społeczne przez oferowanie im nie tylko bardziej dojrzałego wzrostu w życiu chrześcijańskim, lecz również pomocy w postaci kierownictwa dotyczącego przyszłej kariery, szkoleń zawodowych i poradnictwa młodzieżowego.
Formacja chrześcijańska młodych ludzi w Azji powinna uznać, że nie są oni tylko przedmiotem duszpasterstwa Kościoła, lecz również „sprawcami i współpracownikami w misji Kościoła w jego rozlicznych apostolskich dziełach miłości i służby”. W parafiach i diecezjach winno się zatem zapraszać młodych, aby brali udział w organizowaniu inicjatyw, które dotyczą ich samych. Ich świeżość i entuzjazm, ich duch solidarności i nadziei może uczynić z nich sprawców pokoju w podzielonym świecie. W tym względzie radością napawa fakt uczestnictwa młodych ludzi w programach wymiany między Kościołami partykularnymi oraz poszczególnymi krajami w Azji i w innych miejscach, co przyczynia się do popierania dialogu międzyreligijnego i międzykulturowego.
Środki społecznego przekazu
48. W dobie globalizacji „środki społecznego przekazu osiągnęły takie znaczenie, że dla wielu są głównym narzędziem informacyjnym i formacyjnym, przewodnikiem i natchnieniem w zachowaniach indywidualnych, rodzinnych, społecznych. Przede wszystkim, nowe pokolenia wzrastają w świecie uwarunkowanym przez mass media”. Świat jest świadkiem wyłaniania się nowej kultury, która „rodzi się bardziej jeszcze aniżeli z przekazywanych treści, z samego faktu, że istnieją nowe sposoby przekazu z nowymi językami, nowymi technikami, nowymi postawami psychologicznymi”. Wyjątkowa rola, jaką odgrywają środki społecznej komunikacji w kształtowaniu świata, jego kultur i sposobów myślenia, wiedzie do gwałtownych i daleko idących zmian w społecznościach azjatyckich.
Również na ewangelizacyjną misję Kościoła mass media nieuchronnie wywierają głęboki wpływ. Ponieważ ich oddziaływanie nieustannie wzrasta nawet na oddalonych obszarach Azji, mogą one być niezwykle pomocne w głoszeniu Ewangelii w każdym zakątku kontynentu. Jednak nie wystarcza jedynie „używać ich do szerzenia orędzia chrześcijańskiego i Magisterium Kościoła, ale trzeba włączyć samo orędzie w tę «nową kulturę», stworzoną przez nowoczesne środki przekazu”. W tym celu Kościół potrzebuje zbadać możliwości całkowitego zintegrowania środków przekazu z planowaniem i działalnością duszpasterską, aby przez ich skuteczne użycie moc Ewangelii mogła docierać coraz dalej do jednostek i całych narodów, nasycając kultury azjatyckie wartościami królestwa.
Wraz z Ojcami synodalnymi wyrażam uznanie dla Radia Veritas Asia, jedynej stacji radiowej Kościoła w Azji o zasięgu kontynentalnym, za jej prawie trzydziestoletnią służbę ewangelizacyjną na falach eteru. Należy podjąć wysiłki, aby wzmocnić to wybitne narzędzie misji, przez właściwy dobór języków oraz pomoc personalną i finansową ze strony Konferencji Episkopatów i diecezji azjatyckich. Poza radiem, katolickie publikacje i agencje informacyjne mogą pomagać rozprzestrzeniać informacje oraz zapewniać stałą edukację i formację religijną na całym kontynencie. W miejscach, gdzie chrześcijanie stanowią mniejszość, mogą być one ważnym środkiem podtrzymywania i pielęgnowania poczucia tożsamości katolickiej oraz szerzenia znajomości katolickich zasad moralnych.
Podejmuję zalecenie Ojców synodalnych dotyczące ewangelizacji przez środki społecznego przekazu - „współczesny areopag” -w nadziei, że będą one służyły rozwojowi ludzkiemu oraz krzewieniu prawdy Chrystusa i nauki Kościoła. Byłoby pomocne, gdyby każda diecezja ustanowiła, w miarę możliwości, biuro komunikacji i mass mediów. Edukacja medialna, w tym krytyczna ocena produktu mediów, musi stanowić coraz bardziej znaczącą część formacji kapłanów, seminarzystów, zakonników, katechistów, specjalistów świeckich, uczniów i studentów szkół katolickich oraz wspólnot parafialnych. Biorąc pod uwagę szeroki wpływ i nadzwyczajne oddziaływanie środków masowego przekazu, katolicy winni współpracować z członkami innych Kościołów i wspólnot kościelnych oraz z wyznawcami innych religii w celu zagwarantowania miejsca duchowym i moralnym wartościom w mediach. Wraz z Ojcami synodalnymi zachęcam do rozwijania planów duszpasterskich dotyczących komunikacji na szczeblach narodowych i diecezjalnych, kierując się wskazaniami Instrukcji duszpasterskiej Aetatis novae, ze zwróceniem odpowiedniej uwagi na warunki panujące w Azji.
Męczennicy
49. Jakkolwiek ważne mogą być programy formacyjne i strategie ewangelizacyjne, ostatecznie to męczeństwo objawia światu samą istotę orędzia chrześcijańskiego. Samo słowo „męczennik” oznacza świadka, a ci, którzy przelali swą krew za Chrystusa, dali największe świadectwo prawdzie Ewangelii. W Bulli ogłaszającej Wielki Jubileusz Roku 2000 Incarnationis mysteńum podkreśliłem zasadnicze znaczenie pamięci o męczennikach: „Z psychologicznego punktu widzenia męczeństwo jest najwymowniejszym dowodem prawdziwości wiary, która może nadać ludzkie oblicze nawet najbardziej gwałtownej śmierci i ujawnia swe piękno podczas najokrutniej szych prześladowań”. Poprzez wieki Azja dala Kościołowi oraz światu wielki zastęp tych bohaterów wiary i z serca Azji wznosi się hymn uwielbienia: Te martyrum candidatus laudat exercitus. Jest to pieśń tych, którzy umarli za Chrystusa na ziemi azjatyckie) w pierwszych wiekach Kościoła, oraz radosny okrzyk mężczyzn i kobiet czasów bardziej współczesnych, jak św. Paweł Miki i towarzysze, św. Lorenzo Ruiz i towarzysze, św. Andrzej Dung Lac i towarzysze, św. Andrzej Kim Taegón i towarzysze. Niech potężny zastęp męczenników azjatyckich czasów starożytnych i współczesnych nigdy me przestaje uczyć Kościół w Azji, co oznacza dawać świadectwo Barankowi, w którego krwi wypłukali oni swoje białe szaty (por. Ap 7, 14)! Niech będą niezwyciężonymi świadkami prawdy, że chrześcijanie są wezwani, by zawsze i wszędzie nie ogłaszać nic innego jak moc krzyża Pańskiego! Niech krew męczenników Azji będzie teraz i zawsze posiewem nowego życia dla Kościoła w każdym zakątku tego kontynentu!
Zakończenie
Dziękczynienie i zachęta
50. Pod koniec tej posynodalnej Adhortacji apostolskiej, która, rozeznając słowo Ducha dla Kościołów w Azji (por. Ap 1, 11), usiłowała przedstawić owoce Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego Azji, pragnę w imieniu Kościoła wyrazić wdzięczność wam wszystkim, drodzy Bracia i Siostry w Azji, którzy wnieśliście jakikolwiek wkład w to ważne wydarzenie kościelne. W pierwszym rzędzie, raz jeszcze uwielbiamy Boga za bogactwo kultur, języków, tradycji i wrażliwości religijnych tego wielkiego kontynentu. Niech Bóg będzie błogosławiony za ludy Azji, tak bogate w swej różnorodności, jednocześnie zaś stanowiące jedno w swej tęsknocie za pokojem i pełnią życia. W szczególny sposób obecnie, w bezpośredniej bliskości dwutysięcznej rocznicy narodzenia Jezusa Chrystusa, dziękujemy Bogu za wybranie Azji na ziemskie mieszkanie Jego wcielonego Syna, Zbawiciela świata.
Nie mogę nie wyrazić uznania wobec biskupów Azji za ich głęboką miłość do Jezusa Chrystusa, Kościoła i ludów azjatyckich oraz za ich świadectwo komunii i wielkodusznego oddania się dziełu ewangelizacji. Jestem wdzięczny tym wszystkim, którzy tworzą wielką rodzinę Kościoła w Azji: duchowieństwu, zakonnikom i zakonnicom oraz innym osobom konsekrowanym, misjonarzom i misjonarkom, świeckim, rodzinom, młodzieży, rdzennym mieszkańcom, robotnikom, ubogim i cierpiącym. Głęboko w moim sercu szczególne miejsce zajmują ci chrześcijanie w Azji, którzy są prześladowani za wiarę w Chrystusa. Są oni ukrytymi filarami Kościoła, do których sam Jezus kieruje słowa pociechy: „Jesteście błogosławieni w królestwie niebieskim” (por. Mt 5, 10).
Słowa Jezusa dodają odwagi Kościołowi w Azji: „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12, 32). Wierzący w Chrystusa stanowią nadal niewielką mniejszość na tym największym i najliczniejszym kontynencie. Nie są jednak mniejszością pełną bojaźni, lecz posiadają żywą wiarę oraz nadzieję i moc, których źródłem może być tylko miłość. Z pokorą i odwagą wywierają oni wpływ na kultury oraz społeczeństwa Azji, a zwłaszcza na życie ubogich i bezbronnych, spośród których wielu nie wyznaje wiary katolickiej. Dla chrześcijan na całym świecie stanowią oni przykład gotowości, by przekazywać skarb Dobrej Nowiny „w porę i nie w porę” (2 Fm 4, 2). Znajdują oni silę w cudownej mocy Ducha Świętego, który pomimo ogólnie malej liczby członków Kościoła w Azji zapewnia, że ta obecność Kościoła jest jak zaczyn, który miesza się z mąką w cichy i ukryty sposób, aż wszystko się zakwasi (por. Mt 13, 33).
Narody Azji potrzebują Jezusa Chrystusa i Jego Ewagelii. Azja pragnie wody żywej, którą dać jej może tylko Jezus (por. J 4, 10-15). Uczniowie Chrystusa w Azji muszą zatem być oddani wypełnianiu misji otrzymanej od Mistrza, który obiecał być z nimi aż do końca świata (por. Mt 28, 20). Ufając Panu, który nie opuszcza tych, których powołuje, Kościół w Azji radośnie pielgrzymuje ku trzeciemu tysiącleciu. Jego jedyną radością jest ta, która płynie z przekazywania olbrzymiej rzeszy ludów azjatyckich wielkiego daru, jaki sam otrzymał - miłości Jezusa Zbawiciela. Jego jedynym pragnieniem jest kontynuować Chrystusową misję służby i miłości, aby wszyscy Azjaci „mieli życie, i mieli je w obfitości” (J 10, 10).
Modlitwa do Matki Chrystusa
51. Stojąc wobec tak trudnej misji, zwracamy się do Maryi, której, jak podkreślili Ojcowie synodalni, chrześcijanie w Azji okazują wielką miłość i nabożeństwo, czcząc Ją jako swoją Matkę i Matkę Chrystusa Na całym kontynencie azjatyckim rozsianych jest setki sanktuariów maryjnych, w których gromadzą się nie tylko katolicy, lecz również wyznawcy innych religii.
Maryi, która jest wzorem dla wszystkich uczniów i jasną Gwiazdą Ewangelizacji, zawierzam Kościół w Azji u progu trzeciego tysiąclecia ery chrześcijańskiej, ufając bezgranicznie, iż Jej ucho zawsze wysłuchuje, Jej serce zawsze przygarnia, a Jej modlitwa nigdy nie zawodzi:
Święta Maryjo. Córko Boga
Dziewicza Matko Zbawiciela i Matko nas wszystkich,
spójrz czule na Kościół swojego Syna
zasadzony na ziemi azjatyckiej.
Bądź jego Przewodniczką i Wzorem,
gdy wciąż podejmuje misję Twojego Syna,
misję miłości i służby w Azji.
Ty w pełni i dobrowolnie przyjęłaś wezwanie Ojca,
aby stać się Bożą Rodzicielką;
ucz nas oczyszczać nasze serca
ze wszystkiego, co nie pochodzi od Boga,
abyśmy również mogli zostać napełnieni
Duchem Świętym przychodzącym z wysoka.
Ty rozważałaś tajemnice woli Bożej
w cichości serca;
pomagaj nam podczas naszej drogi
rozpoznawać znaki potężnej prawicy Boga.
Ty poszłaś z pośpiechem do Elżbiety
i pomagałaś jej w dniach oczekiwania;
wyproś nam tego samego ducha gorliwości i służby,
gdy wypełniamy żądanie ewangelizacji.
Ty śpiewałaś chwałę Panu;
prowadź nas w radosnym głoszeniu wiary
w Chrystusa, naszego Zbawiciela.
Ty współczułaś potrzebującym
i prosiłaś za nimi Twojego Syna;
naucz nas, byśmy nigdy nie lękali się
mówić Jezusowi o świecie,
a światu o Jezusie.
Ty stałaś u stóp krzyża,
na którym Twój Syn oddał Ducha;
bądź Z nami gdy poszukujemy duchowej jedności
ze wszystkimi cierpiącymi, służąc im.
Ty trwałaś na modlitwie z uczniami w Wieczerniku;
pomóż nam oczekiwać na Ducha
i iść wszędzie tam, dokąd On nas poprowadzi.
Kościoła a przed siłami, które mu zagrażają. Pomagaj mu być prawdziwym obrazem
Trójcy Przenajświętsze/.
Módl się, aby przez miłość i służbę Kościoła
wszystkie ludy Azji mogły poznać
Twojego Syna, Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata,
i dzięki temu zakosztować radości życia w całej pełni.
Maryjo, Matko Nowego Stworzenia
i Matko Azji,
módl się za nami, swoimi dziećmi, teraz i zawsze!
W New Delhi, w Indiach, dnia 6 listopada 1999 roku, w dwudziestym drugim roku mego Pontyfikatu.
Jan Paweł II
Odwiedziny duszpasterskie stanowią bardzo ważny element posługi kapłańskiej. Ponieważ nie mamy żadnej kartoteki parafialnej, żadnego spisu parafian, postanowiliśmy wraz z księdzem Andrzejem Waszczukiem SDS, pójść do wszystkich rodzin w naszej parafii i spotkać się w ich domach. Wykorzystaliśmy istniejącą tradycję nazywaną w tym rejonie „poświęcenie domów i mieszkań”. Ten zwyczaj preferowany przez prawosławie, bywa często sprowadzony do „automatyzmu religijnego”, graniczącego niemal z magią. Prawosławny duchowny idzie z ogromnym naczyniem poświęconej wody, z dużym kropidłem, święci i błogosławi wszystko, co popadnie. Wchodząc do każdego domu, nie pyta o religię, o związek z kościołem, o sakramenty swięte, lecz automatycznie święci.
Do Biskupów,
do Kapłanów i Diakonów,
do Zakonników i Zakonnic
oraz wszystkich Wiernych
1. Na początku nowego tysiąclecia, gdy kończy się rok Wielkiego Jubileuszu, w którym świętowaliśmy uroczyście dwutysięczną rocznicę narodzin Chrystusa, i gdy przed Kościołem otwiera się nowy etap drogi, rozbrzmiewa w naszych sercach echo słów, jakimi pewnego dnia Jezus, skończywszy przemawiać do tłumów z łodzi Szymona, wezwał Apostoła, aby «wypłynął na głębię» na połów ryb: Duc in altum (Łk 5, 4). Piotr i jego pierwsi towarzysze zaufali słowu Chrystusa i zarzucili sieci. «Skoro to uczynili, zagarnęli (...) wielkie mnóstwo ryb» (Łk 5, 6).
Duc in altum! Dzisiaj te słowa skierowane zostają do nas i wzywają nas, byśmy z wdzięcznością wspominali przeszłość, całym sercem przeżywali teraźniejszość i ufnie otwierali się na przyszłość: «Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki» (Hbr 13, 8).
Kościół przeżywał w tym roku wielką radość, oddając się kontemplacji oblicza swego Oblubieńca i Pana. W szczególny sposób stał się też ludem pielgrzymującym, prowadzonym przez Tego, który jest «Wielkim Pasterzem owiec» (por. Hbr 13, 20). Z niezwykłym entuzjazmem, który ogarnął wielu jego członków, Lud Boży w Rzymie, podobnie jak w Jerozolimie i we wszystkich Kościołach lokalnych, przeszedł przez «Świętą Bramę», którą jest Chrystus. Do Niego, który jest celem historii i jedynym Zbawicielem świata, wznosiło się wspólne wołanie Kościoła i Ducha: «Marana tha -- Przyjdź, Panie Jezu» (por. Ap 22, 17. 20; 1 Kor 16, 22).
Nie sposób zmierzyć działania łaski, która w ciągu całego roku poruszała sumieniami. Z pewnością jednak «rzeka wody życia», nieustannie wypływająca «z tronu Boga i Baranka» (por. Ap 22, 1), rozlała się na cały Kościół. Jest to woda Ducha Świętego, która gasi pragnienie i odnawia (por. J 4, 14). Jest to litościwa miłość Ojca, która w Chrystusie została nam jeszcze raz objawiona i darowana. Na końcu tego roku możemy znów powtarzać z weselem odwieczne słowa wdzięczności: «Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo łaska Jego trwa na wieki» (Ps 118 [117], 1).
2. Pragnę zatem zwrócić się do was, moi drodzy i wraz z wami śpiewać hymn uwielbienia. Od początku mego Pontyfikatu myślałem o Roku Świętym 2000 jako o dacie przełomowej. Zdawałem sobie sprawę, że jego obchody będą opatrznościowym doświadczeniem, przez które Kościół zostanie wezwany -- w trzydzieści pięć lat od zakończenia ekumenicznego Soboru Watykanskiego II -- do refleksji nad kształtem swojej odnowy, aby dzięki temu mógł z nową energią podjąć swą misję ewangelizacyjną.
Czy Jubileusz osiągnął ten cel? Bóg widzi nasze wysiłki -- nasze ofiarne starania i nieuniknione ułomności. Nie możemy wszakże uchylić się od obowiązku dziękowania za «wielkie dzieła», jakich Bóg w nas dokonał. «Misericordias Domini in aeternum cantabo» (Ps 89 [88], 2).
Zarazem jednak wszystko, co wydarzyło się na naszych oczach, wymaga ponownego przemyślenia i w pewnym sensie odczytania, abyśmy mogli usłyszeć, co Duch powiedział do Kościołów w ciągu tego roku tak bogatego w przeżycia (por. Ap 2,7. 11. 17 i in.).
3. Przede wszystkim, drodzy Bracia i Siostry, winniśmy skupić uwagę na przyszłości, która nas czeka. Wielokrotnie w minionych miesiącach kierowaliśmy wzrok ku nowemu tysiącleciu, które się rozpoczyna, i przeżywaliśmy Jubileusz nie tylko jako wspomnienie przeszłości, ale jako proroczą zapowiedź przyszłości. Teraz należy czerpać ze skarbca otrzymanej łaski, przekładając ją z entuzjazmem na język postanowień i konkretnych programów działania. Do podjęcia tego zadania pragnę zachęcić wszystkie Kościoły lokalne. W każdym z tych Kościołów, gdy gromadzi się wokół swego biskupa na słuchaniu słowa we wspólnocie i na « łamaniu chleba» (por. Dz 2, 42), «prawdziwie obecny jest i działa jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół Chrystusowy».1 Przede wszystkim w tej konkretnej rzeczywistości każdego Kościoła tajemnica jednego Ludu Bożego zyskuje ów szczególny kształt, który zespala ją z określonym kontekstem i kulturą.
To zakorzenianie się Kościoła w czasie i przestrzeni odzwierciedla w istocie rzeczy dynamikę samego Wcielenia. Pora zatem, aby każdy Kościół, rozważając to, co Duch Święty powiedział do Ludu Bożego w tym szczególnym roku łaski, a właściwie w przeciągu całego okresu od Soboru Watykańskiego II do Wielkiego Jubileuszu, ocenił swoją gorliwość i z nowym zapałem podjął swą pracę duchową i duszpasterską. Wydając na zakończenie Roku Jubileuszowego niniejszy List, pragnę włączyć w dążenie do tego celu także moją posługę Piotrową, aby w Kościele jaśniała coraz bardziej różnorodność jego darów i jedność jego drogi.
I
Spotkanie z Chrystusem
dziedzictwo wielkiego jubileuszu
4. «Dzięki czynimy Tobie, Panie, Boże wszechmogący» (Ap 11, 17). W Bulli ogłaszającej Wielki Jubileusz wyrażałem nadzieję, że obchody dwutysiąclecia tajemnicy Wcielenia będą przeżywane jako «jeden nieprzerwany hymn uwielbienia Boga w Trójcy jedynego»2 i zarazem jako «czas pojednania i znak prawdziwej nadziei dla wszystkich, którzy wpatrują się w Chrystusa i w Jego Kościół».3 Doświadczenie roku jubileuszowego rozwijało się w tych właśnie najważniejszych wymiarach, osiągając w pewnych momentach szczególną głębię, co pozwoliło nam niejako dotykać ręką miłosiernej obecności Boga, od którego pochodzi «każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały» (Jk 1, 17).
Mam na myśli przede wszystkim wymiar uwielbienia. To z niego bowiem bierze początek każda autentyczna odpowiedź wiary na objawienie Boga w Chrystusie. Chrześcijaństwo jest łaską, jest niezwykłym darem Boga, który nie poprzestał na stworzeniu świata i człowieka, ale zechciał towarzyszyć w drodze swojemu stworzeniu, «wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał (...) przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna» (Hbr 1, 1-2).
W tych dniach! Tak, Jubileusz pozwolił nam odczuć, że dwa tysiące lat historii nie umniejszyły bynajmniej świeżości owego «dzisiaj», w którym aniołowie przynieśli pasterzom wspaniałą wieść o narodzinach Jezusa w Betlejem: «dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan» (Łk 2, 11). Mimo upływu dwóch tysiącleci pozostają w mocy słowa, którymi Jezus ogłosił swoją misję, przemawiając w nazaretańskiej synagodze do swoich zdumionych ziomków i odnosząc do siebie proroctwo Izajasza: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli» (Łk 4, 21). Minęły dwa tysiące lat, ale dla człowieka grzesznego, potrzebującego miłosierdzia -- a któż nim nie jest? -- wciąż źródłem pokrzepienia jest owo «dzisiaj» zbawienia, które na Krzyżu otworzyło bramy Królestwa Bożego dobremu łotrowi: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju» (Łk 23, 43).
Pełnia czasu
5. Dzięki zbieżności tego Jubileuszu z początkiem nowego tysiąclecia mogliśmy z pewnością wyraźniej dostrzec miejsce tajemnicy Chrystusa na rozległym tle historii zbawienia, nie ulegając bynajmniej milenarystycznym mrzonkom. Chrześcijaństwo jest religią zanurzoną w historii! Właśnie bowiem na płaszczyźnie historii Bóg zechciał zawrzeć przymierze z Izraelem i w ten sposób przygotować narodziny Syna z łona Maryi «w pełni czasu» (por. Ga 4, 4). W swojej tajemnicy boskiej i ludzkiej Chrystus stanowi fundament i centrum historii, jest jej sensem i ostatecznym celem. To przecież przez Niego, Słowo i obraz Ojca, «wszystko się stało» (por. J 1, 3; Kol 1, 15). Jego Wcielenie, uwieńczone tajemnicą paschalną i darem Ducha Świętego, jest pulsującym sercem czasu, jest tajemniczą godziną, w której Królestwo Boże przybliżyło się (por. Mk 1, 15), a nawet więcej -- zapuściło korzenie w naszej historii niczym ziarno zasiane po to, aby stało się wielkim drzewem (por. Mk 4, 30-32).
«Chwała Tobie, Jezu Chryste, Ty królujesz dziś i na wieki». Śpiewając tysiące razy tę pieśń, kontemplowaliśmy w minionym roku Chrystusa, jakiego ukazuje nam Apokalipsa: «Alfę i Omegę, Pierwszego i Ostatniego, Początek i Koniec» (por. Ap 22,13). Zaś kontemplując Chrystusa wielbiliśmy zarazem Ojca i Ducha, jedyną i niepodzielną Trójcę, niewypowiedzianą tajemnicę, w której wszystko ma początek i wypełnienie.
Oczyszczenie pamięci
6. Abyśmy mogli wnikać w tajemnicę czystszymi oczyma, w Roku Jubileuszowym silny akcent położony został na prośbę o przebaczenie. Dotyczyła ona nie tylko poszczególnych ludzi, którzy zastanawiali się nad własnym życiem, aby błagać o miłosierdzie i dar specjalnego odpustu, ale także całego Kościoła, który pragnął przypomnieć sobie wszystkie niewierności, jakimi w ciągu wieków wielu jego synów skaziło oblicze Oblubienicy Chrystusa.
Do tego rachunku sumienia przygotowywaliśmy się od dawna, świadomi, że skoro do Kościoła należą także grzesznicy, to jest on «święty i zarazem ciągle potrzebujący oczyszczenia».4 Konferencje naukowe pomogły nam skupić uwagę na zjawiskach z minionych dwóch tysiącleci, w których ewangeliczny duch nie zawsze jaśniał pełnym blaskiem. Nie sposób zapomnieć przejmującej Liturgii z 12 marca 2000 r., podczas której ja sam, wpatrując się w Bazylice św. Piotra w wizerunek Ukrzyżowanego, w imieniu Kościoła prosiłem o przebaczenie za grzechy wszystkich jego dzieci. To «oczyszczenie pamięci» dodało nam sił w drodze ku przyszłości i zarazem sprawiło, że z większą pokorą i czujnością przeżywamy naszą wierność Ewangelii.
Świadkowie wiary
7. Szczera postawa pokutna nie przeszkodziła nam jednak oddawać chwały Panu za wszystko, czego dokonał w kolejnych wiekach, zwłaszcza zaś w minionym stuleciu, wzbudzając w swoim Kościele wielką rzeszę świętych i męczenników. Dla niektórych z nich Rok Święty był także rokiem beatyfikacji lub kanonizacji. Świętość -- zarówno w życiu papieży, którzy są znanymi postaciami historycznymi, jak i w życiu skromnych wiernych świeckich i duchownych, pochodzących z wszystkich kontynentów globu -- okazała się rzeczywistością, która lepiej niż cokolwiek innego wyraża tajemnicę Kościoła. To wymowne orędzie, przemawiające bez słów, jest żywym objawieniem oblicza Chrystusa.
Z okazji Roku Świętego uczyniono też wiele, aby zgromadzić cenne pamiątki Świadków wiary XX wieku. Wspominaliśmy ich uroczyście 7 maja 2000 r. wraz z przedstawicielami innych Kościołów i Wspólnot kościelnych w sugestywnej scenerii Koloseum, które jest symbolem dawnych prześladowań. Tego dziedzictwa nie wolno roztrwonić, ale trzeba je uczynić przedmiotem nieustającego dziękczynienia i wytrwałego naśladowania.
Kościół pielgrzymujący
8. Idąc niejako śladami świętych przybywali do Rzymu, do grobów Apostołów, niezliczeni synowie Kościoła, pragnący dać świadectwo wiary, wyznać grzechy i uzyskać zbawcze miłosierdzie. W tym roku wielkie wrażenie wywarły na mnie nie tylko tłumy, które podczas różnych uroczystości wypełniały plac św. Piotra. Nierzadko przyglądałem się też uważnie długim szeregom pielgrzymów, oczekujących cierpliwie na przejście przez próg Drzwi Świętych. Usiłowałem sobie wyobrazić historię życia każdego z nich, złożoną z radości, lęków i cierpień; historię, w którą wszedł Chrystus i która w dialogu z Nim odnajdywała znów drogę nadziei.
Obserwując napływające nieustannie grupy wiernych dostrzegałem w nich jakby żywy obraz Kościoła pielgrzymującego, tego Kościoła, który -- jak powiada św. Augustyn -- kroczy «pośród prześladowań świata i pociech Bożych».5 Naszym oczom dostępna jest tylko zewnętrzna strona tego niezwykłego wydarzenia. Czyż bowiem zdoła ktoś zmierzyć wielkie dzieła łaski, jakie dokonały się w sercach? Wypada tu raczej przyjąć postawę milczącej adoracji, ufając pokornie w tajemnicze działanie Boga i wielbiąc Jego miłość, która nie zna końca: «Misericordias Domini in aeternum cantabo»!
Młodzież
9. Liczne spotkania jubileuszowe gromadziły bardzo różne kategorie osób, których naprawdę masowe uczestnictwo wystawiało czasem na próbę siły organizatorów i animatorów, zarówno kościelnych, jak i świeckich. Pragnę skorzystać ze sposobności, jaką jest ten List, aby przekazać wszystkim słowa serdecznego podziękowania. Niezależnie jednak od liczebności pielgrzymów wielokrotnie wzruszała mnie ich postawa głębokiej modlitwy, refleksji i komunii, jaką przejawiali zwykle podczas tych spotkań.
A jakże nie wspomnieć w szczególny sposób o pełnym radości i entuzjazmu zgromadzeniu młodzieży? Jeśli jakiś obraz Jubileuszu Roku 2000 mocniej niż inne utkwi nam w pamięci, to będzie to z pewnością obraz ogromnej rzeszy młodych, z którymi udało mi się nawiązać jak gdyby bezpośredni dialog, oparty na wzajemnej sympatii i na głębokim zrozumieniu. Toczył się on już od pierwszej chwili, gdy powitałem ich na placu św. Jana na Lateranie i na placu św. Piotra. Później widziałem ich przechadzających się tłumnie ulicami Rzymu, radosnych -- jak przystało na ludzi młodych -- ale zarazem zamyślonych, spragnionych modlitwy, poszukujących sensu życia i prawdziwej przyjaźni. Im samym i wszystkim, którzy ich widzieli, niełatwo będzie wymazać z pamięci tamten tydzień, w którym Rzym stał się «młody z młodymi». Nie sposób też zapomnieć liturgii eucharystycznej sprawowanej w Tor Vergata.
Kolejny raz młodzi okazali się szczególnym darem Ducha Bożego dla Rzymu i dla Kościoła. Istnieje pewna tendencja do pesymistycznego patrzenia na młodych ze względu na wszystkie ich problemy i słabości, z jakimi zmagają się we współczesnym społeczeństwie. Jubileusz Młodych był dla nas niejako «zaskoczeniem», bo pokazał nam obraz młodzieży, która wyraża głęboką tęsknotę za autentycznymi -- mimo możliwych dwuznaczności -- wartościami, mającymi swą pełnię w Chrystusie. Czyż to nie w Chrystusie kryje się sekret prawdziwej wolności i głębokiej radości serca? Czyż to nie Chrystus jest najlepszym przyjacielem i zarazem wychowawcą każdej prawdziwej przyjaźni? Jeżeli ukazuje się młodym prawdziwe oblicze Chrystusa, oni dostrzegają w Nim przekonującą odpowiedź na swoje pytania i potrafią przyjąć Jego orędzie, choć jest trudne i naznaczone przez Krzyż. Dlatego odpowiadając na ich entuzjazm nie wahałem się zażądać od nich, aby dokonali radykalnego wyboru wiary i życia, i wskazałem im porywające zadanie: mają się stawać «stróżami poranka» (por. Iz 21, 11-12), zwiastującymi brzask nowego tysiąclecia.
Pielgrzymi różnych kategorii
10. Nie mam oczywiście możliwości, aby wspominać tu szczegółowo kolejne wydarzenia jubileuszowe. Każde z nich miało swoisty charakter i pozostawiło określone przesłanie nie tylko tym, którzy bezpośrednio w nim uczestniczyli, ale także tym, którzy o nim słyszeli lub brali w nim udział z oddali, za pośrednictwem środków społecznego przekazu. Jakże jednak nie wspomnieć tu radosnej atmosfery pierwszego wielkiego spotkania, poświęconego dzieciom? Rozpoczynać Jubileusz z nimi znaczyło w pewnym sensie dać posłuch napomnieniu Jezusa: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie» (Mk 10,14). Być może w jeszcze większym stopniu było to naśladowaniem gestu, którego dokonał On sam, gdy «postawił pośrodku» dziecko, czyniąc z niego symbol postawy, jaką należy przyjąć, jeśli chce się wejść do Królestwa Bożego (por. Mt 18, 2-4).
W pewnym sensie zatem szły śladami dzieci różne grupy dorosłych, którzy przybywali, aby prosić o jubileuszowy dar miłosierdzia: ludzie starsi, chorzy i niepełnosprawni, pracownicy przemysłu i rolnictwa oraz sportowcy, artyści i nauczyciele akademiccy, biskupi i kapłani oraz osoby konsekrowane, politycy i dziennikarze, a wreszcie żołnierze, którzy pragnęli potwierdzić sens swojej służby jako służby pokojowi.
Z wielkim rozmachem zorganizowano spotkanie ludzi pracy, które odbyło się 1 maja, kiedy to przypada tradycyjne święto pracy. Wezwałem ich, aby przeżywali duchowość pracy na wzór św. Józefa i samego Jezusa. Ich jubileusz był też dla mnie sposobnością, aby zaapelować stanowczo o usunięcie dysproporcji ekonomicznych i socjalnych istniejących w świecie pracy oraz o konsekwentne kierowanie procesami globalizacji ekonomicznej w sposób zgodny z zasadami solidarności i z szacunkiem należnym każdej osobie ludzkiej.
Dzieci, jak zawsze tryskające radością, powróciły z okazji Jubileuszu Rodzin, podczas którego zostały ukazane światu jako «wiosna rodziny i społeczeństwa». Naprawdę wymowne było to jubileuszowe spotkanie, na które przybyło z różnych regionów świata wiele rodzin, aby z nowym zapałem przyjąć naukę Chrystusa o dotyczącym ich pierwotnym zamyśle Bożym (por. Mk 10, 6-8; Mt 19, 4-6). Z zapałem postanawiały, że będą promieniować jej światłem na kulturę, która w sposób coraz bardziej niepokojący zdaje się zatracać świadomość wartości małżeństwa i rodziny.
Do spotkań, które najbardziej mnie poruszyły, należy też spotkanie z więźniami w rzymskim zakładzie karnym Regina Caeli. W ich oczach dostrzegłem cierpienie, ale także skruchę i nadzieję. Dla nich Jubileusz był ze szczególnego tytułu «rokiem miłosierdzia».
W końcu, w ostatnich dniach roku, miało miejsce miłe spotkanie ze światem teatru, kina, telewizji i muzyki, który z wielką siłą oddziałuje na ducha ludzkiego. Osobom zaangażowanym w tej dziedzinie przypomniałem, że spoczywa na nich wielka odpowiedzialność za przekazywanie wraz z przyjemną rozrywką pozytywnych treści, zdrowych moralnie, zdolnych przepełniać życie ufnością i miłością.
Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny
11. Zgodnie z logiką tego Roku Jubileuszowego kluczową rolę miał w nim odegrać Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny. I tak się też stało! Jeśli Eucharystia jest ofiarą Chrystusa, który staje się obecny wśród nas, to czyż Jego realna obecność mogła nie znaleźć się w centrum Roku Świetego, upamiętniającego wcielenie Słowa? Właśnie dlatego miał to być rok «głęboko eucharystyczny»6 i tak też staraliśmy się go przeżywać. A jednocześnie czyż mogłoby zabraknąć, obok pamiątki narodzin Syna, również wspomnienia Jego Matki? Maryja była obecna w uroczystościach jubileuszowych nie tylko dzięki specjalnie Jej poświęconym sympozjom, ale nade wszystko poprzez wielki Akt zawierzenia, którego dokonałem wraz z bardzo liczną grupą biskupów z całego świata, oddając pod Jej macierzyńską opiekę losy ludzi nowego tysiąclecia.
Wymiar ekumeniczny
12. Jest zrozumiałe, że mówiąc o Jubileuszu patrzę nań przede wszystkim z perspektywy Stolicy Piotrowej. Nie zapominam jednak, że ja sam pragnąłem, aby jego obchody odbywały się w pełnym wymiarze także w Kościołach partykularnych i że to właśnie tam większa część wiernych mogła uzyskać specjalne łaski, a w szczególności odpust związany z Rokiem Jubileuszowym. Niemniej znamienny jest fakt, że wiele diecezji pragnęło, aby liczne grupy ich wiernych były obecne tutaj w Rzymie. Wieczne Miasto raz jeszcze odegrało swą opatrznościową rolę jako miejsce, w którym skarby i dary wszystkich poszczególnych Kościołów, a w istocie rzeczy wszystkich narodów i kultur, łączą się harmonijnie w « powszechności» Kościoła, aby jedyny Kościół Chrystusowy mógł coraz wyraziściej objawiać swoją tajemnicę jako sakrament jedności.7
Pragnąłem także, aby w programie Roku Jubileuszowego poświęcono szczególną uwagę kwestii ekumenicznej. Czyż bowiem może być lepsza sposobność niż wspólne świętowanie narodzin Chrystusa do wyrażenia poparcia dla dążenia do pełnej jedności? Podjęto w tym celu wiele działań, a szczególnie wyraziste pozostaje wspomnienie spotkania ekumenicznego w Bazylice św. Pawła 18 stycznia 2000 r., kiedy to po raz pierwszy w dziejach Drzwi Święte zostały otwarte wspólnie przez Następcę Piotra, Prymasa Anglikańskiego i Metropolitę z Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopola, w obecności przedstawicieli Kościołów i Wspólnot kościelnych z całego świata. W tym samym duchu odbyły się też inne doniosłe spotkania z Patriarchami prawosławnymi i Zwierzchnikami innych Wyznań chrześcijanskich. Szczególnie żywo wspominam niedawną wizytę Jego Świątobliwości Karekina II, Najwyższego Patriarchy-Katolikosa wszystkich Ormian. Ponadto liczni wierni z innych Kościołów i Wspólnot kościelnych uczestniczyli w poszczególnych spotkaniach jubileuszowych. Oczywiście, ekumeniczna droga przed nami jest nadal trudna i być może długa, ale ożywia nas nadzieja, że będzie nam przewodzić obecność Zmartwychwstałego i niewyczerpana moc Ducha Świetego, zdolnego zsyłać nam nieustannie to, czego nawet się nie spodziewamy.
Pielgrzymka do Ziemi Świętej
13. Czyż mógłbym też nie wspomnieć o «moim» osobistym Jubileuszu obchodzonym na drogach Ziemi Świętej? Pragnąłem go rozpocząć od Ur chaldejskiego, aby jakby namacalnie przejść śladami Abrahama «ojca naszej wiary» (por. Rz 4, 11-16). Musiałem jednak zadowolić się jedynie duchową wędrówką, podczas sugestywnej «Liturgii Słowa» celebrowanej 23 lutego w watykanskiej Auli Pawła VI. Niedługo potem miała miejsce już prawdziwa pielgrzymka szlakiem wyznaczonym przez historię zbawienia. Z radością stanąłem na Górze Synaj, w scenerii, która towarzyszyła przekazaniu daru Dekalogu i zawarciu pierwszego Przymierza. Miesiąc później na nowo wyruszyłem w drogę, aby zatrzymać się na Górze Nebo, a następnie udać się do miejsc, które uświęcił swą obecnością Odkupiciel. Trudno wyrazić wzruszenie, jakiego doznałem, gdy dane mi było uczcić miejsca narodzin i życia Chrystusa w Betlejem i w Nazarecie, gdy sprawowałem Eucharystię w Wieczerniku, czyli właśnie tam, gdzie została ustanowiona, i gdy rozważałem tajemnicę Krzyża na Golgocie, gdzie On oddał za nas życie. W tamtych miejscach, nadal bardzo niespokojnych i także w ostatnim okresie boleśnie dotkniętych przemocą, spotkałem się z niezwykłą gościnnością nie tylko ze strony synów Kościoła, ale także społeczności izraelskiej i palestyńskiej. Przejmującym przeżyciem była też dla mnie modlitwa przy Ścianie Płaczu oraz wizyta w Mauzoleum Yad Vashem, które jest wstrząsającym pomnikiem ofiar nazistowskich obozów zagłady. Pielgrzymka ta była doświadczeniem braterstwa i pokoju, które chętnie wspominam jako jeden z najpiękniejszych owoców jubileuszowych obchodów. Odtwarzając w myśli klimat tamtych dni, pragnę wyrazić z serca płynące życzenie, aby jak najszybciej znaleziono sprawiedliwe rozwiązanie problemów nadal nękających te święte miejsca, równie drogich żydom, chrześcijanom i muzułmanom.
Zadłużenie zagraniczne krajów
14. Jubileusz stał się także -- nie mogło przecież być inaczej -- wielkim czasem miłosierdzia. Już w latach przygotowań wzywałem do okazywania większej wrażliwości na problemy ubóstwa, które nadal nękają świat, wyrażającej się w konkretnym działaniu. Szczególne znaczenie zyskał w tym kontekście problem zadłużenia zagranicznego krajów ubogich. Gest wielkoduszności wobec tych ostatnich wpisywał się w logikę samego Jubileuszu, gdyż w swoim pierwotnym kształcie biblijnym był on właśnie czasem, w którym społeczność starała się przywrócić sprawiedliwość i solidarność w relacjach między ludźmi, zwracając wszystkim także odebrane wcześniej dobra materialne. Z satysfakcją obserwuję, że w ostatnim okresie parlamenty wielu państw wierzycielskich podjęły decyzje o istotnej redukcji zadłużenia dwustronnego, ciążącego na krajach najuboższych i najbardziej zadłużonych. Mam nadzieję, że rządy tych państw w najbliższym czasie zrealizują decyzje swoich parlamentów. Dość trudna okazała się natomiast kwestia zadłużenia wielostronnego, zaciągniętego przez kraje najuboższe wobec międzynarodowych instytucji finansowych. Wypada sobie życzyć, aby państwa wchodzące w skład tych instytucji, zwłaszcza te, które mają największy wpływ na podejmowane decyzje, zdołały osiągnąć niezbędne porozumienie i znaleźć dla tego problemu szybkie rozwiązanie. Od niego bowiem zależy dalszy rozwój wielu krajów, decydujący o sytuacji ekonomicznej i życiowej milionów ludzi.
Nowe energie
15. Przedstawiłem tutaj tylko niektóre najwazniejsze zarysy doświadczenia jubileuszowego. Pozostawiło nam ono wiele wspomnień. Gdybyśmy jednak mieli wyrazić najzwięźlej samą istotę wielkiego dziedzictwa Jubileuszu, nie wahałbym się stwierdzić, że jest nią kontemplacja oblicza Chrystusa: Chrystusa, którego postrzegamy jako postać historyczną i jako tajemnicę, i którego wieloraką obecność przeżywamy w Kościele i w świecie, wyznając, że On jest sensem historii i światłem na naszej drodze.
Teraz winniśmy spojrzeć w przyszłość, «wypłynąć na głębię», ufając słowu Chrystusa: Duc in altum! To, czego dokonaliśmy w minionym roku, nie upoważnia nas bynajmniej do jakiegoś zwyczajnego zadowolenia, ani tym bardziej nie pozwala nam zaniechać dalszych działań. Przeciwnie, dotychczasowe doświadczenia powinny wzbudzić nowe energie, nakłaniając nas, byśmy wyrazili entuzjazm w konkretnych przedsięwzieciach. Jezus sam napomina nas: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego» (Łk 9, 62). W służbie Królestwu nie ma czasu, aby oglądać się za siebie, a tym bardziej aby oddawać się bezczynności. Czeka nas wiele zadań, musimy zatem opracować skuteczny program duszpasterski na okres po Jubileuszu.
Ważne jest jednak, aby wszystko co z Bożą pomocą postanowimy, było głęboko zakorzenione w kontemplacji i w modlitwie. Żyjemy w epoce nieustannej aktywności, która często staje się gorączkowa i łatwo może się przerodzić w «działanie dla działania». Musimy opierać się tej pokusie i starać się najpierw «być», zanim zaczniemy «działać». Przypomnijmy tu słowa, jakimi Jezus napomniał Martę: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba [mało albo] tylko jednego» (Łk 10, 41-42). W tym duchu, zanim poddam wam pod rozwagę pewne propozycje działania, pragnę podzielić się z wami kilkoma refleksjami nad tajemnicą Chrystusa, który jest jedynym fundamentem całej naszej działalności duszpasterskiej.
II
Oblicze do kontemplacji
16. «Chcemy ujrzeć Jezusa» (J 12, 21). Duchowe echo tej prośby, skierowanej do apostoła Filipa przez kilku Greków, którzy przybyli do Jerozolimy z pielgrzymką paschalną, rozbrzmiewało w naszych uszach także w minionym Roku Jubileuszowym. Podobnie jak tamci pielgrzymi sprzed dwóch tysięcy lat, także ludzie naszych czasów, choć może nie zawsze świadomie, proszą dzisiejszych chrześcijan, aby nie tylko «mówili» o Chrystusie, ale w pewnym sensie pozwolili im Go «zobaczyć». A czyż zadanie Kościoła nie polega właśnie na tym, że ma on odzwierciedlać światłość Chrystusa we wszystkich epokach dziejów i sprawiać, aby blask Jego oblicza zajaśniał także pokoleniom nowego tysiąclecia?
Nasze świadectwo byłoby jednak niedopuszczalnie ubogie, gdybyśmy my sami jako pierwsi nie byli tymi, którzy kontemplują oblicze Chrystusa. Wielki Jubileusz z pewnością dopomógł nam stać się nimi w głębszym sensie. Gdy po zakończeniu Jubileuszu powracamy na zwyczajną drogę, niosąc w sercu całe bogactwo doświadczeń, jakich zaznaliśmy w tym niezwykłym okresie, bardziej niż kiedykolwiek wpatrujemy się w oblicze Pana.
Świadectwo Ewangelii
17. Kontemplacja oblicza Chrystusa winna czerpać inspirację z tego, co mówi o Nim Pismo Święte, które od pierwszej do ostatniej strony przeniknięte jest Jego tajemnicą, ukazywaną w niejasnym zarysie w Starym Testamencie, a w pełni objawioną w Nowym, co pozwala św. Hieronimowi orzec stanowczo, że «nieznajomość Pisma to nieznajomość samego Chrystusa».8 Zachowując więź z Pismem Świętym, otwieramy się na działanie Ducha (por. J 15, 26), z którego teksty biblijne biorą początek, a zarazem na świadectwo Apostołów (por. J 15, 27), którzy bezpośrednio zetknęli się z Chrystusem, Słowem życia, widzieli Go na własne oczy, słyszeli własnymi uszami, dotykali rękoma (por. 1 J 1, 1).
Za pośrednictwem Apostołów dotarła do nas ich wizja wiary potwierdzona przez konkretne świadectwo historyczne: świadectwo prawdziwe, które Ewangelie -- choć poddane zostały złożonemu procesowi redakcyjnemu i choć miały służyć przede wszystkim katechezie -- przekazują nam w sposób w pełni wiarygodny.9
18. Ewangelie bowiem nie chcą uchodzić za wyczerpującą biografię Jezusa, odpowiadającą normom współczesnych nauk historycznych. Mimo to wyłaniające się z nich oblicze Nazarejczyka ma solidny fundament historyczny, ponieważ tworząc go Ewangeliści starali się gromadzić wiarygodne świadectwa (por. Łk 1, 3) i opierać się na dokumentach, które poddane zostały wnikliwemu rozeznaniu Kościoła. Właśnie z tych najwcześniejszych świadectw zaczerpnęli i pod wpływem oświecającego działania Ducha Świętego pojęli po ludzku zaskakującą prawdę o dziewiczych narodzinach Jezusa z Maryi, małżonki Józefa. Od tych, którzy znali Go w okresie około trzydziestu lat, jakie spędził w Nazarecie (por. Łk 3, 23), uzyskali wiadomości o życiu tego «syna cieśli» (Mt 13, 55), który sam stał się «cieślą» i którego powiązania rodzinne były wszystkim wiadome (por. Mk 6, 3). Zdobyli świadectwa o Jego religijności, która kazała Mu udawać się wraz z krewnymi z doroczną pielgrzymką do świątyni jerozolimskiej (por. Łk 2,41), a przede wszystkim skłaniała do częstego odwiedzania synagogi w rodzinnym mieście (por. Łk 4, 16).
Wiadomości stają się później bogatsze -- choć nadal nie składają się na systematyczną i szczegółową relację -- gdy przechodzimy do okresu działalności publicznej, rozpoczynającej się w momencie, kiedy młody Galilejczyk przyjmuje w Jordanie chrzest od Jana Chrzciciela, a umocniony świadectwem z wysoka i świadomością, że jest «synem umiłowanym» (Łk 3, 22), zaczyna przepowiadać nadejście Królestwa Bożego, nauczając o jego zasadach i jego mocy słowami oraz poprzez znaki łaski i miłosierdzia. Ewangelie zatem ukazują Go nam, jak przemierza miasta i wioski, prowadząc z sobą dwunastu Apostołów, których sam wybrał (por. Mk 3, 13-19), oraz grupę kobiet, które im usługują (por. Łk 8, 2-3), i przyciągając tłumy, które Go szukają i idą za Nim, chorych, którzy pragną zaznać Jego uzdrawiającej mocy, i rozmówców, którzy z różnym pożytkiem słuchają Jego słów.
Ewangeliczna relacja skupia się potem na opisie narastającego napięcia, jakie wytwarza się między Jezusem a głównymi ugrupowaniami religijnymi Jego epoki, aż po ostateczny konflikt, którego dramatyczny epilog dokonuje się na Golgocie. Jest to godzina ciemności, po której wschodzi nowa, promienna jutrzenka nieprzemijającego dnia. Końcowe rozdziały Ewangelii ukazują zatem Nazarejczyka jako zwycięzcę śmierci, opisują Jego pusty grób i idą za Nim szlakiem kolejnych objawień, w których uczniowie, najpierw pełni wątpliwości i zdumienia, a potem niewymownej radości, spotykają Go żywego i jaśniejącego chwałą, otrzymują od Niego dar Ducha Świętego (por. J 20, 22) oraz nakaz głoszenia Ewangelii «wszystkim narodom» (por. Mt 28, 19).
Droga wiary
19. «Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana» (J 20, 20). Oblicze, które Apostołowie oglądali po zmartwychwstaniu, było obliczem tego samego Jezusa, z którym przebywali przez mniej więcej trzy lata, a który teraz ukazywał im «ręce i bok» (tamże), aby przyjęli zdumiewającą prawdę o Jego nowym życiu. Zapewne niełatwo im było wierzyć. Uczniowie z Emaus uwierzyli dopiero po pokonaniu żmudnej drogi duchowej (por. Łk 24, 13-35). Apostoł Tomasz uwierzył jedynie wówczas, gdy sam zetknął się z tą cudowną obecnością (por. J 20, 24-29). W rzeczywistości jednak, choć można było oglądać ciało Jezusa i dotykać go, jedynie wiara zdolna była przeniknąć do końca tajemnicę tego oblicza. Uczniowie musieli już tego doświadczyć w okresie ziemskiego życia Chrystusa, szukając odpowiedzi na pytania, jakie powstawały w ich umysłach, ilekroć zastanawiali się nad Jego czynami i słowami. Do Jezusa nie można dotrzeć inaczej jak tylko przez wiarę, pokonując drogę, której etapy zdaje się wskazywać sama Ewangelia w znanym opisie rozmowy, do jakiej doszło w Cezarei Filipowej (por. Mt 16, 13-20). Dokonując tam jak gdyby pierwszego podsumowania swej misji, Jezus pyta uczniów, za kogo uważają Go ludzie, i w odpowiedzi słyszy, że «jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków» (Mt 16, 14). Odpowiedź z pewnością budująca, ale odległa jeszcze -- i to jak bardzo -- od prawdy. Lud przeczuwa, że ten rabbi, umiejący tak porywająco przemawiać, ma nadzwyczajną rangę religijną, ale nie potrafi postawić Go ponad mężami Bożymi, którzy wystąpili już wcześniej w dziejach Izraela. W rzeczywistości Jezus jest kimś zupełnie innym! Właśnie tego wyższego stopnia poznania, które dociera do Jego głębokiej tożsamości, oczekuje On od «swoich»: «A wy za kogo Mnie uważacie?» (Mt 16, 15). Tylko wiara, jaką wyznaje Piotr, a wraz z nim Kościół wszystkich czasów, trafia odpowiedzią w sedno prawdy, przenikając do głębi tajemnicy: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego» (Mt 16, 16).
20. W jaki sposób Piotr doszedł do tej wiary? I czego żąda się od nas, jeśli chcemy z coraz większym przekonaniem iść jego śladami? Mateusz udziela nam cennej wskazówki w słowach, którymi Jezus odpowiada na wyznanie Piotra: «nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie» (16, 17). Wyrażenie «ciało i krew» oznacza człowieka i zwyczajną drogę poznania. W odniesieniu do Jezusa ta zwyczajna droga nie wystarcza. Niezbędna jest łaska «objawienia», która pochodzi od Ojca (por. tamże). W tym samym kierunku zmierza wskazówka, jaką daje nam Łukasz, odnotowując, że ów dialog z uczniami odbył się w chwili, gdy Jezus «modlił się na osobności» (Łk 9, 18). Wspólnym celem obydwu tych wskazówek jest uświadomienie nam, że do pełnej kontemplacji oblicza Pańskiego nie możemy dojść o własnych siłach, ale jedynie poddając się prowadzeniu łaski. Tylko doświadczenie milczenia i modlitwy stwarza odpowiednie podłoże, na którym może dojrzeć i rozwinąć się bardziej prawdziwe, adekwatne i spójne poznanie tajemnicy, najwznioślej wyrażonej w dobitnych słowach ewangelisty Jana: «A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I ogladaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy» (J 1, 14).
Głębia tajemnicy
21. Słowo i ciało, chwała Boża i jej mieszkanie między ludźmi! Właśnie w głębokiej i nierozdzielnej jedności tych dwóch przeciwieństw zawiera się tożsamość Chrystusa, zgodnie z klasyczną formułą Soboru Chalcedońskiego (451 r.): «jedna osoba w dwóch naturach». Jedną osobą jest Osoba odwiecznego Słowa, Syna Ojca. Dwie natury, w żaden sposób nie zmieszane, ale też absolutnie nierozdzielne, to natura boska i ludzka.10
Jesteśmy świadomi ograniczoności naszych pojęć i naszych słów. Przytoczona formuła, aczkolwiek stworzona przez ludzi, zawiera jednak starannie wyważoną treść doktrynalną i pozwala nam przybliżyć się niejako do krawędzi niezgłębionej tajemnicy. Tak, Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem! Chrystus nieustannie wzywa Kościół, tak jak kiedyś apostoła Tomasza, aby dotykał Jego ran, to znaczy uznawał Jego pełne człowieczeństwo przejęte od Maryi, ofiarowane w chwili śmierci, przemienione przez zmartwychwstanie: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku» (J 20, 27). Kościół, podobnie jak Tomasz, klęka ze czcią przed Zmartwychwstałym, otoczonym pełnią boskiej chwały, i woła bezustannie: «Pan mój i Bóg mój!» (J 20, 28).
22. «Słowo stało się ciałem» (J 1, 14). Ta zdumiewająca Janowa wizja tajemnicy Chrystusa znajduje potwierdzenie w całym Nowym Testamencie. W tym samym kierunku zmierza także apostoł Paweł, gdy mówi o Synu Bożym «pochodzącym według ciała z rodu Dawida» (Rz 1, 3; por. 9, 5). Chociaż dzisiaj, pod wpływem racjonalizmu, oddziałującego skrycie na znaczną część współczesnej kultury, trudność sprawia przede wszystkim wiara w Bóstwo Chrystusa, w innych kontekstach historycznych i kulturowych występowała raczej tendencja do umniejszania lub relatywizowania historyczności człowieczeństwa Jezusa. Jednakże według wiary Kościoła kluczowe i nieodzowne jest twierdzenie, że Słowo naprawdę «stało się ciałem» i przyjęło wszystkie wymiary człowieczeństwa z wyjątkiem grzechu (por. Hbr 4, 15). W tej perspektywie Wcielenie jawi się rzeczywiście jako kenoza, czyli «ogołocenie się» Syna Bożego z chwały, jaką On odwiecznie posiada (por. Flp 2, 6-8; 1 P 3, 18).
Z drugiej strony to uniżenie się Syna Bożego nie jest celem samym dla siebie; zmierza raczej do otoczenia chwałą Chrystusa także w Jego człowieczeństwie: «Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem -- ku chwale Boga Ojca» (Flp 2, 9-11).
23. «Szukam, o Panie, Twojego oblicza» (Ps 27 [26], 8). Ta tęsknota Psalmisty sprzed stuleci nie mogła doczekać się wspanialszego i bardziej zdumiewającego zaspokojenia niż kontemplacja oblicza Chrystusa. W Nim Bóg naprawdę pobłogosławił nam i sprawił, że «Jego oblicze zajaśniało» nad nami (por. Ps 67 [66], 3). A jednocześnie, będąc Bogiem i człowiekiem, Chrystus ukazuje nam też prawdziwe oblicze człowieka, «objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi».11
Jezus jest «nowym człowiekiem» (por. Ef 4, 24; Kol 3, 10), który wzywa odkupioną ludzkość do udziału w Jego Boskim życiu. W tajemnicy Wcielenia położone zostały podwaliny antropologii, która zdolna jest przekroczyć własne ograniczenia i sprzeczności, zmierzając ku samemu Bogu, a nawet więcej -- ku «przebóstwieniu» poprzez wszczepienie w Chrystusa człowieka odkupionego, dopuszczonego do udziału w życiu trynitarnym. Ojcowie Kościoła kładli wielki nacisk na ten soteriologiczny wymiar tajemnicy Wcielenia: tylko dlatego, że Syn Boży stał się naprawdę człowiekiem, człowiek może -- w Nim i przez Niego -- stać się naprawdę dzieckiem Bożym.12
Oblicze Syna
24. Ta Bosko-ludzka tożsamość wyłania się bardzo wyraźnie z Ewangelii: znajdujemy w nich cały zespół elementów, wprowadzających nas na «pogranicze» tajemnicy, którym jest samoświadomość Chrystusa. Kościół nie ma wątpliwości, że dzięki natchnieniu z Wysoka Ewangeliści, przytaczając w swoich relacjach słowa Jezusa, poprawnie ujęli prawdę o Jego Osobie oraz Jego świadomość tejże prawdy. Czyż nie to właśnie chce nam powiedzieć Łukasz, zapisując pierwsze słowa zaledwie dwunastoletniego Jezusa wypowiedziane w świątyni jerozolimskiej? Wydaje się, że już w tym momencie ma On świadomość, że łączy Go z Bogiem wyjątkowa więź, to znaczy więź właściwa «synowi». Kiedy bowiem Matka zwraca Mu uwagę, z jakim niepokojem szukała Go wraz z Józefem, Jezus odpowiada bez wahania: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» (Łk 2,49). Nic dziwnego zatem, że w wieku dojrzałym język Jezusa jednoznacznie wyraża głębię Jego tajemnicy, na co obfitych świadectw dostarczają zarówno Ewangelie synoptyczne (por. Mt 11, 27; Łk 10, 22), jak i przede wszystkim ewangelista Jan. W samoświadomości Jezusa nie ma miejsca na żadne wątpliwości: « Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu» (J 10, 38).
Wolno sądzić, że skoro Jezus jako człowiek wzrastał «w mądrości, w latach i w łasce» (Łk 2, 52), to również Jego ludzka świadomość własnej tajemnicy rozwijała się stopniowo, aż wyraziła się w pełni w Jego uwielbionym człowieczeństwie; mimo to nie ulega wątpliwości, że w swoim doczesnym życiu miał On świadomość swej tożsamości Syna Bożego. Podkreśla to Jan, posuwając się wręcz do stwierdzenia, że w istocie rzeczy właśnie dlatego Jezus został odrzucony i potępiony: próbowano Go zabić, «bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu» (J 5, 18). W Getsemani i na Golgocie ludzka świadomość Jezusa zostanie poddana najtrudniejszej próbie. Ale nawet dramat męki i śmierci nie zdoła podważyć Jego niewzruszonej pewności, że jest Synem Ojca niebieskiego.
Oblicze cierpiące
25. Kontemplacja oblicza Jezusa pozwala nam zatem zbliżyć się do najbardziej paradoksalnego aspektu Jego tajemnicy, który ujawnia się w ostatniej godzinie, w godzinie Krzyża. Jest to tajemnica w tajemnicy, którą człowiek może jedynie adorować na kolanach.
Stoi nam przed oczyma przejmująca scena konania w Ogrójcu. Jezus, przygnębiony wizją oczekującej Go próby, stojąc samotnie przed obliczem Boga przyzywa Go jak zawsze imieniem wyrażającym czułość i poufałość: «Abba, Ojcze». Prosi Go, aby oddalił od Niego -- jeśli to możliwe -- kielich cierpienia (por. Mk 14, 36). Jak się jednak wydaje, Ojciec nie chce wysłuchać prośby Syna. Aby na nowo ukazać człowiekowi oblicze Ojca, Jezus musiał nie tylko przyjąć ludzkie oblicze, ale obarczyć się nawet «obliczem» grzechu. « On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą» (2 Kor 5, 21).
Nigdy nie przestaniemy badać nieprzeniknionej głębi tej tajemnicy. Ten paradoks ujawnia się z całą ostrością w okrzyku bólu, na pozór rozpaczliwym, jaki Jezus wydaje na krzyżu: «Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?» (Mk 15, 34). Czyż można sobie wyobrazić większą udrękę i ciemność bardziej mroczną? W rzeczywistości owo bolesne «dlaczego?» skierowane do Ojca i wypowiedziane pierwszymi słowami Psalmu 22, choć oddaje w pełni rzeczywistość nieopisanego bólu, zostaje rozjaśnione przez sens całej tej modlitwy, w której Psalmista wyraża w przejmującym splocie uczuć jednocześnie boleść i ufność. W dalszej części Psalmu czytamy bowiem: «Tobie zaufali nasi przodkowie, zaufali, a Tyś ich uwolnił; (...) Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko, a nie ma wspomożyciela» (22 [21], 5. 12).
26. Okrzyk Jezusa na krzyżu, drodzy Bracia i Siostry, nie wyraża zatem lęku i rozpaczy, ale jest modlitwą Syna Bożego, który z miłości oddaje swe życie Ojcu dla zbawienia wszystkich. W chwili, gdy utożsamia się z naszym grzechem, «opuszczony» przez Ojca, Jezus «opuszcza» samego siebie, oddając się w ręce Ojca. Jego oczy pozostają utkwione w Ojcu. Właśnie ze względu na tylko Jemu dostępne poznanie i doświadczenie Boga nawet w tej chwili ciemności Jezus dostrzega wyraźnie cały ciężar grzechu i cierpi z jego powodu. Tylko On, który widzi Ojca i w pełni się Nim raduje, rozumie do końca, co znaczy sprzeciwiać się Jego miłości przez grzech. Jego męka jest przede wszystkim straszliwą udręką duchową, dotkliwszą nawet niż cierpienie cielesne. Tradycja teologiczna nie uchyliła się przed pytaniem, w jaki sposób Jezus mógł przeżywać jednocześnie głębokie zjednoczenie z Ojcem, który ze swej natury jest źródłem radości i szczęścia, oraz mękę konania aż po ostateczny okrzyk opuszczenia. Współobecność tych dwóch wymiarów na pozór niemożliwych do połączenia jest w rzeczywistości zakorzeniona w nieprzeniknionej głębi unii hipostatycznej.
27. W obliczu tej tajemnicy cenną pomocą może nam służyć -- obok refleksji teologicznej -- owo wielkie dziedzictwo, jakim jest « teologia życia» Świętych. Święci udzielają nam wartościowych wskazań, które pozwalają nam łatwiej przyswoić sobie intuicje wiary, a to dzięki szczególnemu światłu, jakie niektórzy z nich otrzymali od Ducha Świętego, czasem nawet poprzez osobiste przeżycie owego straszliwego doświadczenia próby, które tradycja mistyczna opisuje jako «noc ciemną». Nierzadko święci doznawali czegoś podobnego do doświadczenia Jezusa na krzyżu, które polega na paradoksalnym połączeniu szczęścia i cierpienia. W Dialogu o Bożej Opatrzności Bóg Ojciec ukazuje Katarzynie ze Sieny, że w świętych duszach może być jednocześnie obecna radość i cierpienie: «Dusza zatem pozostaje szczęśliwa i bolejąca: bolejąca z powodu grzechów bliźniego, szczęśliwa dzięki zjednoczeniu i serdecznej miłości, jaką sama otrzymała. Święci naśladują niepokalanego Baranka, mego Jednorodzonego Syna, który wisząc na krzyżu był szcześliwy i cierpiący».13 W ten sam sposób Teresa z Lisieux przeżywa swoją agonię w zjednoczeniu z konaniem Jezusa, doświadczając w sobie samej tegoż właśnie paradoksu Jezusa jednocześnie szczęśliwego i udręczonego: «Pan nasz w Ogrójcu zaznawał wszelkich radości Trójcy, ale Jego konanie nie było przez to mniej okrutne. Jest to tajemnica, ale zapewniam, że rozumiem ją po trochu dzięki temu, czego sama doświadczam».14 To świadectwo wiele wyjaśnia! Sama zresztą relacja ewangelistów stwarza podstawę do takiego rozumienia przez Kościół świadomości Chrystusa, kiedy przypomina, że choć Jezus umierał pograżony w otchłani cierpienia, modlił się jeszcze o przebaczenie dla swoich oprawców (por. Łk 23, 34) i w ostatniej chwili zwracał się do Ojca ze słowami synowskiego zawierzenia: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego» (Łk 23, 46).
Oblicze Zmartwychwstałego
28. Tak jak w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę, Kościół nadal kontempluje nieustannie to zakrwawione oblicze, w którym ukryte jest życie Boże, a światu zostaje ofiarowane zbawienie. Jednakże ta kontemplacja oblicza Chrystusa nie może zatrzymać się na wizerunku Ukrzyżowanego. Chrystus jest Zmartwychwstałym! Gdyby tak nie było, próżne byłoby nasze przepowiadanie i próżna nasza wiara (por. 1 Kor 15, 14). Zmartwychwstanie było odpowiedzią Ojca na posłuszeństwo Chrystusa, jak przypomina List do Hebrajczyków: «Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają» (5, 7-9).
Właśnie w Chrystusa zmartwychwstałego wpatruje się dzisiaj Kościół. Czyni to idąc śladami Piotra, który łzami okupił swoje zaparcie się Chrystusa i znów poszedł za Nim, wyznając Mu -- ze zrozumiałą bojaźnią -- swą miłość: «Panie, Ty wiesz, że Cię kocham» (J 21, 15-17). Czyni to stając u boku Pawła, który spotkał Chrystusa na drodze do Damaszku i został oślepiony Jego blaskiem: «Dla mnie bowiem żyć -- to Chrystus, a umrzeć -- to zysk» (Flp 1, 21).
W dwa tysiące lat po tych wydarzeniach Kościół przeżywa je tak, jak gdyby dokonały się dzisiaj. Jako Oblubienica Chrystusa kontempluje w Jego obliczu swój skarb i swoją radość. «Dulcis Iesu memoria, dans vera cordis gaudia»: jakże słodko jest wspominać Jezusa, źródło prawdziwej radości serca! Pokrzepiony tym doświadczeniem, Kościół wyrusza dziś w dalszą drogę, aby głosić Chrystusa światu na początku trzeciego tysiąclecia: On jest «wczoraj i dziś, ten sam także na wieki» (Hbr 13, 8).
III
Na nowo rozpoczynać od Chrystusa
29. «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Drodzy Bracia i Siostry, to przeświadczenie towarzyszyło Kościołowi przez dwa tysiąclecia, teraz zaś zostało na nowo rozbudzone w naszych sercach przez obchody jubileuszowe. Z niego to winniśmy czerpać nowe energie dla chrześcijańskiego życia, czyniąc je wręcz źródłem natchnienia dla naszego postępowania. Ze świadomością tej obecności wśród nas zmartwychwstałego Chrystusa stawiamy sobie dzisiaj pytanie, jakie zadano Piotrowi w Jerozolimie zaraz po jego mowie wygłoszonej w dniu Pięćdziesiątnicy: «Cóż mamy czynić?» (por. Dz 2,37).
Zadajemy to pytanie pełni ufności i optymizmu, chociaż nie lekceważymy trudności. Nie ulegamy bynajmniej naiwnemu przekonaniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami!
Nie trzeba zatem wyszukiwać «nowego programu». Program już istnieje: ten sam co zawsze, zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji. Jest on skupiony w istocie rzeczy wokół samego Chrystusa, którego mamy poznawać, kochać i naśladować, aby żyć w Nim życiem trynitarnym i z Nim przemieniać historię, aż osiągnie swą pełnię w niebiańskim Jeruzalem. Program ten nie zmienia się mimo upływu czasu i ewolucji kultur, chociaż bierze pod uwagę epokę i kulturę, aby możliwy był prawdziwy dialog i rzeczywiste porozumienie. Ten właśnie niezmienny program jest naszym programem na trzecie tysiąclecie.
Jest jednak konieczne, aby znalazł on wyraz we wskazaniach duszpasterskich dostosowanych do sytuacji każdej wspólnoty. Jubileusz dał nam niezwykłą sposobność, by przez kilka lat przygotowywać się do niego przez wspólną dla całego Kościoła katechezę o tematyce trynitarnej, której towarzyszyły konkretne działania duszpasterskie, mające umożliwić owocne przeżycie tego wydarzenia. Dziękuję za serdeczną życzliwość, z jaką została powszechnie przyjęta propozycja przedstawiona przeze mnie w Liście apostolskim Tertio millennio adveniente. Teraz jednak nie stoi już przed nami żaden doraźny cel, ale otwiera się szersze i wymagające takiego samego wysiłku pole zwyczajnego duszpasterstwa. W ramach wyznaczonych przez uniwersalne i niepodważalne zasady jedyny program Ewangelii musi się nadal ucieleśniać -- jak dzieje się od początku -- w historycznej rzeczywistości każdej wspólnoty kościelnej. Właśnie w Kościołach lokalnych można określić konkretne elementy programu -- cele i metody pracy, zasady formacji i doskonalenia duszpasterzy i ich współpracowników, sposoby poszukiwania potrzebnych środków -- dzięki którym orędzie Chrystusa może docierać do ludzi, kształtować wspólnoty, głęboko na nie oddziaływać poprzez świadectwo o wartościach ewangelicznych, składane także w życiu społecznym i kulturze.
Usilnie zachęcam zatem Pasterzy Kościołów partykularnych, aby z pomocą różnych środowisk Ludu Bożego z ufnością wytyczali etapy przyszłej drogi, uzgadniając zamierzenia poszczególnych wspólnot diecezjalnych z Kościołami sąsiednimi oraz z całym Kościołem powszechnym.
Osiągnięcie takiej zgodności będzie z pewnością łatwiejsze dzięki powszechnej już praktyce kolegialnej współpracy biskupów w ramach Konferencji Episkopatów i Synodów. Czyż nie taki był też cel zgromadzeń kontynentalnych Synodu biskupów, które obradowały w okresie przygotowań do Jubileuszu, wskazując najważniejsze kierunki głoszenia dzisiaj Ewangelii w wielorakich kontekstach i w różnych kulturach? Ten bogaty dorobek refleksji synodalnej nie powinien zostać zmarnowany, lecz podjęty jako podstawa konkretnych działań.
Czeka nas zatem porywające zadanie -- mamy podjąć na nowo pracę duszpasterską. To zadanie dotyczy nas wszystkich. Pragnę jednak zwrócić uwagę -- abyśmy mogli wspólnie się ubogacić i ustalić kierunki działania -- na pewne priorytety duszpasterskie, które dostrzegłem szczególnie wyraźnie właśnie dzięki doświadczeniu Jubileuszu.
Świętość
30. Od razu na początku trzeba stwierdzić, że perspektywą, w którą winna być wpisana cała działalność duszpasterska, jest perspektywa świetości. Czyż nie taki jest najgłębszy sens jubileuszowego odpustu jako specjalnej łaski ofiarowanej nam przez Chrystusa, aby życie każdego ochrzczonego mogło się oczyścić i głęboko odnowić?
Ufam, że wielu z tych, którzy uczestniczyli w Jubileuszu, zaznało tej łaski, zachowując pełną świadomość wymagań, jakie ona stawia. Skoro zakończył się Jubileusz, powracamy na zwyczajną drogę, ale prowadzenie do świętości pozostaje szczególnie pilnym zadaniem duszpasterskim.
Trzeba zatem odkryć ponownie całe bogactwo treści programowych V rozdziału Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium, poświeconego «powszechnemu powołaniu do świetości». Jeśli Ojcowie soborowi położyli taki nacisk na tę problematykę, to nie po to, aby nadać eklezjologii coś w rodzaju duchowego szlifu, ale aby uwypuklić jej wewnętrzną i istotną dynamikę. Ponowne odkrycie Kościoła jako «tajemnicy», czyli jako ludu «zjednoczonego jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego»,15 musiało doprowadzić także do ponownego odkrycia jego «świętości», pojmowanej w podstawowym znaczeniu jako przynależność do Tego, który jest w najgłębszym sensie Święty, «po trzykroć Święty» (por. Iz 6, 3). Wyznawać wiarę w Kościół jako święty znaczy wskazywać jego oblicze Oblubienicy Chrystusa, dla której On złożył w ofierze samego siebie właśnie po to, aby ją uświęcić (por. Ef 5, 25-26). Ten dar świętości -- by tak rzec -- obiektywnej zostaje ofiarowany każdemu ochrzczonemu.
Dar jednak staje się z kolei zadaniem, któremu winno być podporządkowane całe życie chrześcijanina: «Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie» (1 Tes 4, 3). To zadanie nie dotyczy tylko niektórych chrześcijan: «wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości».16
31. Mogłoby się pozornie wydawać, że przypominanie tej podstawowej prawdy i wskazywanie jej jako fundamentu programu duszpasterskiego, który mamy opracować na początku nowego tysiąclecia, ma niewielkie znaczenie praktyczne. Czyż można bowiem zaprogramować świętość? I co może oznaczać to słowo w kontekście programu duszpasterskiego?
W rzeczywistości jednak podporządkowanie programu duszpasterskiego nadrzędnej idei świetości to decyzja brzemienna w skutki. Wyraża ona przekonanie, że skoro chrzest jest prawdziwym włączeniem w świętość Boga poprzez wszczepienie w Chrystusa i napełnienie Duchem Świętym, to sprzeczna z tym byłaby postawa człowieka pogodzonego z własną małością, zadowalającego się minimalistyczną etyką i powierzchowną religijnością. Zadać katechumenowi pytanie: «Czy chcesz przyjąć chrzest?» znaczy zapytać go zarazem: «Czy chcesz zostać świętym?». Znaczy postawić na jego drodze radykalizm Kazania na Górze: «Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski» (Mt 5, 48).
Sobór wyjaśnił, że nie należy mylnie pojmować tego ideału doskonałości jako swego rodzaju wizji życia nadzwyczajnego, dostępnego jedynie wybranym «geniuszom» świętości. Drogi świętości są wielorakie i dostosowane do każdego powołania. Składam dzięki Bogu za to, że pozwolił mi beatyfikować i kanonizować w minionych latach tak wielu chrześcijan, a wśród nich licznych wiernych świeckich, którzy uświęcili się w najzwyklejszych okolicznościach życia. Dzisiaj trzeba na nowo z przekonaniem zalecać wszystkim dążenie do tej «wysokiej miary» zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Całe życie kościelnej wspólny i chrześcijańskich rodzin winno zmierzać w tym kierunku. Ale jest też oczywiste, że istnieją różne indywidualne drogi do świętości, wymagające prawdziwej pedagogiki świętości, która zdolna jest dostosować się do rytmu poszczególnych osób. Winna ona łączyć całe bogactwo propozycji dostępnych dla wszystkich z tradycyjnymi formami pomocy indywidualnej i grupowej oraz z nowszymi formami udostępnianymi przez stowarzyszenia i ruchy uznane przez Kościół.
Modlitwa
32. Podłożem tej pedagogiki świętości powinno być chrześcijaństwo wyróżniające się przede wszystkim sztuką modlitwy. Rok jubileuszowy był czasem wytężonej modlitwy indywidualnej i wspólnotowej. Dobrze jednak wiemy, że także modlitwy nie należy uważać za coś dokonanego. Modlitwy trzeba się uczyć, wciąż na nowo niejako przyswajając sobie tę sztukę od samego boskiego Mistrza, jak pierwsi uczniowie: «Panie, naucz nas się modlić» (Łk 11, 1). W modlitwie toczy się ów dialog z Chrystusem, dzięki któremu stajemy się Jego przyjaciółmi: « Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was» (J 15, 4). Ta wzajemność jest samą istotą, jest duszą życia chrześcijańskiego i warunkiem wszelkiego autentycznego życia duszpasterskiego. Sprawia ją w nas Duch Święty, ona zaś otwiera nas -- przez Chrystusa i w Chrystusie -- na kontemplację oblicza Ojca. Uczyć się tej trynitarnej logiki chrześcijańskiej modlitwy, przeżywać ją w pełni przede wszystkim w liturgii, bo ona jest szczytem i źródłem życia Kościoła,17 ale także w doświadczeniu osobistym -- oto jest sekret naprawdę żywego chrześcijaństwa, które nie musi się obawiać przyszłości, ponieważ nieustannie powraca do źródeł i z nich czerpie nowe siły.
33. A czyż nie jest to «znakiem czasu», że mimo rozległych procesów laicyzacji obserwujemy dziś w świecie powszechną potrzebę duchowości, która w znacznej mierze ujawnia się właśnie jako nowy głód modlitwy? Także inne religie, obecne już na szeroką skalę również na terenach od dawna schrystianizowanych, proponują własne sposoby zaspokojenia tej potrzeby i czynią to czasem w sposób bardzo przekonujący. My jednak, skoro została nam dana łaska wiary w Chrystusa, który objawia Ojca i jest Zbawicielem świata, mamy obowiązek ukazywać, na jaką głębię może nas doprowadzić więź z Nim.
Wielka tradycja mistyczna Kościoła zarówno Wschodniego, jak i Zachodniego, potrafi nam wiele powiedzieć na ten temat. Ukazuje ona, że modlitwa może się rozwijać niczym prawdziwy dialog miłości i doprowadzić do tego, że człowiek zostanie całkowicie owładnięty przez Boskiego Umiłowanego, że będzie wrażliwy na wszelkie poruszenia Ducha i z dziecięcą ufnością zawierzy się sercu Ojca. Zazna wówczas we własnym życiu obietnicy Chrystusa: «Kto (...) Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie» (J 14, 21). Jest to droga wspomagana nieustannie przez łaskę, która jednak wymaga zdecydowanego wysiłku duchowego i wiedzie nieraz przez bolesne doświadczenie oczyszczenia («noc ciemna»), ale na różne możliwe sposoby doprowadza do niewyrażalnej radości, przeżywanej przez mistyków jako «unia oblubieńcza». Czyż można tu nie wspomnieć, pośród wielu wspaniałych świadectw, doktryny św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avilą?
Drodzy Bracia i Siostry, nasze chrześcijańskie wspólnoty winny zatem stawać się prawdziwymi «szkołami» modlitwy, w której spotkanie z Jezusem nie polega jedynie na błaganiu Go o pomoc, ale wyraża się też przez dziękczynienie, uwielbienie, adorację, kontemplację, słuchanie, żarliwość uczuć aż po prawdziwe « urzeczenie» serca. Ma to zatem być modlitwa głęboka, która jednak nie przeszkadza uczestniczyć w sprawach doczesnych, jako że otwierając serce na miłość Bożą, otwiera je także na miłość do braci i daje nam zdolność kształtowania historii wedle zamysłu Bożego.18
34. Jest oczywiste, że do modlitwy wezwani są zwłaszcza ci wierni, którzy otrzymali w darze powołanie do życia w szczególnej konsekracji: to powołanie ze swej natury czyni ich bardziej podatnymi na doświadczenie kontemplacji, jest zatem ważne, aby kultywowali je ze szczerą gorliwością. Byłoby jednak błędem sądzić, że zwyczajni chrześcijanie mogą się zadowolić modlitwą powierzchowną, która nie jest w stanie wypełnić ich życia. Zwłaszcza w obliczu licznych prób, na jakie wystawiona jest wiara w dzisiejszym świecie, byliby oni nie tylko chrześcijanami połowicznymi, ale «chrześcijanami w zagrożeniu». Znaleźliby się w niebezpiecznej sytuacji, która prowadzi stopniowo do osłabienia wiary, i w końcu mogliby ulec urokowi «namiastek», wybierając którąś z innych religii, czy oddając się wręcz jakimś osobliwym zabobonom.
Trzeba zatem, aby wychowanie do modlitwy stało się w pewien sposób kluczowym elementem wszelkich programów duszpasterskich. Ja sam zamierzam poświęcić najbliższe katechezy środowe refleksji nad Psalmami, poczynając od Psalmów Jutrzni, poprzez które publiczna modlitwa Kościoła zachęca nas do uświęcenia każdego dnia i nadania mu właściwego kierunku.
Jest bardzo wskazane, aby nie tylko we wspólnotach zakonnych, ale także w społecznościach parafialnych bardziej starano się tworzyć klimat przeniknięty modlitwą. Trzeba również korzystać z należytą roztropnością z form ludowych, ale nade wszystko wychowywać do udziału w liturgii. Ułożenie planu dnia chrześcijańskiej wspólnoty w taki sposób, aby pozwalał łączyć rozliczne zajęcia pastoralne i dawanie świadectwa w świecie z udziałem w liturgii eucharystycznej czy nawet w Jutrzni i Nieszporach, jest może bardziej «realne» niż zwykle się sądzi. Dowodzą tego doświadczenia wielu grup aktywnych apostolsko, również tych, które złożone są w dużej mierze z ludzi świeckich.
Niedzielna Eucharystia
35. Jak najwięcej uwagi należy zatem poświęcić liturgii, bo ona «jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc».19 W XX stuleciu, a zwłaszcza w okresie posoborowym wspólnota chrześcijańska nauczyła się znacznie dojrzalej sprawować sakramenty, a zwłaszcza Eucharystię. Należy dalej iść w tym kierunku, przywiązując szczególne znaczenie do Eucharystii niedzielnej i do samej niedzieli, przeżywanej jako specjalny dzień wiary, dzień zmartwychwstałego Pana i daru Ducha Świętego, prawdziwa Pascha tygodnia.20 Od dwóch tysięcy lat rytm chrześcijańskiego życia wyznaczany jest przez pamiątkę owego « pierwszego dnia tygodnia» (por. Mk 16, 2.9; Łk 24, 1; J 20, 1), w którym zmartwychwstały Chrystus przyniósł Apostołom dar pokoju i Ducha Świetego (por. J 20, 19-23). Prawda o zmartwychwstaniu Chrystusa jest najgłębszym fundamentem, na którym opiera się chrześcijańska wiara (por. 1 Kor 15, 14), jest wydarzeniem umieszczonym w centrum tajemnicy czasu i zapowiedzią ostatniego dnia, kiedy to Chrystus powróci w chwale. Nie wiemy, jakie wydarzenia przyniesie nam nowe tysiąclecie, ale mamy pewność, że nic nie zdoła wyrwać go z ręki Chrystusa, «Króla królów i Pana panów» (por. Ap 19, 16) i właśnie dlatego sprawując Paschę nie tylko raz w roku, ale w każdą niedzielę, Kościół będzie nadal wskazywał każdemu pokoleniu to, «co stanowi zwornik całej historii, w którym tajemnica początków spotyka się z tajemnicą ostatecznego przeznaczenia świata».21
36. Chciałbym zatem raz jeszcze przypomnieć, podobnie jak to uczyniłem w Liście apostolskim Dies Domini, że udział w Eucharystii powinien naprawdę być dla każdego ochrzczonego sercem niedzieli. Jest to powinność, której nie można pominąć, a przeżywać ją należy nie tylko jako wypełnienie przepisanego obowiązku, ale jako niezbędny element prawdziwie świadomego i spójnego życia chrześcijańskiego. Wkraczamy w tysiąclecie, które -- jak można przewidywać -- będzie się charakteryzowało wzajemnym przenikaniem się kultur i religii, także w krajach o dawnej tradycji chrześcijańskiej. W wielu regionach chrześcijanie stają się «małą trzódką» (por. Łk 12, 32). Stawia to przed nimi zadanie bardziej wyrazistego świadczenia o szczególnych cechach swojej tożsamości, często w osamotnieniu i wbrew trudnościom. Jedną z tych cech jest obowiązek uczestnictwa w liturgii eucharystycznej w każdą niedzielę. Niedzielna Eucharystia, będąc cotygodniowym zgromadzeniem chrześcijan jako rodziny Bożej wokół stołu Słowa i Chleba życia, w naturalny sposób przeciwdziała jej rozproszeniu. Jest miejscem uprzywilejowanym, w którym nieustannie głosi się i kultywuje komunię. Właśnie poprzez udział w Eucharystii dzień Pański staje się także dniem Kościoła,22 który dzięki temu może spełniać skutecznie swoje zadanie jako sakrament jedności.
Sakrament Pojednania
37. Pragnę też wezwać do podjęcia z nową odwagą duszpasterską codziennej pedagogii chrześcijańskiej wspólnoty, która potrafi przekonująco i skutecznie zachęcać do praktyki Sakramentu Pojednania. Jak zapewne pamiętacie, w 1984 r. wypowiedziałem się na ten temat w posynodalnej adhortacji Reconciliatio et paenitentia, w której zawarłem owoce refleksji specjalnego Synodu Biskupów poświęconego tej problematyce. Wzywałem w niej, aby wszelkimi siłami przeciwdziałać kryzysowi «świadomości grzechu», występujacemu we współczesnej kulturze,23 ale jeszcze usilniej zachęcałem, aby pomagać innym odkrywać Chrystusa jako mysterium pietatis -- jako Tego, w którym Bóg ukazuje nam swoje miłosierne serce i w pełni jedna nas ze sobą. Trzeba dołożyć starań, aby wierni odkrywali to oblicze Chrystusa także przez Sakrament Pokuty, który jest dla chrześcijanina «zwyczajnym sposobem otrzymania przebaczenia i odpuszczenia grzechów ciężkich, popełnionych po Chrzcie».24 Gdy wspomniany Synod omawiał ten temat, wszyscy mieli przed oczyma kryzys Sakramentu Pokuty, ujawniający się zwłaszcza w niektórych regionach świata. Jego przyczyny nie zanikły bynajmniej w krótkim okresie, jaki dzieli nas od tamtego czasu. Jednakże Rok Jubileuszowy, szczególnie mocno odwołujący się do pokuty sakramentalnej, przyniósł nam pokrzepiające doświadczenie, którego nie należy zaprzepaścić: skoro tak wielu wiernych, w tym także młodych, przystąpiło z pożytkiem do tego sakramentu, to prawdopodobnie istnieje potrzeba, aby pasterze starali się przedstawiać go i ukazywać jego wartość z większą ufnością, bardziej twórczo i konsekwentnie. Drodzy Bracia w kapłaństwie, nie możemy się zniechęcać w obliczu współczesnych kryzysów! Dary Boże -- a Sakramenty należą do darów najcenniejszych -- pochodzą od Tego, który dobrze zna serce człowieka i jest Panem historii.
Pierwszeństwo łaski
38. Jeżeli w oczekującej nas pracy programowej z większą ufnością zajmiemy się duszpasterstwem, które przeznaczy całą swoją przestrzeń na modlitwę indywidualną i wspólnotową, to zastosujemy się do kluczowej zasady chrześcijańskiej wizji życia: zasady pierwszeństwa łaski. Istnieje pewna pokusa, która od zawsze zagraża życiu duchowemu każdego człowieka, a także działalności duszpasterskiej: jest nią przekonanie, że rezultaty zależą od naszej zdolności działania i planowania. To prawda, że Pan Bóg oczekuje od nas konkretnej współpracy z Jego łaską, a zatem wzywa nas, byśmy w służbie Jego Królestwu wykorzystywali wszystkie zasoby naszej inteligencji i zdolności działania. Biada jednak, gdybyśmy zapomnieli, że bez Chrystusa «nic nie możemy uczynić» (por. J 15, 5).
Modlitwa sprawia, że w życiu towarzyszy nam świadomość tej właśnie prawdy. Przypomina nam nieustannie o pierwszeństwie Chrystusa i -- przez odniesienie do Niego -- o pierwszenstwie życia wewnętrznego i świętości. Kiedy ta zasada nie jest przestrzegana, to czyż można się dziwić, że przedsięwzięcia duszpasterskie kończą się niepowodzeniem, pozostawiając w sercu obezwładniające uczucie frustracji? Niech zatem także naszym udziałem stanie się doświadczenie uczniów, opisane w ewangelicznej relacji o cudownym połowie: «Całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili» (Łk 5, 5). W takim momencie potrzebna jest wiara, modlitwa i dialog z Bogiem, aby serce otworzyło się na strumień łaski, a słowo Chrystusa mogło przeniknąć nas z całą swoją mocą: Duc in altum! W czasie tamtego połowu to Piotr wypowiedział słowa wiary: «na Twoje słowo zarzucę sieci» (tamże). Na początku nowego tysiąclecia pozwólcie Następcy Piotra wezwać cały Kościół do takiego aktu wiary, który wyrazi się przez odnowę życia modlitewnego.
Słuchanie słowa Bożego
39. Nie ulega wątpliwości, że tego pierwszenstwa świętości i modlitwy nie można urzeczywistnić inaczej, jak tylko przez ciągłe powracanie do słuchania słowa Bożego. Od kiedy Sobór Watykański II podkreślił kluczową rolę słowa Bożego w życiu Kościoła, poczyniono z pewnością wielkie postępy w praktyce wytrwałego słuchania i wnikliwego odczytywania Pisma Świętego. Przyznano mu należne, zaszczytne miejsce w publicznej modlitwie Kościoła. Powszechnie odwołują się dziś do niego jednostki i wspólnoty. Również wielu świeckich oddaje się jego lekturze, korzystając z cennej pomocy opracowań teologicznych i biblijnych. Przede wszystkim zaś samo dzieło ewangelizacji i katechezy czerpie żywotne soki właśnie z tej więzi ze słowem Bożym. Należy ją umacniać i pogłębiać, drodzy Bracia i Siostry, także poprzez rozpowszechnianie księgi Pisma Świętego w rodzinach. Konieczne jest zwłaszcza, aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie.
Głoszenie słowa Bożego
40. Mamy karmić się słowem, aby być «sługami Słowa» w dziele ewangelizacji. Jest to z pewnością jedno z najważniejszych zadań stojacych przed Kościołem na progu nowego tysiąclecia. Nawet w krajach, gdzie Ewangelia dotarła wiele wieków temu, przestało już istnieć «społeczeństwo chrześcijańskie», które mimo licznych ułomności, jakie cechują wszystko co ludzkie, odwoływało się jednoznacznie do wartości ewangelicznych. Dzisiaj trzeba odważnie stawić czoło sytuacji, która staje się coraz trudniejsza i bardziej zróżnicowana w związku z globalizacją oraz powstawaniem nowych i zmiennych współzależności między narodami i kulturami. Wielokrotnie w minionych latach przypominałem wezwanie do nowej ewangelizacji. Ponawiam je i teraz, pragnąc przede wszystkim wskazać, że musimy na nowo rozniecić w sobie pierwotną gorliwość i pozwolić, aby udzielił się nam zapał apostolskiego przepowiadania, jakie wzięło początek z Pięćdziesiątnicy. Powinniśmy wzbudzić w sobie płomiennego ducha św. Pawła, który wołał: «Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii» (1 Kor 9, 16).
Ten zapał z pewnością pobudzi Kościół do nowej aktywności misyjnej, której nie będzie można powierzyć jedynie wąskiej grupie «specjalistów», ale będzie ona wymagać odpowiedzialnego udziału wszystkich członków Ludu Bożego. Kto prawdziwie spotkał Chrystusa nie może zatrzymywać Go dla siebie, ale winien Go głosić. Potrzeba nowego rozmachu w apostolstwie, które byłoby przeżywane jako codzienne zadanie wspólnot i grup chrześcijańskich. Winno się to jednak dokonywać z zachowaniem należnego szacunku dla niepowtarzalnego doświadczenia każdego człowieka oraz z wrażliwością na różne kultury, w których ma zostać zaszczepione chrześcijańskie orędzie, tak aby specyficzne wartości każdego narodu nie zostały przekreślone, lecz oczyszczone i w pełni rozwinięte.
Chrześcijaństwo trzeciego tysiąclecia będzie musiało coraz lepiej zaspokajać tę potrzebę inkulturacji. Pozostając w pełni sobą i dochowując bezwarunkowej wierności orędziu ewangelicznemu i kościelnej tradycji, będzie przybierało także oblicze różnych kultur i narodów, w których zostanie przyjęte i zapuści korzenie. Pięknem tego wielokształtnego oblicza Kościoła cieszyliśmy się zwłaszcza w roku jubileuszowym. Być może jest to tylko początek, zaledwie zarys obrazu przyszłości, jaką przygotowuje nam Duch Boży.
Należy z ufnością przedkładać wszystkim propozycję Chrystusa. Trzeba się zwracać do dorosłych, do rodzin, do młodych i do dzieci, nie ukrywając nigdy najbardziej radykalnych wymogów ewangelicznego orędzia, ale dostosowując się do szczególnych potrzeb każdego, do jego wrażliwości i języka, na wzór Pawła, który pisał: «Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych» (1 Kor 9, 22). Zachęcam do tego, myśląc przede wszystkim o duszpasterstwie młodzieży. Jak przypomniałem wyżej, podczas Jubileuszu właśnie młodzież dała nam świadectwo wielkoduszności i gotowości do służby. Musimy umieć docenić tę krzepiącą postawę, inwestując ten entuzjazm młodych jako nowy talent (por. Mt 25, 15), który Pan dał w nasze ręce, abyśmy go pomnażali.
41. W tej «działalności misyjnej» -- prowadzonej z ufnością i z twórczą inicjatywą -- niech będzie dla nas oparciem i drogowskazem świetlany przykład licznych Świadków wiary, których przypomniał nam Jubileusz. Kościół zawsze dostrze gał w swoich męczennikach zasiew życia: Sanguis martyrum semen christianorum.25 Sprawdzian historii potwierdzał zawsze słuszność tej słynnej «zasady» Tertuliana. Czyż nie stanie się tak również w stuleciu i w tysiącleciu, które rozpoczynamy? Być może za bardzo przywykliśmy myśleć o męczennikach jako o kimś raczej odległym od nas, jak gdyby było to pojęcie z przeszłości, związane przede wszystkim z pierwszymi stuleciami chrześcijaństwa. Ich jubileuszowe wspomnienie pozwoliło nam odkryć zaskakującą rzeczywistość, ukazując, że nasza epoka jest szczególnie bogata w świadków, którzy w taki czy inny sposób potrafili żyć Ewangelią mimo wrogości otoczenia i prześladowań, składając często najwyższe świadectwo krwi. Ziarno słowa Bożego, rzucone w dobrą glebę, wydało w nich plon stokrotny (por. Mt 13, 8.23). Swoim przykładem wskazali nam i niejako przetarli drogę ku przyszłości. Nam nie pozostaje nic innego, jak z pomocą łaski Bożej pójść ich śladami.
IV
Świadkowie miłości
42. «Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali» (J 13, 35). Drodzy Bracia i Siostry, jeżeli naprawdę kontemplowaliśmy oblicze Chrystusa, to opracowując program duszpasterski winniśmy czerpać inspirację z «przykazania nowego», które On nam pozostawił: «abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem» (J 13, 34).
Oto jeszcze jedna wielka dziedzina, w której należy podjąć zdecydowane i planowe działania na płaszczyźnie Kościoła powszechnego i Kościołów partykularnych: komunia (koinonìa), będąca ucieleśnieniem i objawieniem samej istoty tajemnicy Kościoła. Komunia jest owocem i objawieniem owej miłości, która wypływając z serca przedwiecznego Ojca, rozlewa się w nas za sprawą Ducha darowanego nam przez Jezusa (por. Rz 5, 5), abyśmy wszyscy stali się «jednym duchem i jednym sercem» (por. Dz 4, 32). Właśnie budując tę komunię miłości Kościół objawia się jako «sakrament», czyli jako «znak i narzędzie wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego».26
Słowa Chrystusa na ten temat są zbyt jednoznaczne, aby można było umniejszać ich doniosłość. Także w nowym stuleciu Kościół na drodze swego rozwoju historycznego będzie potrzebował wielu różnych rzeczy; jeśli jednak zabraknie mu miłości (agape), wszystko inne będzie bezużyteczne. Sam apostoł Paweł przypomina nam o tym w hymnie o miłości: nawet gdybyśmy mówili językami ludzi i aniołów i posiadali wiarę, która «góry przenosi», ale nie mieli miłości, wszystko byłoby «niczym» (por. 1 Kor 13, 2). Miłość jest naprawdę «sercem» Kościoła, jak to dobrze rozumiała św. Teresa z Lisieux, którą ogłosiłem Doktorem Kościoła właśnie ze względu na jej głęboką znajomość scientia amoris: « Zrozumiałam, że Kościół ma Serce i że to Serce płonie Miłością. Zrozumiałam, że tylko Miłość zdolna jest poruszać członki Kościoła. [...] Zrozumiałam, że w Miłości zawierają się wszystkie powołania, że Miłość jest wszystkim».27
Duchowość komunii
43. Czynić Kościół domem i szkołą komunii: oto wielkie wyzwanie, jakie czeka nas w rozpoczynającym się tysiącleciu, jeśli chcemy pozostać wierni Bożemu zamysłowi, a jednocześnie odpowiedzieć na najgłębsze oczekiwania świata.
Co to oznacza w praktyce? Także tutaj można by bezpośrednio przejść na płaszczyznę działania, ale błędem byłoby ulec tej pokusie. Zanim przystąpimy do programowania konkretnych przedsięwzięć, należy krzewić duchowość komunii, podkreślając jej znaczenie jako zasady wychowawczej wszędzie tam, gdzie kształtuje się człowiek i chrześcijanin, gdzie formują się szafarze ołtarza, duszpasterze i osoby konsekrowane, gdzie powstają rodziny i wspólnoty. Duchowość komunii to przede wszystkim spojrzenie utkwione w tajemnicy Trójcy Świętej, która zamieszkuje w nas i której blask należy dostrzegać także w obliczach braci żyjących wokół nas. Duchowość komunii to także zdolność odczuwania więzi z bratem w wierze dzięki głębokiej jedności mistycznego Ciała, a zatem postrzegania go jako «kogoś bliskiego», co pozwala dzielić jego radości i cierpienia, odgadywać jego pragnienia i zaspokajać jego potrzeby, ofiarować mu prawdziwą i głęboką przyjaźń. Duchowość komunii to także zdolność dostrzegania w drugim człowieku przede wszystkim tego, co jest w nim pozytywne, a co należy przyjąć i cenić jako dar Boży: dar nie tylko dla brata, który bezpośrednio go otrzymał, ale także «dar dla mnie». Duchowość komunii to wreszcie umiejętność «czynienia miejsca» bratu, wzajemnego «noszenia brzemion» (por. Ga 6, 2) i odrzucania pokus egoizmu, które nieustannie nam zagrażają, rodząc rywalizację, bezwzględne dążenie do kariery, nieufność, zazdrość. Nie łudźmy się: bez takiej postawy duchowej na niewiele zdałyby się zewnętrzne narzędzia komunii. Stałyby się bezdusznymi mechanizmami, raczej pozorami komunii niż sposobami jej wyrażania i rozwijania.
44. Budując na tym fundamencie, powinniśmy w nowym stuleciu dołożyć szczególnych starań, aby rozwijać i należycie wykorzystywać te rzeczywistości i środki, które wedle doniosłych wskazań Soboru Watykańskiego II służą umocnieniu i zabezpieczeniu komunii. Na myśl przychodzą tu przede wszystkim owe specjalne posługi na rzecz komunii, jakimi są posługa Piotrowa i -- ściśle z nią związana -- kolegialność biskupów. Fundamentem i uzasadnieniem tych poszczególnych posług jest zamysł samego Chrystusa wobec Kościoła,28 ale właśnie dlatego należy je nieustannie zgłębiać, aby zachowały prawdziwie ewangeliczny charakter.
Od czasu Soboru Watykańskiego II wiele uczyniono też na polu reformy Kurii Rzymskiej, organizacji Synodów, funkcjonowania Konferencji Episkopatów. Z pewnością jednak wiele należy jeszcze zrobić, aby jak najlepiej wykorzystać możliwości tych koniecznych instytucji służących komunii, szczególnie ważnych dzisiaj, gdy trzeba szybko i skutecznie rozwiązywać problemy, z jakimi styka się Kościół w niezwykle dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości naszej epoki.
45. Przestrzenie komunii należy kultywować i poszerzać każdego dnia i na wszystkich płaszczyznach życia poszczególnych Kościołów. Komunia powinna być wyraźnie widoczna w relacjach między biskupami, kapłanami i diakonami, między duszpasterzami a całym Ludem Bożym, między duchowieństwem i zakonnikami, między stowarzyszeniami i ruchami kościelnymi. W tym celu należy coraz lepiej wykorzystywać struktury aktywnej współpracy przewidziane przez Prawo Kanoniczne, takie jak Rady kapłańskie i duszpasterskie. Jak wiadomo, nie kierują się one zasadami demokracji parlamentarnej, ponieważ mają uprawnienia doradcze, a nie decyzyjne,29 ale nie są z tego powodu pozbawione znaczenia ani możliwości skutecznego oddziaływania. Teologia i duchowość komunii pobudzają bowiem pasterzy i wiernych do uważnego słuchania siebie nawzajem i z jednej strony jednoczą ich a priori we wszystkich kwestiach istotnych, a z drugiej sprawiają, że także w sprawach podlegających dyskusji udaje im się zwykle uzgodnić wspólne, przemyślane stanowisko.
Z myślą o tym powinniśmy przyswajać sobie odwieczne zasady mądrości, która nie podważając bynajmniej autorytetu pasterzy zachęca ich do jak najszerszej konsultacji z całym Ludem Bożym. Znamienna jest wskazówka, jakiej św. Benedykt udziela opatowi, zalecając mu, aby zasięgał rady także u najmłodszych: «Często Pan objawia komuś młodszemu, co jest najlepsze».30 Zaś św. Paulin z Noli wzywa: «Wsłuchujmy się w słowa wychodzące z ust wszystkich wiernych, bo w każdym z nich tchnie Duch Boży».31
Jeśli zatem mądre prawodawstwo, ustanawiając ścisłe reguły współdziałania uwypukla hierarchiczną strukturę Kościoła oraz zabezpiecza przed pokusą samowoli i bezpodstawnymi żądaniami, to duchowość komunii ożywia właściwą sobie treścią formę instytucjonalną, zalecając postawę zaufania i otwartości, która respektuje w pełni godność i odpowiedzialność każdego członka Ludu Bożego.
Różnorodność powołań
46. Ta wizja komunii jest ściśle związana ze zdolnością chrześcijańskiej wspólnoty do otwarcia się na wszystkie dary Ducha. Jedność Kościoła nie oznacza jednolitości, ale połączenie w organiczną całość uprawnionych odmienności. Jest to rzeczywistość wielu członków połączonych w jednym Ciele -- jedynym ciele Chrystusa (por. 1 Kor 12, 12). Jest zatem konieczne, aby Kościół trzeciego tysiąclecia pobudzał wszystkich ochrzczonych i bierzmowanych do uświadomienia sobie obowiązku czynnego udziału w życiu kościelnym. Obok posługi kapłańskiej także inne posługi ustanowione lub po prostu uznane -- mogą się rozwijać z pożytkiem dla całej wspólnoty, zaspokajając jej wielorakie potrzeby: od katechezy po aktywny udział w liturgii, od wychowania młodzieży po różne formy działalności charytatywnej.
Z pewnością należy też wielkodusznie wspomagać powołania do kapłaństwa i do szczególnej konsekracji, przede wszystkim przez modlitwę do Pana żniwa (por. Mt 9, 38). Jest to sprawa bardzo istotna dla życia Kościoła we wszystkich częściach świata. W niektórych krajach o dawnej tradycji chrześcijańskiej problem ten przybiera wręcz rozmiary dramatyczne na skutek przemian społecznych oraz religijnego wyjałowienia przez konsumpcjonizm i laicyzację. Należy koniecznie tworzyć rozległe i rozbudowane duszpasterstwo powołaniowe, aby docierać do parafii, ośrodków wychowawczych i rodzin, pobudzając do głębszej refleksji nad istotnymi wartościami życia, które znajdują najpełniejszą syntezę w odpowiedzi, jakiej każdy powinien udzielić na Boże powołanie, zwłaszcza wówczas, gdy wzywa ono do całkowitego oddania siebie i swoich sił sprawie Królestwa Bożego.
Na tym tle ujawnia się także znaczenie każdego innego powołania, którego najgłębszym podłożem jest bogactwo nowego życia otrzymanego w Sakramencie Chrztu. Należy zwłaszcza coraz lepiej odkrywać znaczenie powołania właściwego świeckim, którzy jako tacy są wezwani, aby «szukać Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej»,32 a także mieć «swój udział w posłannictwie całego Ludu Bożego w Kościele i w świecie (...) przez swą pracę zmierzającą do szerzenia Ewangelii oraz uświęcania ludzi».33
Na tej samej zasadzie bardzo ważnym dla komunii jest obowiązek popierania różnych form zrzeszania się, zarówno tradycyjnych, jak i nowszych ruchów kościelnych, ponieważ nadają one Kościołowi żywotność, która jest darem Bożym i przejawem prawdziwej «wiosny Ducha». Jest oczywiście konieczne, aby stowarzyszenia i ruchy, zarówno w Kościele powszechnym, jak i w Kościołach partykularnych, działały w pełnej harmonii ze wspólnotą kościelną i okazywały posłuszeństwo miarodajnym wskazaniom pasterzy. Ale do wszystkich odnosi się też napomnienie Apostoła, wymagające i stanowcze: «Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne -- zachowujcie» (1 Tes 5, 19-21).
47. Szczególną uwagę należy też poświęcić duszpasterstwu rodziny, szczególnie nieodzownemu w obecnej chwili dziejowej, gdy obserwujemy rozległy i głęboki kryzys tej podstawowej instytucji. Wedle chrześcijańskiej wizji małżeństwa, więź między mężczyzną a kobietą -- więź wzajemna i całkowita, jedyna i nierozerwalna -- jest zgodna z pierwotnym zamysłem Bożym, który z czasem został przyćmiony przez «zatwardziałość serc», ale któremu Chrystus przywrócił pierwotny blask, objawiając, czego Bóg pragnął «od początku» (por. Mt 19, 8). W małżeństwie, wyniesionym do godności sakramentu, wyraża się też «wielka tajemnica» oblubieńczej miłości, jaką Chrystus darzy swój Kościół (por. Ef 5, 32).
W tej sprawie Kościół nie może ulegać naciskom pewnego typu kultury, nawet jeśli jest ona rozpowszechniona i czasem agresywna. Należy raczej zabiegać o to, aby dzięki jak najpełniejszej formacji ewangelicznej chrześcijańskie rodziny potrafiły coraz bardziej przekonująco ukazywać, że możliwe jest przeżywanie małżeństwa w sposób całkowicie zgodny z zamysłem Bożym oraz z prawdziwymi potrzebami ludzi -- samych małżonków, a nade wszystko dzieci, istot jeszcze bardziej wrażliwych. Same rodziny winny coraz lepiej uświadamiać sobie, jak wiele uwagi należy okazywać dzieciom, a zarazem stawać się aktywnymi podmiotami skutecznej działalności kościelnej i społecznej w obronie własnych praw.
Zaangażowanie ekumeniczne
48. A cóż powiedzieć o pilnej potrzebie budowania komunii w delikatnej dziedzinie dialogu ekumenicznego? Niestety, przenieśliśmy przez próg nowego tysiąclecia także smutne dziedzictwo przeszłości. Obchody jubileuszowe pozwoliły nam dostrzec pewne znaki, prawdziwie prorocze i wzruszające, ale droga przed nami jest jeszcze bardzo daleka.
W rzeczywistości Wielki Jubileusz, kierując nasze spojrzenie ku Chrystusowi, pozwolił nam głębiej uświadomić sobie istotę Kościoła jako tajemnicy jedności. «Wierzę w jeden Kościół»: to co wyrażamy w wyznaniu wiary, ma swój najgłębszy fundament w Chrystusie, w którym Kościół nie jest podzielony (por. 1 Kor 1, 11-13). Jako Jego Ciało, trwając w jedności ustanowionej przez dar Ducha Świętego, Kościół jest niepodzielny. Podział powstaje na płaszczyźnie historii, w relacjach między dziećmi Kościoła, jako skutek ludzkiej nieudolności w przyjmowaniu daru, który nieustannie spływa z Chrystusa - Głowy na Jego mistyczne Ciało. Modlitwa Jezusa w Wieczerniku -- «jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno» (J 17, 21) -- jest zarazem objawieniem i prośbą. Objawia nam jedność Chrystusa z Ojcem jako źródło jedności Kościoła oraz jako nieprzemijający dar, który Kościół będzie w Nim tajemniczo otrzymywał aż do końca czasów. Ta jedność, która niewątpliwie urzeczywistnia się w konkretnej formie w Kościele katolickim mimo typowych ludzkich ograniczeń, w różnej mierze ujawnia się także w licznych elementach uświecenia i prawdy, jakie znaleźć można również w innych Kościołach i Wspólnotach kościelnych; elementy te, jako swoiste dary Kościoła Chrystusowego, przynaglają je nieustannie do dążenia ku pełnej jedności.34
Modlitwa Chrystusa przypomina nam, że ten dar winien być przyjmowany i nieustannie pogłębiany. Wezwanie «ut unum sint» jest dla nas wiążącym poleceniem i jednocześnie siłą, która nas wspomaga, oraz zbawiennym napomnieniem pomagającym przezwyciężać nasze lenistwo i ciasnotę serca. Właśnie na modlitwie Jezusa, a nie na naszych umiejętnościach opiera się ufność, że możemy także w rzeczywistości doczesnej ustanowić pełną i widzialną komunię wszystkich chrześcijan.
W tej perspektywie odnowy rozpoczętej przez Jubileusz patrzę z wielką nadzieją na Kościoły Wschodnie, ufając, że zostanie w pełni przywrócona owa wymiana darów, która wzbogacała Kościół pierwszego tysiąclecia. Pamięć o czasach, gdy Kościół oddychał «dwoma płucami», niech przynagla chrześcijan Wschodu i Zachodu, aby szli razem w jedności wiary, szanując uprawnione odmienności, akceptując się wzajemnie i wspomagając jako członki jedynego Ciała Chrystusa.
Równie gorliwie należy rozwijać dialog ekumeniczny z braćmi i siostrami ze Wspólnoty Anglikańskiej i ze Wspólnot kościelnych wyrosłych z Reformacji. Z Bożą pomocą debata teologiczna na temat istotnych zagadnień chrześcijańskiej wiary i moralności, współpraca na polu charytatywnym, a nade wszystko wielki ekumenizm świetości z pewnością wydadzą w przyszłości swoje owoce. Idźmy tymczasem z ufnością naprzód, oczekując z utęsknieniem chwili, gdy wraz z wszystkimi bez wyjątku uczniami Chrystusa będziemy mogli wspólnie śpiewać pełnym głosem: «Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem» (Ps 133 [132], 1).
Wezwanie do miłosierdzia
49. Miłosierdzie bierze początek z komunii wewnątrzkościelnej, ale ze swej natury zmierza do posługi powszechnej, skłaniając nas do podejmowania dzieł czynnej i konkretnej miłości wobec każdego człowieka. Jest to dziedzina, która w równie decydujący sposób określa kształt życia chrześcijańskiego, styl działalności kościelnej i treść programów duszpasterskich. Rozpoczynający się wiek i tysiąclecie będą świadkami -- a wypada sobie życzyć, aby doświadczyły tego bardziej niż dotychczas -- jak wielkiego poświecenia wymaga miłosierdzie wobec najuboższych. Jeśli nasze działania rzeczywiście mają początek w kontemplacji Chrystusa, to powinniśmy umieć Go dostrzegać przede wszystkim w twarzach tych, z którymi On sam zechciał się utożsamić: «Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie» (Mt 25, 35-36). Te słowa nie są jedynie wezwaniem do miłosierdzia: zawierają one głęboki sens chrystologiczny, który ukazuje w pełnym blasku tajemnicę Chrystusa. Te słowa, w nie mniejszym stopniu niż wierność prawdzie, są probierzem wierności Kościoła jako Oblubienicy Chrystusa.
Nie należy oczywiście zapominać, że nikt nie może zostać pozbawiony naszej miłości, jako że «Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem».35 Jednakże wedle jednoznacznych słów Ewangelii jest On w szczególny sposób obecny w ubogich, dlatego wobec nich Kościół winien stosować « opcję preferencyjną». Poprzez tę opcję dajemy świadectwo o kształcie miłości Boga, o Jego opatrzności i miłosierdziu i w pewien sposób nadal rozsiewamy w dziejach ziarna Królestwa Bożego, które sam Jezus pozostawił w czasie swego ziemskiego życia, wychodząc naprzeciw tym, którzy zwracali się do Niego z wszelkimi potrzebami duchowymi i materialnymi.
50. W naszej epoce wiele jest bowiem potrzeb, które poruszają wrażliwość chrześcijan. Nasz świat wkracza w nowe tysiąclecie pełen sprzeczności, jakie niesie z sobą rozwój gospodarczy, kulturowy i techniczny, który niewielu wybranym udostępnia ogromne możliwości, natomiast miliony ludzi nie tylko pozostawia na uboczu postępu, ale każe się im zmagać z warunkami życia uwłaczającymi ludzkiej godności. Jak to możliwe, że w naszej epoce są jeszcze ludzie, którzy umierają z głodu, skazani na analfabetyzm, nie mający dostępu do najbardziej podstawowej opieki lekarskiej, pozbawieni domu, w którym mogliby znaleźć schronienie?
Ten krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie zasobnych, którym wszakże zagraża rozpacz płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja lub dyskryminacja społeczna. Trzeba, aby w obliczu tej sytuacji chrześcijanin uczył się wyrażać swą wiarę w Chrystusa przez odczytywanie ukrytego wezwania, jakie On kieruje do niego ze świata ubóstwa. W ten sposób będzie można kontynuować tradycję miłosierdzia, która już w minionych dwóch tysiącleciach wyraziła się na wiele różnych sposobów, ale która obecnie wymaga może jeszcze większej inwencji twórczej. Potrzebna jest dziś nowa « wyobraźnia miłosierdzia», której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr.
Winniśmy zatem postępować w taki sposób, aby w każdej chrześcijańskiej wspólnocie ubodzy czuli się «jak u siebie w domu». Czyż taki styl bycia nie stałby się największą i najbardziej skuteczną formą głoszenia dobrej nowiny o Królestwie Bożym? Bez tak rozumianej ewangelizacji, dokonującej się przez miłosierdzie i świadectwo chrześcijańskiego ubóstwa, głoszenie Ewangelii -- będące przecież pierwszym nakazem miłosierdzia -- może pozostać nie zrozumiane i utonąć w powodzi słów, którymi i tak jesteśmy nieustannie zalewani we współczesnym społeczeństwie przez środki przekazu. Miłosierdzie czynów nadaje nieodpartą moc miłosierdziu słów.
Współczesne wyzwania
51. A czyż moglibyśmy pozostawać obojętni wobec dewastacji środowiska naturalnego, która sprawia, że rozległe obszary planety stają się niegościnne i nieprzyjazne człowiekowi? Albo w obliczu problemu pokoju, któremu zagraża często widmo katastrofalnych wojen? Czy wreszcie wobec deptania podstawowych ludzkich praw tak wielu osób, zwłaszcza dzieci? Bardzo wiele jest pilnych spraw, na które serce chrześcijanina nie może pozostać niewrażliwe.
Szczególną uwagę należy poświęcić pewnym radykalnym nakazom Ewangelii, które często spotykają się z niezrozumieniem -- do tego stopnia że wypowiedzi Kościoła na ich temat stają się niepopularne -- ale które mimo to muszą być uwzględniane w kościelnej praktyce miłosierdzia. Mam na myśli powinność czynnej troski o poszanowanie życia każdej ludzkiej istoty od poczęcia aż do naturalnego kresu. Podobnie też służba człowiekowi każe nam wołać w porę i nie w porę, że kto wykorzystuje nowe zdobycze nauki, zwłaszcza w dziedzinie biotechnologii, nie może nigdy lekceważyć podstawowych wymogów etyki, powołując się przy tym na pewną dyskusyjną koncepcję solidarności, która prowadzi do różnego wartościowania ludzkiego życia i do podeptania godności właściwej każdej istocie ludzkiej.
W trosce o skuteczność chrześcijańskiego świadectwa, zwłaszcza w tych delikatnych i kontrowersyjnych dziedzinach, trzeba wykonać wielki wysiłek, aby należycie uzasadnić stanowisko Kościoła, podkreślając zwłaszcza, że nie próbuje on narzucić niewierzącym poglądów wynikających z wiary, ale interpretuje i chroni wartości zakorzenione w samej naturze istoty ludzkiej. W ten sposób praktyka miłosierdzia stanie się w konsekwencji także służbą kulturze, polityce, gospodarce i rodzinie, aby wszędzie były przestrzegane podstawowe zasady, od których zależy los człowieka i przyszłość cywilizacji.
52. Wszystkie te działania należy oczywiście realizować w sposób właściwy chrześcijaństwu: przede wszystkim powinni się włączyć w nie wierni świeccy, realizując właściwe sobie powołanie, ale nie ulegając nigdy pokusie sprowadzenia chrześcijańskiej wspólnoty wyłącznie do roli instytucji socjalnej. W szczególności relacje ze społecznością świecką winny zawsze kształtować się w sposób respektujący jej autonomię i kompetencje, zgodnie z zaleceniami nauki społecznej Kościoła.
Wiadomo, jak wielki wysiłek podjęło Magisterium kościelne, zwłaszcza w XX w., aby odczytywać rzeczywistość społeczną w świetle Ewangelii i przez swoje coraz bardziej konkretne i organiczne wypowiedzi przyczyniać się do rozwiązania kwestii socjalnej, która zyskała już rozmiary planetarne.
Ten aspekt etyczno-społeczny jawi się jako nieodzowny wymiar chrześcijańskiego świadectwa: należy odrzucać pokusę duchowości skupionej na wewnętrznych, indywidualnych przeżyciach, którą trudno byłoby pogodzić z wymogami miłosierdzia, a ponadto z logiką Wcielenia i ostatecznie nawet z chrześcijańską eschatologią. Choć uświadamia nam ona względność historii, nie zwalnia nas bynajmniej z obowiązku budowania jej. Szczególnie aktualne pozostaje w tym kontekście nauczanie Soboru Watykańskiego II: «nauka chrześcijańska nie odwraca człowieka od budowania świata i nie zachęca go do zaniedbywania dobra bliźnich, lecz raczej silniej wiąże go z obowiązkiem wypełniania tych rzeczy».36
Konkretny znak
53. Aby wyrazić przez jakiś konkretny znak, że taki jest właśnie sens miłosierdzia i działalności na rzecz postępu człowieka, zakorzeniony w najgłębszych nakazach Ewangelii, pragnąłem, aby Rok Jubileuszowy pozostawił oprócz licznych owoców miłosierdzia, jakie już wydał -- mam na myśli zwłaszcza pomoc ofiarowaną uboższym braciom, aby mogli przybyć na Jubileusz -- także jakieś dzieło, które stanowiłoby w pewien sposób owoc i pieczęć jubileuszowego miłosierdzia. Wielu pielgrzymów bowiem na różne sposoby złożyło datki pieniężne, a obok nich także wiele osób prowadzących działalność gospodarczą ofiarowało hojną pomoc, dzięki której można było zapewnić godziwy przebieg wydarzeń jubileuszowych. Gdy pokryte zostaną wydatki, jakie trzeba było ponieść w ciągu roku, pieniądze, które uda się zaoszczędzić, będą przeznaczone na cele charytatywne. Jest bowiem ważne, aby tak doniosłe wydarzenie religijne było jak najdalsze od jakichkolwiek pozorów spekulacji ekonomicznej. Te pozostałe środki posłużą, by także w dzisiejszych okolicznościach powtórzyło się doświadczenie, jakie miało miejsce wielokrotnie w ciągu dziejów, od czasu, gdy w pierwotnym Kościele wspólnota jerozolimska dała niechrześcijanom wzruszający przykład spontanicznej wymiany darów, posuniętej aż do wspólnoty dóbr, aby przyjść z pomocą najuboższym (por. Dz 2, 44-45).
Dzieło, które zostanie zrealizowane, będzie tylko małym strumieniem zasilającym wielką rzekę chrześcijańskiego miłosierdzia. Małym, ale istotnym: Jubileusz sprawił, że cały świat patrzył na Rzym, na Kościół, «który przewodzi w miłości»,37 i składał swoje ofiary Piotrowi. Miłosierdzie okazane w centrum katolicyzmu winno teraz w pewien sposób skierować się na powrót do świata poprzez ten znak, który ma pozostać owocem i żywą pamiątką komunii, jakiej doświadczyliśmy w czasie Jubileuszu.
Dialog i misja
54. Nowe stulecie i nowe tysiąclecie rozpoczynają się w świetle Chrystusa. Nie wszyscy jednak widzą to światło. Naszym zadaniem, porywającym i trudnym, jest być Jego «odblaskiem». Na tym polega mysterium lunae, które Ojcowie Kościoła chętnie czynili przedmiotem swej kontemplacji, wskazując w nim symbol zalezności od Chrystusa-słońca, którego światło Kościół odzwierciedla.38 Wyrażali w ten sposób to samo, co mówił Chrystus, gdy przedstawiał samego siebie jako «światłość świata» (por. J 8, 12), a zarazem wymagał od uczniów, aby byli «światłem świata» (Mt 5, 14).
To zadanie napawa nas bojaźnią, gdyż mamy świadomość słabości, która sprawia, że często nasze życie traci blask i pełne jest cieni. Możemy je jednak spełnić, jeśli staniemy w świetle Chrystusa i będziemy umieli otworzyć się na łaskę, która czyni nas nowymi ludźmi.
55. W tej perspektywie należy też patrzeć na wielkie wyzwanie dialogu międzyreligijnego, który będziemy nadal prowadzić w nowym stuleciu, zgodnie ze wskazaniami Soboru Watykańskiego II.39 W latach przygotowań do Wielkiego Jubileuszu Kościół starał się -- także przez udział w spotkaniach o dużym znaczeniu symbolicznym -- nawiązywać otwarte relacje i dialog z przedstawicielami innych religii. Dialog musi być kontynuowany. W warunkach daleko posuniętego pluralizmu kulturowego i religijnego, jakiego można się spodziewać w społeczeństwie nowego tysiąclecia, dialog ten jest potrzebny także po to, aby można było położyć trwałe fundamenty pokoju i oddalić złowieszcze widmo wojen religijnych, które stały się przyczyną rozlewu krwi w wielu okresach dziejów ludzkości. Imię jedynego Boga musi się stawać coraz bardziej tym, czym naprawdę jest -- imieniem pokoju i wezwaniem do pokoju.
56. Dialog nie może się jednak opierać na obojętności religijnej, zaś my -- chrześcijanie -- mamy obowiązek prowadzić go składając pełne świadectwo o nadziei, która w nas jest (por. 1 P 3, 15). Nie powinniśmy się obawiać, że może uwłaczać tożsamości kogoś innego to, co w rzeczywistości jest radosnym zwiastowaniem daru, który przeznaczony jest dla wszystkich i który trzeba wszystkim proponować, okazując jak największy szacunek wolności każdego: daru objawienia Boga-Miłości, który «tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał» (J 3, 16). Cała ta rzeczywistość, jak to zostało podkreślone także w niedawnej deklaracji Dominus Iesus, nie może być przedmiotem swego rodzaju dialogicznych negocjacji, jak gdyby była dla nas jedynie kwestią opinii: jest bowiem łaską, która napełnia nas radością, i nowiną, którą mamy obowiązek rozgłaszać.
Kościół nie może zatem uchylać się od obowiązku prowadzenia misji wśród narodów, zaś podstawowym zadaniem missio ad gentes pozostaje głoszenie, że w Chrystusie, który jest «drogą i prawdą, i życiem» (J 14, 6), ludzie znajdują zbawienie. Dialog międzyreligijny «nie może po prostu zastąpić przepowiadania, ale winien być ukierunkowany na przepowiadanie».40 Obowiązek misyjny nie przeszkadza nam zresztą przystepować do dialogu ze szczerą wolą słuchania. Wiemy bowiem, że sam Kościół nie przestanie nigdy zgłębiać tajemnicy łaski, jej niezliczonych wymiarów i implikacji dla życia i dziejów człowieka, licząc na pomoc Pocieszyciela, Ducha prawdy (por. J 14, 17), którego zadaniem jest właśnie prowadzić Kościół «do całej prawdy» (J 16, 13).
Ta zasada stanowi fundament nie tylko nieustannej refleksji teologicznej nad prawdą chrześcijańską, ale także chrześcijańskiego dialogu z filozofiami, kulturami i religiami. Nierzadko Duch Boży, który «wieje tam, gdzie chce» (J 3, 8), wzbudza także w powszechnym ludzkim doświadczeniu, mimo jego wielorakich sprzeczności, znaki swojej obecności, które pomagają samym uczniom Chrystusa głębiej rozumieć orędzie, którego są głosicielami. Czyż takiej właśnie postawy pokornego i ufnego otwarcia nie przyjmował Sobór Watykański II, gdy starał się odczytywać «znaki czasu»?41 Choć Kościół poddaje je starannemu i wnikliwemu rozeznaniu, aby dostrzegać «prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych»,42 uznaje zarazem, że nie tylko sam daje, ale także wiele «otrzymał od historii i ewolucji rodzaju ludzkiego».43 Taką postawę otwartości i zarazem uważnego rozeznania Sobór przyjął także w stosunku do innych religii. Naszym zadaniem jest iść wiernie za jego nauczaniem i wyznaczonym przez niego szlakiem.
W świetle Soboru
57. Jak wielkie bogactwo kryje się, drodzy Bracia i Siostry, we wskazaniach, które pozostawił nam Sobór Watykański II! Dlatego w ramach przygotowań do Wielkiego Jubileuszu zaleciłem Kościołowi, aby zastanowił się, na ile nauka Soboru została przyjęta.44 Czy to uczyniono? Konferencja, jaka odbyła się w Watykanie, była okazją do takiej refleksji; ufam, że podjęto ją w różnych formach we wszystkich Kościołach partykularnych. W miarę upływu lat teksty soborowe nie tracą wartości ani blasku. Konieczne jest, aby były należycie odczytywane, poznawane i przyswajane jako miarodajne i normatywne teksty Magisterium, należące do Tradycji Kościoła. Dzisiaj, po zakończeniu Jubileuszu, szczególnie mocno odczuwam powinność ukazywania Soboru jako wielkiej łaski, która stała się dobrodziejstwem dla Kościoła w XX wieku: został on dany jako niezawodna busola, wskazująca nam drogę w stuleciu, które się rozpoczyna.
ZAKOŃCZENIE
DUC IN ALTUM!
58. Idźmy naprzód z nadzieją! Nowe tysiąclecie otwiera się przed Kościołem niczym rozległy ocean, na który mamy wypłynąć licząc na pomoc Chrystusa. Syn Boży, który z miłości do człowieka przyszedł na świat dwa tysiące lat temu, także dzisiaj prowadzi swoje dzieło: musimy mieć przenikliwy wzrok, aby je dostrzec, a nade wszystko wielkie serce, abyśmy sami stawali się jego narzędziami. Czyż nie po to właśnie obchodziliśmy Rok Jubileuszowy, aby na nowo zaczerpnąć z tego żywego źródła naszej nadziei? Dzisiaj Chrystus, którego kontemplujemy i miłujemy, znów wzywa nas, byśmy wyruszyli w drogę: «Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego» (Mt 28, 19). Ten misyjny mandat wprowadza nas w trzecie tysiąclecie, wzywając nas, byśmy naśladowali entuzjazm pierwszych chrześcijan: możemy liczyć na moc tego samego Ducha, który został wylany w dniu Pięcdziesiątnicy, a dzisiaj przynagla nas, abyśmy wyruszyli w dalszą drogę pokrzepieni nadzieją, która «zawieść nie może» (Rz 5, 5).
Przemierzając drogi świata na początku nowego stulecia, musimy przyspieszyć kroku. Drogi, którymi idzie każdy z nas i każdy z naszych Kościołów, są bardzo liczne, ale żadna odległość nie dzieli tych, którzy zespoleni są więzami jednej komunii, umacniającej się każdego dnia przy stole eucharystycznego Chleba i Słowa życia. W każdą niedzielę zmartwychwstały Chrystus na nowo jakby wyznacza nam spotkanie w Wieczerniku, gdzie wieczorem « pierwszego dnia tygodnia» (J 20, 19) ukazał się swoim uczniom, aby «tchnąć» w nich ożywiający dar Ducha Świętego i wprowadzić ich w wielką przygodę ewangelizacji.
W tej drodze towarzyszy nam Najświętsza Maryja Panna, której kilka miesięcy temu, wraz z licznymi biskupami przybyłymi do Rzymu z wszystkich części świata, zawierzyłem trzecie tysiąclecie. Wielokrotnie w minionych latach przedstawiałem Ją i przyzywałem jako «Gwiazdę nowej ewangelizacji». I dzisiaj wskazuję na Nią jako promienną Jutrzenkę i niezawodną Przewodniczkę na naszej drodze. Raz jeszcze mówię Jej: « Niewiasto, oto dzieci Twoje», wtórując słowom samego Jezusa (por. J 19, 26) i wyrażając Jej synowskie przywiązanie całego Kościoła.
59. Drodzy Bracia i Siostry! Symboliczne Drzwi Święte zamykają się za nami, ale żywa brama, którą jest Chrystus, pozostaje otwarta szerzej niż kiedykolwiek. Po entuzjazmie jubileuszowych uroczystości nie powracamy do codziennej szarzyzny. Przeciwnie, jeśli nasze pielgrzymowanie było autentyczne, pozwoliło nam niejako rozprostować nogi przed drogą, która nas czeka. Musimy naśladować entuzjazm apostoła Pawła: «wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie» (Flp 3, 13-14). Musimy wspólnie naśladować kontemplację Maryi, która po pielgrzymce do świętego miasta Jerozolimy powracała do domu w Nazarecie, rozważając w sercu tajemnicę Syna (por. Łk 2, 51).
Zmartwychwstały Chrystus, który przyłącza się do nas w drodze i pozwala się rozpoznać -- tak jak uczniom z Emaus -- «przy łamaniu chleba» (por. Łk 24, 35), niech zastanie nas czuwających, gotowych rozpoznać Jego oblicze i spieszyć do braci, aby nieść im wspaniałą nowinę: «Widzieliśmy Pana!» (J 20, 25).
To właśnie jest pożądany owoc Jubileuszu Roku 2000, który na nowo ukazał naszym oczom żywą tajemnicę Jezusa z Nazaretu, Syna Bożego i Odkupiciela Człowieka.
Gdy zatem Jubileusz dobiega końca i otwiera przed nami przyszłość nadziei, niech wzniesie się ku Ojcu przez Chrystusa w Duchu Świętym hymn chwały i dziękczynienia całego Kościoła.
Wraz z tym życzeniem z głębi serca przesyłam wszystkim moje Błogosławieństwo.
W Watykanie, dnia 6 stycznia 2001, w uroczystość Objawienia Pańskiego, w dwudziestym trzecim roku mego Pontyfikatu.
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >> |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Strona 1 z 16 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||